Chiny i Ukraina będą szybciej wydobywać łupki

O polskich poszukiwaniach węglowodorów niekonwencjonalnych w kontekście rewolucji łupkowej w USA – mówi Peter Święcicki, partner zarządzający warszawskiego oddziału międzynarodowej kancelarii prawnej Squire Sanders oraz adwokat tej kancelarii Igor Hanas

Publikacja: 16.10.2012 17:50

Chiny i Ukraina będą szybciej wydobywać łupki

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Czy Polska ma szansę na przemysłowe wydobycie gazu łupkowego w 2015 r. jak chce minister skarbu, Mikołaj Budzanowski?

Peter Święcicki:

Należy najpierw zadać sobie pytanie, co to znaczy przemysłowe wydobycie. Czy mówimy tu o pozyskiwaniu węglowodorów z jednego odwiertu, czy też o komercyjnej eksploatacji złóż, która wpłynie na cały rynek. Według mnie tego drugiego raczej nie uda się osiągnąć w ciągu najbliższych trzech lat. Z naszych obserwacji w USA wynika, że od uzyskania pozwoleń do finalnego podłączenia się do sieci mija 2,5-3,5 roku w zależności od stanu. A trzeba pamiętać, że jest to kraj posiadający doświadczenie oraz niezbędną do poszukiwań i wydobycia infrastrukturę. Projekty dotyczące złóż niekonwencjonalnych uruchamiano w dużej mierze tam, gdzie wcześniej stały już szyby do wydobycia ropy czy gazu konwencjonalnego. W Polsce będą one zlokalizowane na terenach dotąd dziewiczych, a więc m.in. Roztoczu i Pomorzu. Dlatego dołożyłbym u nas kolejne 2-3 lata.

A budżet w wysokości 5 mld zł, które na poszukiwanie łupków chcą wydać spółki Skarbu Państwa jest wystarczający?

Na pierwszy rzut ta kwota może robić wrażenie. Ale należy zdać sobie sprawę, że aktualnie rozstrzygane przetargi na bloki węglowe są warte więcej. Budżet tej wysokości jest mniejszy niż wydatki na jeden blok w Kozienicach czy stadion narodowy i 90 km autostrady. Więc to wcale nie jest dużo i nie będzie to game changer. 5 mld zł wystarczy na zagospodarowanie jednej koncesji, a my ich mamy 111. To dobrze, że rząd wychodzi z inicjatywą i mamy nadzieję, że w krótkim okresie czasu wywoła to efekt kuli śnieżnej.

Po jakim czasie mamy szansę na podobną do amerykańskiej rewolucję łupkową

Statystyki Agencji ds. Energetyki pokazują, że w 2000 r. Amerykanie mieli wydobycie na poziomie ok. 1 proc.,. Dziś udział łupków w produkcji ogólnej (w 2011 r. wynosiła 651 mld m sześc. – red.) wynosi 35 proc. Dojście do takiego wolumenu zajęło w USA 12 lat. U nas perspektywa amerykańska jest nie do osiągnięcia jeśli będziemy się ograniczać wyłącznie do spółek nadzorowanych przez Skarb Państwa. Na łupkową rewolucję potrzebne są ogromne pieniądze. Nie ściągniemy takich pieniędzy z rynku krajowego.

Inwestorzy wycofują się z naszego kraju...

Do wydobycia gazu łupkowego przymierza się nie tylko Polska. Mamy w tym zakresie konkurencję w Kanadzie, Australii, Chinach, czy Ameryce Południowej Dlatego zarządy spółek patrzą na to, w jakich ramach prawnych będzie działał ten biznes i czy będą robione trudności przy jego prowadzeniu, a także w którym miejscu wydobycie będzie tańsze i pewniejsze. Polska pod tym względem  nie jest aż tak konkurencyjna o czym świadczy decyzja jednego z dużych graczy (chodzi o Exxon Mobile – red.), który skierował swoją uwagę na rosyjskie konwencjonalne złoża Sztokmana.

To kwestia braku uregulowań?

Brak intensywnych poszukiwań u nas wynika z faktu, że firmy nie wiedzą m.in. jaka będzie polityka państwa w sektorze poszukiwawczo-wydobywczym. Za bardzo skupiamy się na akcentowaniu kwestii dotyczącej podziału wielkich zysków z eksploatacji węglowodorów, kiedy nawet nie wiadomo dokładnie ile ich jest, a za słabo mówimy o tym, jak doprowadzić do racjonalizacji tych procedur. One nie muszą być uproszczone, ale wystarczy by były rozsądne. Wtedy inwestor, który chce zainwestować będzie wiedział, że zainwestowane  środki nie muszą czekać wielu lat na rozpoczęcie potencjalnych odwiertów i wydobycia.

Czyli Ukraina i Chiny, które też stawiają na łupki mogą się okazać szybsze niż my?

Ukraina, która ma dziś najdroższy gaz w Europie i chce jak najszybciej to zmienić, mówi o 2018 r. Tam odchodzi problem dostosowania przepisów do prawa UE i rzucania kłód pod nogi przez Komisję Europejską. W Chinach, gdzie wydobycie prowadzone będzie głównie na terenach niezaludnionych, też mają perspektywę 2015-2016 r. A należy podkreślić, że tamtejszy rząd priorytetowo podchodzi do tego projektu i lokalne  firmy wydobywcze mają już dawno podpisane umowy z międzynarodowymi koncernami typu Exxon czy Shell. Tam jest to robione w sposób systemowy. Chińczycy wiedzą, że nie mają jeszcze najnowszych technologii, ale chcą jak najszybciej dobrać się do tych złóż więc zapraszają spółki do joint venture. U nas porozumienia z providerami co prawda już są, ale nasze spółki nie wchodzą w tego typu globalne porozumienia. Nie ma takiego pospolitego ruszenia jak w Chinach czy na Ukrainie,.

Czy to oznacza, ze w Polsce nie będzie łupkowej rewolucji?

Aby mówić o łupkowej rewolucji, to należałoby zainwestować wspomniane 5 mld zł, aż 111 razy, czyli tyle ile wydano licencji na poszukiwania niekonwencjonalnych złóż. To jest rząd kilkakrotnie przekraczający inwestycje na energię konwencjonalną, modernizacje sieci przesyłowych i projakty elektrowni atomowych. 5 mld zł, jest kwotą odpowiednią dla kompleksowego zagospodarowania jednej koncesji. W USA do łupkowej rewolucji dochodzono kilkanaście lat. U nas ta perspektywa jest chyba nie do osiągnięcia. Przy obecnie deklarowanych inwestycjach możemy mówić co najwyżej o zapewnieniu dostaw na lokalny rynek, a nie o istotnej zmianie struktury pozyskiwanego surowca.

Polska ma w ogóle szanse na przemysłowe wydobycie łupkowego gazu?

Tak ale do tego niezbędne są trzy elementy. Przede wszystkim muszą być sprzyjające warunki do prowadzenia poszukiwań. Następnie musi dojść do odkrycia odpowiednich złóż i rozpoczęcia komercyjnego wydobycia. Wreszcie musi powstać infrastruktura dzięki której będzie można transportować surowiec.

W Polsce coraz częściej mają miejsce różnego rodzaju protesty związane z poszukiwaniami gazu łupkowego. I nie tyle chodzi tu o ekologów, czy lobbystów, a o lokalne społeczności, które na przykład obawiają się, że na ich terenie zostaną zniszczone drogi, którymi będą jeździć ciężarówki na i z miejsca, gdzie prowadzony jest odwiert.

Tego typu problemy wynikają często ze stosunkowo dużego zaludnienia jakie mamy na terenie Polski. Odwierty prowadzone są w pobliżu miejsc, gdzie mieszkają ludzie, co przy prowadzeniu poszukiwań i wydobycia powoduje pewnego rodzaju ingerencję w ich dotychczasowy świat. Oczywiście wszelkim faktycznym i potencjalnym problemom trzeba z odpowiednim wyprzedzeniem przeciwdziałać. Najważniejsze jest, aby zawsze przedstawiać rzetelne informacje. W USA, gdzie zaludnienie jest dużo mniejsze nie ma tego typu problemu. Co więcej tam na wydobyciu zarabiają wszyscy, a zwłaszcza właściciele zmieni, a wiec głównie farmerzy, , ale też stany które są właścielami gruntów. U nas wszystko co znajduje się pod ziemią należy do państwa i to tylko ono może z tego czerpać korzyści. Gdyby mogli zarabiać również właściciele ziemi, nie sądzę aby dochodziło do protestów.

Wspomniał pan, że jedną z głównych barier rozwoju branży łupkowej są biurokratyczne procedury. Na ile one przeszkadzają firmom w poszukiwaniach?

Posłużę się przykładem urządzeń wiertniczych, których w Polsce nie ma zbyt dużo. Nie brakuje ich za to w Stanach Zjednoczonych. Efekt jest taki, że koszty odwiertów są u nas znaczenie wyższe niż za Atlantykiem. Z USA można sprowadzić te urządzenia ale aby mogły pracować w Polsce muszą przejść długotrwały proces certyfikacji. W tym czasie nie pracują, a firmy w kraju ponoszą wyższe koszty działalności. Kolejna sprawa to wszelkiego rodzaju zgody, w tym zwłaszcza środowiskowe wymagane przy poszukiwaniach. Aby je otrzymać trzeba przygotować obszerną dokumentację, która cyrkuluje między wieloma urzędami publicznymi różnego stopnia i oczekiwać na odpowiednie decyzje nawet kilka miesięcy.

Problem uzyskiwania wszelkiego rodzaju pozwoleń można ominąć specustawą, tak jak miało to miejsce w przypadku niektórych inwestycji związanych z organizacją Euro 2012, czy terminalu LNG w Świnoujściu?

Osobiście wolałabym przegląd i rzetelną zmianę obowiązujących przepisów. Wprowadzanie specustawy sugeruje, że dana materia systemowo funkcjonuje nieprawidłowo. Oznacza rzucenie koła ratunkowego. W zewnętrznym zagranicznym odbiorze często ma to negatywny wydźwięk.

Co poza rzetelnymi zmianami w krajowych regulacjach może jeszcze zrobić polski rząd, aby przyśpieszyć poszukiwania gazu łupkowego?

O tym się nie mówi, ale myślę, że wspieranie poszukiwań złóż niekonwencjonalnych byłoby skuteczniejsze, gdybyśmy zawiązali koalicję z innymi państwami, zwłaszcza nadbałtyckimi. Na Litwie, Łotwie oraz w Estonii też są duże złoża gazu łupkowego. Wprawdzie te państwa są dość małe ale na każdego mieszkańca przypadają stosunkowo wysokie zasoby gazu łupkowego, co przy uzależnieniu tamtejszych państw od rosyjskich dostaw powoduje, że są szczególnie mocno zainteresowane doprowadzeniem do wydobycia. Współpracą mogłaby też być zainteresowana Wielka Brytania czy Irlandia. Stworzenie łupkowej koalicji niewątpliwie pomogłoby polskiemu rządowi przeciwdziałać wszelkim inicjatywom zmierzającym do ograniczania poszukiwań niekonwencjonalnych złóż przede wszystkim w Unii Europejskiej.

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie