Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego nowe oferty na tani prąd w weekendy nie dla każdego oznaczają oszczędności.
- Jaką rolę w kontraktach odgrywa opłata handlowa i jak wpływa na opłacalność promocji.
- Kto może realnie skorzystać na zmianie taryfy i elastycznym zużyciu energii elektrycznej.
- Na jakie zapisy w umowach zwracać uwagę, by uniknąć ukrytych kosztów i kar umownych.
Opłacalność ofert z niższą ceną w weekendy w okresie od kwietnia do września w godzinach 10-16 (w Tauronie wszystkie weekendy w roku i bez podziału na godziny) będzie rosła wraz ze zmianą indywidualnego profilu zużycia energii – im więcej prądu klient zużyje w okresach niższych stawek (zamiast w dni robocze), tym niższa będzie średnia cena. W pozostałe dni tygodnia ceny mają wynosić tyle, ile do tej pory. Nie dla wszystkich będą to jednak atrakcyjne oferty.
Dla kogo nowe oferty i ile można oszczędzić?
Nowe propozycje sprzedażowe mają zachęcić klientów do zmiany sposobu użytkowania energii, poprzez poszukiwanie elastyczności i przekierowanie największego zużycia energii na dni, kiedy jest ona najtańsza. Każdy, kto ma taką możliwość i podejmie pewien wysiłek, może oszczędzić, ale i przy okazji wspomóc system energetyczny, który musi sobie radzić z rosnącym wyzwaniem nadwyżek zielonej energii latem.
Jak mówi prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski, system potrzebuje coraz więcej elastyczności po stronie popytu.
Czytaj więcej
Nie tylko podróżujący pociągami padli ofiarą upałów, które dosięgły Polskę. Problemy odczuwają także widzowie kin. Cinema City Poland podało, że je...
– Jedną z jej form jest zachęcanie do większego zużycia energii, gdy produkcja jest wysoka, a popyt niski. Nawet odbiorcy, którzy nie mają własnej fotowoltaiki, mogą korzystać z niskich cen w godzinach z wysoką produkcją energii z tego źródła. To okazja do taniego nagrzania wody w bojlerze czy naładowania samochodu elektrycznego – tłumaczy nam prezes PSE, podkreślając, że mamy coraz więcej tanich godzin.
– Dla standardowego profilu zużycia w grupie G11 cena energii może być niższa o ponad 5 proc. względem taryfy URE. Ostateczna wartość będzie jednak zależna od sposobu korzystania z energii przez klienta – wskazuje rzecznik Enei Berenika Ratajczak.
Jak przekonuje Energa, oferta tanich weekendów powstała, aby zachęcać klientów do jeszcze efektywniejszego korzystania z energii. Skierowana jest do klientów, którzy mogą zaplanować bardziej energochłonne czynności – pranie, prasowanie, ładowanie samochodu czy prace ogrodowe – na godziny, w których prąd kosztuje mniej.
Mariusz Purat, prezes Tauron Sprzedaż przypomina, że najwięcej taniej energii dostępne jest w weekendy. – Dlatego zależy nam na tym, aby gospodarstwa domowe mogły jak najlepiej wykorzystać ten potencjał i obniżać swoje rachunki za prąd. Od wielu miesięcy pokazujemy gospodarstwom domowym korzyści, jakie można osiągnąć, przechodząc z taryfy jednostrefowej na wielostrefową. (…) W tym roku na jedną z wielostrefowych grup taryfowych przeszło w Tauronie już ponad 50 tysięcy gospodarstw domowych– mówi Purat.
Jak szacują eksperci Tauronu, przeniesienie pracy najbardziej energochłonnych urządzeń na godziny, w których ceny prądu są najniższe, umożliwi gospodarstwom domowym obniżenie rachunków za energię nawet o 20 proc. w skali roku.
Oferty na tani prąd z kosztowną gwiazdką
Jednak jeśli przejdziemy do szczegółów tych ofert, to nie zawsze i nie dla wszystkich będą one korzystne. Największym „grzechem” tych ofert są opłaty handlowe, a więc dodatkowy składnik rachunku za prąd, płacony co miesiąc, a nie tylko w okresie „taniego prądu”. Opłata handlowa to forma zabezpieczenia przez spółki na wypadek skoków cen na rynku. W taryfie regulowanej przez URE G11 konsument nie płaci u sprzedawcy opłaty handlowej (jedynie abonament u operatora sieci dystrybucji – OSD; na rachunek za prąd składa się także opłata za przesył energii).
– Wprowadzenie stałego kosztu na poziomie 295–354 zł rocznie, bo tyle wynoszą opłaty roczne w Enerdze, Enei czy Tauronie w ofertach „tanie weekendy”, oznacza, że małe lub średnie gospodarstwo domowe na starcie dostaje niejako potężny debet, który bardzo trudno odrobić oszczędnościami na poziomie kilkunastu groszy na kWh – wskazuje Krzysztof Hrywniak, doradca i ekspert rynku energii.
Czytaj więcej
Orlen Synthos Green Energy złożył w Ministerstwie Energii wniosek o rozpoczęcie prac nad systemem wsparcia dla budowy floty małych reaktorów moduło...
W przypadku Energi i Enei sprzedawcy dają rabat na sam prąd, ale – jak ocenia ekspert – OSD nadal pobiera opłaty jak u klienta według taryfy G11. – Można sobie wyobrazić w Enerdze i Enei przejście na inne taryfy, jak np. G12 (nie objęte jednak ceną wyznaczaną przez URE – red.), ale one są godzinowo niedostosowane do oferty „tanie weekendy” i ciężko ocenić, czy nie stałyby się dodatkową pułapką dla konsumenta – ocenia nasz rozmówca.
Hrywniak wskazuje, że oferta Taurona zakładająca przejście na inną taryfę G13, a więc rezygnację z podstawowej G11 (objętą stałą ceną za zgodą URE) jako jedyna wydaje się mieć taryfę za dystrybucję energii dostosowaną do tanich weekendów, ale spółka zastosowała tu mechanizm „kija i marchewki”. – Obniżka za tańszą sprzedaż energii w weekendy została sfinansowana drastycznym podwyższeniem stawek w tygodniu, w godzinach, w których ludzie wracają do domów i zużywają najwięcej energii – ocenia ekspert.
– Promocja na tanie godziny trwa tylko przez 6 miesięcy w roku (od 1 kwietnia do 30 września). Tymczasem podwyższoną opłatę handlową sprzedawcy pobierają przez pełne 12 miesięcy, bez przerwy. Przez całą jesień i zimę płacimy gigantyczny abonament, nie mając w zamian żadnych promocyjnych godzin u sprzedawcy – ostrzega ekspert i wskazuje, że umowy w tych promocjach zawierane są na okres 24 miesięcy. – Jeśli po 3 miesiącach zorientujemy się, że nasze rachunki wzrosły i będziemy chcieli wrócić do bezpiecznej taryfy zatwierdzanej przez URE (G11), sprzedawca naliczy nam karę umowną. Energa wprost zabezpiecza sobie prawo do ściągnięcia 50 proc. pozostałych opłat handlowych – mówi.
Oferty hybrydowe ma także działający w Warszawie E.ON, choć spółka już wcześniej wprowadziła zbliżone rozwiązanie. Chodzi „E.ON Happy Hours i pomoc fachowców”. To oferta, w której za przeniesienie odpowiedniej części zużycia na konkretne godziny w ciągu dnia, pomniejsza się rachunek klienta o premię. Tanie godziny trwają również w weekendy. Tu jednak także występuje opłata handlowa i także trzeba zmienić taryfę.
Jedynie PGE Obrót jeszcze pracuje nad nowymi taryfami, które bazują na zróżnicowaniu cen w zależności od okresu roku, dni tygodnia i godzin w ciągu doby. W ofertach tych stawki w wybranych godzinach mogą być tańsze niż obecnie obowiązująca stawka URE. Planowane wprowadzenie takich produktów do oferty to czwarty kwartał br.
Dom napędzany prądem skorzysta
Czy zatem te oferty z zasady nie są opłacalne? Mogą być korzystne, ale nie dla wszystkich i pod wieloma warunkami, podobnymi jak w przypadku taryf elastycznych, w pełni zależnych od chwilowych cen energii. Nasz dom musi posiadać jak najwięcej sprzętów oraz wyposażenia zasilanego energią (jak np. pompa ciepła), do tego samochód elektryczny. Co ważne, musimy być w stanie korzystać z nich elastycznie i godziny użytkowania lub największy pobór energii przesuwać np. na środek dnia, kiedy jest najtaniej, a prąd kosztuje kilkanaście, a nawet kilka groszy. – Dla pozostałych użytkowników, zużywających niewielkie wolumeny energii, takie produkty nie będą opłacalne – wskazuje Hrywniak.
Jego zdaniem dla statystycznej rodziny, która mieszka w budynku wielorodzinnym, nie ma pompy ciepła czy auta elektrycznego, „bezpieczna, regulowana przez państwo taryfa G11 u sprzedawcy z urzędu, wydaje się być bezkonkurencyjna”.