Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany zaobserwowano w eksporcie irańskiej ropy w ostatnim czasie?
- Jaka jest rola Chin jako kluczowego odbiorcy irańskiej ropy?
- Jakie są konsekwencje obecnej sytuacji dla innych eksporterów ropy z Zatoki Perskiej?
- W jaki sposób aktualne wydarzenia wpływają na pozycję Rosji na globalnym rynku ropy?
Eksport irańskiej ropy jest w tej chwili większy, niż przed 28 lutego, czyli przed amerykańsko-izraelskim atakiem na ten kraj – wynika z informacji opublikowanych przez Kplera, analityczną firmę zajmującą się statystykami na rynkach energetycznych.
Czytaj więcej
Prezydent Petr Pavel wykluczył powrót republiki do zakupów rosyjskich surowców energetycznych. Niezależnie od sytuacji, Czechy wybiorą ropę i gaz s...
Ormuz pod presją, a irańska ropa w drodze do Chin
W sytuacji, kiedy blokada Cieśniny Ormuz wstrzymała transport tą drogą, zostawiając jedynie opcję korzystania z rurociągów, irańska ropa płynie tamtędy bez jakichkolwiek ograniczeń. Uprzywilejowane są także jednostki chińskie poinstruowane w jaki sposób mają unikać min rozstawionych tam przez Irańczyków. Ormuzem w czasach pokoju przepływało ok. 20 proc. światowej podaży ropy.
Z danych Kplera wynika, że od 28 lutego na 9 tankowców załadowano irańską ropę. Większość z tego transportu udała się w kierunku Chin. Ten kraj, jeszcze przed wojną był największym odbiorcą irańskiej ropy. Dostawy sięgały 2 mln baryłek dziennie. Całkowite wydobycie ropy przez Iran wyniosło w tym roku 3,1 mln baryłek dziennie.
Tymczasem jak wyliczył Kpler, w tej chwili irański eksport zwiększył się do 2,1 mln baryłek. Czyli do 12 marca tą drogą zostało przetransportowanych do Chin 13,7 mln baryłek. Potwierdzają to dane z firmy zajmującej się statystykami na rynku tankowców. Iran chciałby zwiększyć ten eksport, ale w tej chwili uniemożliwia to zniszczenie przez amerykańskie bomby instalacji naftowych na wyspie Chark.
Na razie nie wiadomo, jak zmieni się sytuacja w nadchodzącym tygodniu, ponieważ Irańczycy wspomnieli, że dopuszczą do korzystania z Ormuzu jednostki, które nie pochodzą z Izraela bądź ze Stanów Zjednoczonych. Na ile jest to prawda, okaże się po oficjalnym oświadczeniu władz w Teheranie. Złagodzenie konfliktu ze strony Irańczyków wydaje się mało prawdopodobne po ataku na instalacje naftowe w Fudżejrze, jednym z emiratów arabskich. Jak na razie wiadomo, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), czyli elitarna niezależna jednostka irańskich sił zbrojnych, która sprawuje kontrolę nad siłami lądowymi, morskimi i powietrznymi od wybuchu konfliktu zniszczyła bądź poważnie uszkodziła 15 jednostek, które przepływały Ormuzem.
IRGC poinformował armatorów, że korzystanie z tej drogi transportu jest związane z potężnym ryzykiem.
Czytaj więcej
W czternastym dniu otwartego konfliktu między USA i Izraelem a Iranem, prezydent Donald Trump zadeklarował gotowość do bezpośredniego zaangażowania...
Szukanie alternatywnych dróg transportu
W tej sytuacji inni eksporterzy z regionu Zatoki dwoją się i troją, żeby znaleźć alternatywne drogi transportu. Saudyjczycy i Irakijczycy już ograniczają wydobycie, ponieważ ich magazyny są przepełnione, a nie ma jak wywieźć z nich ropy.
W najlepszej sytuacji jest Arabia Saudyjska, która ma porty przeładunkowe nad Morzem Czerwonym, dokąd prowadzą rurociągi, ale i tak przed konfliktem główną drogą transportu była Cieśnina Ormuz. To dlatego ceny ropy wystrzeliły i od wybuchu wojny oscylują między 80 a 120 dol. za baryłkę.
Według firmy analitycznej IIR Energy kraje Zatoki wyłączyły z eksploatacji moce przetwarzania ropy równe 1,9 mln baryłek dziennie. A jak wyliczył amerykański bank inwestycyjny JP Morgan, jeśli Ormuz zostanie wyłączony przez 2 tygodnie, dostawy ropy z krajów Zatoki spadną do 3,8 mln baryłek dziennie. Dla porównania przed wojną tylko Arabia Saudyjska eksportowała tamtędy 10 mln baryłek.
Czytaj więcej
Stany Zjednoczone wrzucą na rynek 172 mln baryłek ropy naftowej ze swoich strategicznych rezerw. Ma to obniżyć ceny surowca, ale irańskie ataki na...
Wielka radość na Kremlu
Kłopoty z dostawami z Bliskiego Wschodu to wielka szansa powrotu Rosji na rynki. Chociaż Donald Trump zapowiedział, że sankcje dotyczące rosyjskiej ropy mają obowiązywać wyłącznie przez miesiąc, na Kremlu nie posiadają się z radości, tym bardziej, że już wcześniej Stany Zjednoczone „pozwoliły” odbiorcom rosyjskiej ropy z korzystania z surowca, który został załadowany na tankowce przed 12 marca. Donald Trump już wtedy sugerował, że to poluzowanie sankcji może zostać przedłużone.
– Dla nas teraz rynek stał się naprawdę ogromny i mamy wielu odbiorców zainteresowanych rosyjską ropą – mówił w ostatni piątek rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow. Wśród chętnych wymienił Sri Lankę, Tajlandię oraz Japonię. – Dla nas sytuacja jest całkowicie jasna. Po prostu międzynarodowa infrastruktura energetyczna nie może sobie pozwolić na to, żeby utracić duże dostawy rosyjskiej ropy. Nasza ropa to podstawa – mówił Pieskow.