„Rzeczpospolita”: Ceny gazu na rynku europejskim mocno rosną. Przebiły nawet 100 euro za MWh. I jest to najwyższy poziom od drugiej połowy 2022 r. Ma to związek m.in. z wojną na Bliskim Wschodzie. Dlaczego jednak te wzrosty przyszły dopiero teraz?

Dr Karol Pogorzelski: Na wybuch wojny w Zatoce Perskiej początkowo zareagowały ceny ropy naftowej. Wszyscy je śledzili, natomiast pozostałe surowce energetyczne, przede wszystkim gaz ziemny, w Europie nie drożały.

Dr Karol Pogorzelski

Dr Karol Pogorzelski

Foto: PAP

Dlaczego?

Było kilka powodów. Europa importuje stosunkowo mało gazu z Zatoki Perskiej. Robi to głównie ze Stanów Zjednoczonych, z Norwegii, częściowo też z Afryki. Zaburzeniem dostaw nie została więc zbyt mocno dotknięta bezpośrednio. Udało się zastąpić te dostawy, tym łatwiej, że w Stanach Zjednoczonych otwarto w tym samym okresie nowy terminal skraplania gazu Golden Pass, który zwiększył ich moce eksportowe. Był to korzystny zbieg okoliczności, a dodatkowo Chiny ograniczyły dość mocno import gazu LNG i ropy naftowej. To stabilizowało rynek. Ceny nie rosły, bo rynek dość zgodnie zakładał, że ta wojna potrwa stosunkowo krótko, miesiąc, dwa, może trzy. To założenie przez chwilę miało szansę się sprawdzić. Gdzieś w lipcu był taki moment, w którym wydawało się, że porozumienie jest blisko. Ostatecznie do niego nie doszło i finalnie przeszliśmy do fazy, w której wszyscy uważają, że ten konflikt będzie trwał długo, potencjalnie bezterminowo. Do tego mamy w tej chwili nieciekawy moment związany z tym, że zapasy gazu w Europie są stosunkowo niskie.

Czytaj więcej

Rachunki za gaz mogą wzrosnąć o 35 proc. Wiemy, jak może wyglądać pomoc rządowa

Co z tymi zapasami? Dlaczego ich w Europie wystarczająco nie zbudowaliśmy?

Cóż, Europa wstrzymywała się z odbudową zapasów gazu, bo liczyła na to, że ceny gazu spadną, gdy skończy się wojna. Nie skończyła się.

I co teraz?

Nie ma już na co czekać, trzeba te rezerwy odbudować. To jeden z impulsów, który podbił ceny gazu.

Tymczasem zbliża się zima.

No tak. Jesteśmy teraz w sytuacji, kiedy gazu jest mało, a zima zaraz się zaczyna. To sprawia, że rosną ceny energii na rynku terminowym. Jeśli więc ktoś chce sobie zabezpieczyć cenę energii elektrycznej na przyszły rok, to w tej chwili nie znajdzie już odważnych, którzy by obstawiali, że wojny nie będzie, ceny gazu spadną, a cała energia będzie mogła być dostarczona tanio. To co się zmieniło, to przede wszystkim ta percepcja. Wojna przestała być czymś, co jest postrzegane jako przejściowy szok. Teraz jest czymś trwałym. I o ile wcześniej problem był głównie z rynkiem ropy naftowej, paliwem lotniczym, czy dieslem, to w tej chwili problem się przesunął gdzie indziej. Wzrosły ceny gazu, a w związku z tym także ceny energii w kontraktach na przyszły rok.

Zapasy gazu w Polsce i w UE

Zapasy gazu w Polsce i w UE

Foto: PAP

To dotyka firm?

Tak. Po pierwsze wzmaga presję kosztową, po drugie odbija się na konkurencyjności firm. A taryfy na energię w przyszłym roku prawdopodobnie pójdą w górę, chociaż mimo wszystko pewnie w ograniczonym stopniu.

To wszystko odbije się na gospodarce? Można to jakoś oszacować?

Do tej pory europejska gospodarka była dość odporna na to, co się dzieje z cenami energii. Trochę dlatego, że od dość dawna, na przykład na rynku gazu, panował względny spokój. Do tego jest też boom związany ze sztuczną inteligencją, co widać choćby po rozbudowie infrastruktury, centrów przetwarzania danych itd. Mamy też trochę poluzowania fiskalnego w Europie, w Niemczech, a do tego wielkie inwestycje w europejski przemysł zbrojeniowy. W efekcie koniunktura trochę się poprawiła, Europa lekko się w tym roku odbudowała, a jej tempo wzrostu sięgnie ok. 1,5 proc. Z perspektywy Polski to może nie jest bardzo dużo, ale jest to więcej niż stagnacja, której wiele gospodarek europejskich w poprzednich latach doświadczyło. Przez to, co dzieje się z cenami energii trzeba będzie jednak odjąć od tego wzrostu jakieś 0,5 pkt. proc.

A w Polsce?

U nas mówimy o mocniejszym efekcie. Spodziewamy się, że nasz tegoroczny wzrost z 4 proc. lub nieco poniżej tego poziomu, spadnie w przyszłym roku poniżej 3 proc. Będzie to kwestia niższego wzrostu konsumpcji, bo wyższa inflacja i niższy wzrost płac sprawią, że siła nabywcza gospodarstw domowych wzrośnie tylko w niewielkim tempie. Dodatkowo wydaje się, może w tym roku obserwujemy jeszcze efekt wygładzania konsumpcji. Gospodarstwa domowe zakładają, że wojna jest przejściowa, nie sięgają więc do oszczędności po to, by utrzymać standard życia. W pewnym momencie dojdą jednak do wniosku, że trzeba dostosować się do nowej sytuacji i obniżyć konsumpcję. Coś takiego zauważymy w przyszłym roku. No i jest jeszcze kwestia stóp procentowych. W strefie euro były już dwie podwyżki, u nas jeszcze nie, ale spodziewamy się, że
będą. Może jeszcze nie w listopadzie. Ale na przełomie roku już pewnie tak. I to też będzie czynnik, który będzie tę gospodarkę troszkę spowalniał.