Prąd ze słońca z nowymi problemami. Inwestorzy narzekają

Adobe Stock

Rząd zapala zielone światło dla fotowoltaiki. Czy odnawialna energia zyska na znaczeniu? Tak by było, gdyby nie problemy z podłączeniem instalacji do sieci.

Boom na fotowoltaikę stał się faktem, tym bardziej że rząd znacznie przychylniej patrzy dziś na odnawialne źródła energii. Problem w tym, że nie wystarczy podjąć decyzję o inwestycji. Skokowo wzrosła liczba producentów, którzy dostają odmowę podłączenia swoich instalacji do sieci.

CZYTAJ TAKŻE: Jaka jest opłacalność instalacji fotowoltaicznych? To zależy

Zbyt cienkie przewody

O 183 proc. wzrosła w zeszłym roku liczba takich odmów – raportuje w swoim sprawozdaniu za ubiegły rok prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Można powiedzieć, że ich ogólna liczba nie jest wielka: w sumie odmownych decyzji było 150, z czego większość (135) wynika z „braku warunków technicznych przyłączenia do sieci”, natomiast w 15 przypadkach zdecydowały „względy ekonomiczne”.

Jak twierdzą eksperci, może chodzić przede wszystkim o instalacje o mocy około 1 MW, mającej być stosunkowo najbardziej opłacalną dla drobnych graczy. Ale w sumie zablokowane inwestycje produkowałyby ponad 455 MW mocy.

– Liczba odmów wzrosła niemal dwukrotnie, ale nie przełożyło się to na liczbę sporów dotyczących takich decyzji – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Agnieszka Głośniewska, rzeczniczka prasowa URE. Innymi słowy, firmy, którym odmówiono podłączenia do sieci, coraz rzadziej kwestionują tę decyzję. Można zakładać przy tym, że wzrost liczby odmownych decyzji to uboczny efekt szybko rosnącego zainteresowania inwestycjami w energetykę – URE nie posiada jednak informacji o tym, jaka jest liczba projektów, które ubiegały się w 2018 r. o przyłączenie. Nie sposób zatem oszacować, jak duży odsetek wszystkich projektów OZE (a przede wszystkim fotowoltaicznych) kończy się fiaskiem z powodu odmowy dystrybutora.

To kwestia możliwości sieci: niestety, nie wszystkie są zmodernizowane, wydolne, rozbudowane – tłumaczy w lapidarny sposób nasza rozmówczyni. – I jeżeli rok czy dwa lata wcześniej jakieś projekty zajęły miejsce w sieci, to naturalne jest, że nie ma miejsca w sieci na nowe. Każda sieć ma swoją przepustowość, „zapasy mocy” – dodaje.

Zapóźnienia mogą mieć rozmaite formy. Ujmując problem w lapidarny sposób: brak technicznych możliwości może oznaczać, że w danym miejscu nie da się wprowadzić do sieci określonej przez inwestora mocy: przewody są zbyt cienkie albo odległości zbyt duże, może zbyt wysoka impedancja. Efekt jest podobny: sieć w danym miejscu nie jest w stanie danej mocy przyjąć.

Warunki ekonomiczne to z kolei sytuacja, w której sama sieć mogłaby przyjąć dodatkową moc, ale konieczne byłyby inwestycje, np. w modernizację głównego punktu zasilania (GPZ) czy pociągnięcie kabla, co nie ma ekonomicznego uzasadnienia.

System aukcji

– Boom na fotowoltaikę w Polsce zaczął się na dobrą sprawę dopiero w momencie, gdy ogłoszono system wsparcia dla dużych inwestycji w postaci aukcji OZE, które zastąpiły wcześniejsze tzw. zielone certyfikaty – uzupełnia Aneta Więcka, ekspertka Instytutu Energetyki Odnawialnej. Do tej pory odbyły się trzy takie aukcje, pierwsza w grudniu 2016 r. – Wówczas właśnie pojawiły się pierwsze instalacje o wielkości ok. 1 MW – podkreśla Więcka.

Kolejne aukcje odbyły się w czerwcu 2017 r. oraz listopadzie 2018 r. – Łącznie z trzech aukcji OZE może powstać ok. 0,9 GW nowych mocy w fotowoltaice – szacuje Więcka. – W tej chwili z systemów fotowoltaicznych, od mikroinstalacji po większe o stricte biznesowym charakterze, powstaje w Polsce, w zależności od szacunków, do ok. 0,7 GW – podsumowuje.

W ten sposób rodzi się w Polsce branża fotowoltaiczna, która na dodatek będzie szybko rosła, rząd bowiem wydaje się zapalać jej zielone światło. – Zwrot w stronę energii odnawialnej jest faktem – zapewniała minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz podczas niedawnego Kongresu XXX Lat Polskiej Przedsiębiorczości. – Dzięki energii odnawialnej nie tylko Kowalski, ale też każdy przedsiębiorca będzie mógł uzyskać status prosumenta: zapewni sobie stabilne, tanie źródło energii – dorzucała.

Inwestorzy zapewne chętnie wzięliby sobie to do serca, na razie jednak nieoficjalnie można usłyszeć narzekania. Chodzi zarówno o problemy z podłączeniami, gdzie odmowy to zaledwie początek, najbardziej dotkliwe bywa przewlekanie procesów decyzyjnych i procedur związanych z wystawianiem stosownych dokumentów, których właściciele instalacji potrzebują, by brać udział w aukcjach. – Padają sugestie, że duże koncerny też chcą wchodzić w fotowoltaikę i brać udział w systemie aukcyjnym – słyszymy.

Duzi też pragną słońca

Duże koncerny, oczywiście, chcą wchodzić w fotowoltaikę, ale robią to na razie powściągliwie. Za lidera OZE uważany jest koncern Energa, ale eksperci przypominają, że z podobnymi planami projektowymi nosi się PGE, które już w 2017 roku zapowiadało możliwość pozyskiwania z fotowoltaiki nawet 100 MW mocy.

– To plotki, ale w każdej plotce może tkwić ziarnko prawdy – mówi o wycinaniu „drobnicy” ekspert z branży. – Farmy budują spółki obrotu, a decyzje o przyłączeniu wydają spółki dystrybucyjne. W teorii powinny one być rozdzielone, ale w praktyce spółkom obrotu zawsze łatwiej porozumieć się ze spółką dystrybucyjną, bo są „w jednej rodzinie” – kwituje nasz rozmówca.

Za najaktywniejsze na polskim rynku fotowoltaiki uchodzą firmy litewskie: Modus Energija, Lietuvos Energija, Sun Investment Group to przykłady firm, które postanowiły w ostatnich kilkunastu miesiącach skorzystać na „przecenie OZE” w Polsce.

CZYTAJ TAKŻE: Nawet 40 mld zł na skablowanie sieci w Polsce

Bogdan Szymański prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej

Instalacje prosumenckie właściwie nie dostają odmów przyłączenia do sieci. Prawo nawet takiej odmowy nie przewiduje. Chodzi więc o farmy fotowoltaiczne, często budowane przy liniach średniego napięcia, w szczerym polu, produkujące ok. 1 MW. To dopiero początek. Z roku na rok liczba projektów powiększa się kilkakrotnie, w pewnym momencie musi zatem dojść do nasycenia. Poza tym zaczęły obowiązywać zaostrzone standardy przyłączania nowych mocy.

Polska panelami umajona

Jeżeli dziś fotowoltaika dostarcza na rynek energetyczny 0,7 GW mocy, to już w 2020 r. mogłaby zwiększyć tę liczbę niemal pięciokrotnie, do 3,2 GW. Tak przynajmniej szacują analitycy Instytutu Energetyki Odnawialnej. To oczywiście optymistyczny scenariusz, który zakłada, że zostałyby przeprowadzone dodatkowe aukcje interwencyjne (1,5 GW w segmencie farm fotowoltaicznych) oraz udałoby się wprowadzić wsparcie dla fotowoltaicznych instalacji prosumenckich (dodatkowe 0,5 GW). Teoretycznie jest to możliwe: na polskim rynku fotowoltaicznym realizowanych jest 2,1 tys. projektów z warunkami przyłączenia większych instalacji fotowoltaicznych do sieci. Sumaryczna moc tych projektów przekracza 2 GW.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Rosneft tnie zatrudnienie

Koncern zwolni 20 proc. pracowników swojej centrali. To pochodna malejących wpływów z ropy. Jak ...

Giełdy towarowe kuszą firmy

Polskie spółki są coraz aktywniejsze na zagranicznych platformach obrotu gazem i prądem. Upodobały sobie ...

Polenergia postawi na rozwiązania hybrydowe i morze

Spółka kontrolowana przez Kulczyk Investments szykuje się do modyfikacji strategii. Ma być ona zbieżna ...

Elektromobilność pod prąd

Rozbudowa infrastruktury ładowania aut elektrycznych może się nie opłacać, bo liczba takich samochodów na ...

Ceny zaskakują. Polski rynek węgla odrywa się od światowego

Taniej już nie będzie. Cena polskiego węgla coraz bardziej rozjeżdża się z rynkami światowymi. ...

Będzie redukcja wydobycia ropy

Kraje kartelu naftowego OPEC dogadały się w czwartek w sprawie cięć produkcji. Nie ujawniają ...