Mizerne efekty międzyresortowych przepychanek o węgiel

Adobe Stock

Wewnątrzrządowa batalia o normy jakości dla węgla trwała wiele miesięcy, ale przyniosła marne efekty. Pozostawiła poczucie straconej szansy na skuteczną walkę ze smogiem.

Śledząc proces tworzenia norm jakości dla węgla, można było sądzić, że minister energii Krzysztof Tchórzewski jest na przegranej pozycji. To on wyznacza parametry dla surowca spalanego w domowych piecach, które mają – co do zasady – ograniczyć smog. I choć zwykle ministrowie mają dużą swobodę w kształtowaniu treści rozporządzeń, to tym razem Tchórzewski nie miał łatwego zadania. Miażdżącą opinię dla jego propozycji wydały co najmniej cztery inne resorty, Najwyższa Izba Kontroli i Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Tak silna „opozycja” mogła zdziałać naprawdę wiele. Tym bardziej dziwi, że nie dopięła swego. Chyba że – jak twierdzą niektórzy – jej jedynym celem było zrobienie zamieszania wokół Tchórzewskiego i podkopanie jego pozycji w rządzie. Jeśli to prawda, to pierwsze faktycznie się udało, natomiast drugie było kompletnie chybione, bo minister energii ostatecznie postawił na swoim, a spekulacje o jego dymisji po raz kolejny okazały się tylko plotkami.

Czytaj także: Są normy jakości dla węgla. Co się zmieni?

Ale wróćmy do węgla. Zdumiewające jest to, że choć parametry zaproponowane przez Tchórzewskiego spotkały się z ostrą krytyką kilku innych ministrów, i tak zostały wprowadzone. Warto przytoczyć chociażby uwagi ministra środowiska Henryka Kowalczyka, który napisał: „Projekt rozporządzenia w obecnym brzmieniu nie przyczyni się do poprawy jakości powietrza w Polsce, ponieważ w praktyce dopuszcza do sprzedaży każdy rodzaj węgla dostępnego obecnie na rynku, nie eliminując węgli o bardzo słabych parametrach jakościowych. Zgodnie z projektem w sprzedaży pozostanie węgiel o wysokiej zawartości siarki, popiołu, wilgoci i bardzo niskiej kaloryczności”. Jeśli natomiast spojrzymy na ogłoszone parametry dla węgla, to widzimy, że niemal wszystkie pozostały bez zmian. Wszystkie, z wyjątkiem siarki, której dopuszczalny limit zawartości w węglu spadł z 1,8 proc. do… 1,7 proc. Sukces to żaden, bo wciąż jest to węgiel mocno zasiarczony. Część resortów optowała za zaostrzeniem tego limitu nawet do 0,8–1,2 proc., ale takie rozwiązanie eliminowałoby z rynku sporą część polskiego surowca. Nie bez powodu NIK w swoim raporcie zwrócił uwagę, że propozycje ministra energii „zabezpieczają w znacznie większym stopniu interesy lobby węglowego, aniżeli dążenie do ochrony obywateli i środowiska naturalnego przed negatywnym wpływem zanieczyszczeń powietrza”.

Największe jednak spięcie obserwowaliśmy między Tchórzewskim a minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigą Emilewicz, wspieraną przez pełnomocnika premiera ds. walki ze smogiem Piotra Woźnego. Na tej linii naprawdę iskrzyło i mogło dojść do zwarcia. Emilewicz wytknęła sprzeczność proponowanych przez ministra energii wymogów jakościowych dla węgla z celem, jakim jest poprawa jakości powietrza. Zaleciła wprowadzenie limitów zawartości w węglu kolejnych zanieczyszczeń – chloru i rtęci i części lotnych, a także całkowitą zmianę systematyki podziału węgla na poszczególne rodzaje. Zaznaczyła przy tym, że w przypadku nieuwzględnienia jej uwag w całości projekt rozporządzenia powinien trafić z powrotem pod obrady Rady Ministrów. Ostatecznie z tych postulatów zostało niewiele, a minister Emilewicz i tak ramię w ramię stanęła z Tchórzewskim na konferencji prezentującej rozporządzenie ministra energii, ogłaszając sukces. Przekaz był jasny – żadnego konfliktu w rządzie PiS o walkę ze smogiem już nie ma. Przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi inaczej być nie mogło.

Nie zgodzę się natomiast z tymi, którzy twierdzą, że nowe rozporządzenie, jak i ustawa, na podstawie której zostało wydane, nic nie zmienią. Samo uporządkowanie handlu węglem dla gospodarstw domowych i małych kotłowni jest dużym krokiem we właściwym kierunku. Na składach węgla każdy klient będzie mógł się zapoznać ze świadectwem jakości węgla, a więc sprawdzić, jakie dokładnie parametry ma każda partia paliwa. Nad zgodnością tych danych czuwać będą kontrolerzy z Inspekcji Handlowej. Ostatecznie też ze sprzedaży dla klientów indywidualnych wycofane zostają paliwa najgorszej jakości – muły węglowe i flotokoncentraty. To, co udało się wynegocjować w trakcie międzyresortowych przepychanek, to wyeliminowanie z tego rynku także kiepskiej jakości miałów węglowych, choć dopiero od połowy 2020 r. Szkoda, że nowych przepisów – wbrew zapewnieniom resortu energii – nie udało się wprowadzić przed tegorocznym sezonem grzewczym. To właśnie teraz przypada szczyt zakupu węgla na całą zimę. Tymczasem rozporządzenie w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych zacznie obowiązywać dopiero za miesiąc. Ten sezon dla walki ze smogiem jest już stracony.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Wysokie marże na przerobie ropy

Końcówka ubiegłego roku była udana dla polskich rafinerii. W grudniu i całym IV kwartale ...

Atomowe plany Brukseli

Komisja Europejska chce zwiększyć produkcję energii atomowej w Unii. Cele są dwa – uniezależnienie ...

Ukraiński prąd szybko zielenieje

Nasz sąsiad wykorzystuje coraz więcej źródeł odnawialnych do produkcji prądu. Przez rok Ukraina potroiła ...

W Paryżu o klimacie

W stolicy Francji trwa szczyt klimatycznego ONZ. Podstawowa kwestia, redukcja emisji CO2, rozbija się ...

Repsol bije Gazprom

Hiszpański koncern paliwowy jest przez inwestorów postrzegany jako dużo bardziej atrakcyjny niż rosyjski gigant ...

Litwini inwestują w polskie wiatraki

W minionym tygodniu prąd na Litwie, Łotwie i Estonii potaniał o 20 proc. Cud? ...