W gazowej panice ostatnich dni Bruksela uświadomiła sobie właśnie ważną prawdę: im szybciej przejdziemy na energię ze źródeł alternatywnych, tym szybciej pozbędziemy się zależności od rynkowych gier i skoków cenowych wywołanych wykorzystywaniem przez kluczowego dostawcę surowca jako broni. Ta świadomość kształtowałaby się przez wiele lat przy komforcie wyważonej ceny gazu na poziomie 200 dolarów. Ale przy cenie 950 dolarów - nagle wielu krajom, a przede wszystkim brukselskim decydentom, otworzyły się oczy.

Podczas wtorkowej sesji Parlamentu Europejskiego oczy otworzyły się też Fransowi Timmermansowi, wiceprzewodniczącemu Komisji Europejskiej. Polityk z mównicy stwierdził, że „Ironią jest to, że gdybyśmy pięć lat temu mieli Green Deal, nie znaleźlibyśmy się w takiej sytuacji, ponieważ bylibyśmy mniej zależni od paliw kopalnych i gazu ziemnego”.

To ważne stwierdzenie, bo za nim mogą pójść konkretne działania i wielkie pieniądze z Unii na projekty, które takie szybkie przejście energetyczne zapewnią. Timmermans powiedział jeszcze jedno zdanie świadczące o zrozumieniu, że tylko szybkie porzucenie tradycyjnych kopalin, uwolni kontynent od huśtawki cenowej i politycznej.

„Wykonalna energia odnawialna powinna stać się dostępna dla wszystkich konsumentów w Unii Europejskiej". Co to w praktyce oznacza? Ano to, co rozumieją już od dawna miliony tzw. szarych obywateli Wspólnoty, którzy na dachach mają panele słoneczne, wiatrak na polu, a na rzece małą elektrownię. I to pomimo, że ich postawienie i użytkowanie nie jest ani proste ani sprawiedliwe.

Popularność programu fotowoltaiki świadczy, że ludzie chcą być niezależni energetycznie. I to jak najszybciej. Gdyby nie biurokracja Brukseli i krajowych rządów oraz mało zachęcające przepisy, ludzie masowo instalowaliby urządzenia pozwalające im uwolnić się od energetycznych molochów.Teraz potrzebne jest dużo większe wsparcie i taka zmiana prawa, by właściciel paneli czy wodnej elektrowni mógł wyprodukowanym prądem dysponować w pełni, a nie był zmuszony oddawać 20 procent przedsiębiorstwom państwowym, gdzie rachunek ekonomiczny polega na ciągłym podnoszeniu cen.

Strasznie drogi gaz może ten cały proces skutecznie przyśpieszyć. Jeżeli każdy dom w Polsce i innych krajach Unii będzie sam produkował prąd na własne potrzeby, a nadmiar oddawał do sieci krajowych, to na znaczeniu stracą niszczące środowisko i klimat elektrownie, kopalnie, zakłady petrochemiczne i temu podobne dinozaury. Własny prąd mogą przecież także produkować zakłady pracy, szkoły, szpitale, urzędy, bloki spółdzielcze czy całe wioski. Wystarczą panele na dachu czy wiatraki na polu.