Jak wojna wpływa na prowadzenie działalności biznesowej?

Chciałbym podkreślić, że w sytuacji wojny u naszych sąsiadów w Polsce nie ma żadnych obaw o potencjalne zakłócenia w dostawach energii i ciepła. Nie widzimy, aby w najbliższych tygodniach miało dojść do jakichkolwiek zakłóceń. Bazujemy przede wszystkim na naszym własnym surowcu, którym jest węgiel brunatny oraz węgiel kamienny, którego kluczowym dostawcą jest Polska Grupa Górnicza (PGG). Dostawa surowców nie jest zagrożona.

Część potrzebnego surowca jednak PGE importowała...

To prawda. Import odbywał się na bazie kontraktów zawartych jeszcze przez EDF, do którego należały przejęte przez nas elektrociepłownie. Stanowiło to ok. 10 proc. ilości węgla kamiennego, którego potrzebowaliśmy. Chodzi głównie o jednostki w Gdańsku i Gdyni.

Z jakich kierunków PGE importowało ten surowiec?

Importowaliśmy surowiec z kierunków, gdzie cena była aktualnie najbardziej korzystna, z Australii, RPA, Chile, USA, Mozambiku czy Kolumbii. Były to kontrakty terminowe. Węgiel importowany od momentu rozpoczęcia agresji na Ukrainę podrożał trzy-, czterokrotnie. Nasze kontrakty na dostawy surowca są po cenie sprzed konfliktu, a więc znacznie niższej.

Podstawą dostaw węgla do PGE są długoterminowe umowy z PGG. To cena znacznie niższa od tej, którą obserwujemy obecnie?

Nasze umowy z PGG są długoterminowe i zabezpieczone cenowo. Są one stabilne. Nie ma obecnie zagrożenia, aby ceny te znacznie wzrosły.

Pojawił się pomysł reaktywacji „mostu energetycznego” na Ukrainę. Jakie jest pana zdanie na temat tego pomysłu?

Przed wojną w Ukrainie w zachodniej części systemu energetycznego Ukrainy występowała nadwyżka produkcji energii elektrycznej. Most energetyczny na Ukrainę wiązałby się długofalowo z importem tańszej energii, pochodzącej z energetyki jądrowej i nieobarczonej kosztami uprawnień do emisji CO2, z Ukrainy do Polski. Nie jest to nowy pomysł, my jednak takiej potrzeby nie widzimy. Przed wojną nie było także takich chęci ze strony Ukrainy. Zanim w ogóle można zacząć myśleć o takich rozwiązaniach, należałoby zmodernizować sieć przede wszystkim po stronie ukraińskiej. Co do zasady jestem zwolennikiem połączenia naszych systemów, aby pomóc w integracji europejskiej tego kraju. Proces ten jednak powinien być realizowany nie doraźnie, ale w sposób zaplanowany przez Europejskie Stowarzyszenie Operatorów Sieci Energetycznych (ENTSO-E).

Cena gazu będzie prawdopodobnie nadal wysoka, a to może się przełożyć na duże zapotrzebowanie na tańszą energię z węgla. Czy jako udziałowiec w PGG macie możliwość wywierania presji na zwiększenie wydobycia surowca?

Zapotrzebowanie faktycznie rośnie, jednak nasze możliwości wywierania wpływu są ograniczone. Jesteśmy udziałowcem PGG poprzez PGE GiEK, ale nie właścicielem. Mamy nadzieję jednak, że PGG także obserwuje rynek i zrozumie potrzeby swoich klientów, w tym PGE.

Czytaj więcej

Krwawe surowce z Rosji. Unijne sankcje omijają kluczową branżę

Jednak eksport energii z węgla rośnie, a to wymaga zwiększonych dostaw…

Naszym priorytetem są dostawy energii na rynek krajowy i na tym się skupiamy, niezależnie od dodatkowych zysków pochodzących z eksportu. Jeśli podaż surowca niezbędnego do produkcji energii będzie faktycznie ograniczona, wierzymy, że odpowiednio zareagują Polskie Sieci Elektroenergetyczne, co pozwoli zaoszczędzić nam paliwo na rzecz polskich potrzeb. Jeszcze raz powtórzę, że nasze dostawy z PGG są zabezpieczone i w najbliższej perspektywie dwóch–trzech miesięcy nie przewiduję, żeby miały być zagrożone.

Uważa pan, że „pięć minut” węgla w perspektywie sankcji na Rosję potrwa nieco dłużej?

Nie miejmy złudzeń. Obecny wzrost zapotrzebowania na węgiel jest przejściowy. W perspektywie dwóch–trzech lat powrócimy do trendu przyspieszonej dekarbonizacji. Niezależnie jednak od tego w perspektywie 20–30 lat produkcja energii z węgla będzie ważnym elementem polskiej energetyki. W tym celu powstała Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE), której sama nazwa nabiera w obecnej sytuacji szczególnego znaczenia i myślę, że świetnie sobie z tym wyzwaniem poradzi. W tym czasie musimy wybudować w Polsce bloki jądrowe – pierwsze mają powstać już w ciągu dekady. Bardzo ważny będzie intensywny rozwój energetyki odnawialnej, któremu chcemy przewodzić jako PGE.

Czy warto było przeprowadzać tzw. kampanię żarówkową, która wzbudziła tak dużo kontrowersji?

Zdecydowanie tak. Kampania przygotowana przez Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie uruchomiła potrzebną dyskusję dotyczącą kierunków zmian w systemie EU ETS, która wyszła poza wąskie grono ekspertów sektora energetyki. Jestem zwolennikiem otwartej komunikacji, dlatego uważam, że klienci mają prawo wiedzieć, skąd biorą się rosnące koszty produkcji energii elektrycznej. Sama Komisja Europejska w trakcie trwania kampanii potwierdziła, że 60 proc. kosztów produkcji energii elektrycznej w Polsce to koszt zakupu uprawnień do emisji CO2. W mojej ocenie kampania zrealizowała swój cel i pojawiły się nowe ciekawe propozycje zmian systemu EU ETS. A dzisiaj zniknęły wątpliwości, że reforma EU ETS jest potrzebna.

Wojciech Dąbrowski pełni funkcję prezesa PGE Polskiej Grupy Energetycznej od 20 lutego 2020 r. W 2019 r. został ponownie wybrany przez Krajowe Zgromadzenie Członków Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych (PTEZ) na prezesa zarządu PTEZ. Od listopada 2017 r. do lutego 2020 r. pełnił funkcję prezesa PGE Energia Ciepła. Od stycznia 2016 r. do listopada 2017 r. pełnił funkcję prezesa PGNiG Termika. ∑