Rz: Powinniśmy się bać debaty w Parlamencie Europejskim dotyczącej wydobycia gazu łupkowego?
Andrzej Szczęśniak:
Absolutnie nie, bo ani ten parlament, ani Komisja Europejska nic w tej materii nie może krajom narzucać. Temat tego, co dany kraj u siebie wydobywa, jest poza kompetencjami Unii. Tak jak poza jej kompetencjami jest to, czy postawimy elektrownię atomową, na gaz czy na słomę.
Jednak wyniki głosowania nad raportami przedstawionymi w PE mają być zwieńczone uchwałą, a ta być zaleceniem dla Komisji Europejskiej. KE może wydać dyrektywę w sprawie łupków lub tak zmienić dotychczasowe prawo, że wydobycie stanie się utrudnione.
Unia jedyne, co może, to uwzględnić wpływ na środowisko. Ale standardy środowiskowe są w Unii dużo wyższe aniżeli w USA i nie ma woli, by je jeszcze podnosić. Skuteczny zakaz wydobycia może wprowadzić tylko parlament danego kraju. Jak to się stało np. we Francji i Bułgarii. Jednak Bułgaria już ten zakaz częściowo cofnęła, a we Francji też coraz głośniej słyszy się zwolenników tego gazu.
To po co eurodeputowani właściwie o gazie łupkowym dyskutują?
Trochę dlatego, że są jak każdy parlament – lubią sobie podyskutować, pokłócić się. Ale także dlatego, że tego gazu tak naprawdę nikt jeszcze nie znalazł. A przynajmniej nikt nie kwapi się, by to w Europie ogłosić. A prace trwają nie tylko w Polsce, ale i W. Brytanii oraz dwóch niemieckich landach. U nas po czterech latach, główny zainteresowany – amerykański ExxonMobil wręcz z poszukiwań zrezygnował. Tymczasem Amerykanie i ich prognozy rozbudziły w Europie emocje, podgrzały nastroje.
Mamy więc ten gaz czy nie?
Mamy, ale wymaga on większego wysiłku wydobywczego. A to z kolei wymaga większych nakładów i zaangażowania inwestorów. Przypomnę, że w Stanach Zjednoczonych wydobycie ruszyło z miejsca, gdy w 2001 roku rząd wyłączył gaz łupkowy spod przepisów prawa wodnego. U nas na takie posunięcie nie mamy szans, więc i cały proces wydobywczy jest dużo bardziej skomplikowany i kosztowany.
Na Litwie i Ukrainie takie koncerny jak amerykański Chevron i włoski Eni dostały licencje na prace poszukiwawcze. Może w Polsce działamy zbyt wolno i zbyt biurokratycznie?
Nasi sąsiedzi są w poszukiwaniach trzy–cztery lata za Polską. Naszym problemem są niezadawalające wyniki poszukiwań. A za tym idzie brak cierpliwości. Trzeba szukać dłużej, a wyniki się pojawią. A wtedy będzie można wybierać w inwestorach. Bo gaz łupkowy to niewątpliwie przyszłość energetyki, niezależnie od tego, co mówią jego przeciwnicy.