Tajemnica Zatoki Lakońskiej: Jak wycisnąć z wroga miliony i się nie narobić

Co najmniej 23 mln ton rosyjskiej ropy przepompowano zaledwie kilkanaście kilometrów od greckich wybrzeży - i to tylko w pierwszych tygodniach tego roku. To tylko wierzchołek gigantycznego systemu przemytu, jaki Kreml buduje, żeby podratować budżet.

Publikacja: 28.02.2023 15:18

Tajemnica Zatoki Lakońskiej: Jak wycisnąć z wroga miliony i się nie narobić

Foto: Bloomberg

"Aby sankcje były efektywne, konieczne są oczywiście mocne decyzje polityczne, ale kolejnym czynnikiem jest monitorowanie implementacji sankcji, by zostały wprowadzone w życie skutecznie" - ogólnikowo odpowiadał na pytania dziennikarzy agencji Bloomberg unijny komisarz ds. handlu, Valdis Dombrovskis. "Będziemy współpracować z krajami, gdzie zauważono jakieś nietypowe działania" - dodał.

W ten sposób odniósł się do procederu, który odbywa się niemalże w zasięgu wzroku osób stojących na wybrzeżach Zatoki Lakońskiej w południowej Grecji. Kilkanaście kilometrów od greckich plaż "flota cieni" - jak analitycy i dziennikarze nazywają całą armadę mocno przechodzonych jednostek, które wykonują brudną robotę w imieniu Rosji - uprawia transfer STS: ship-to-ship. Mówiąc lapidarnie: przepompowuje surowce (bo nie tylko o ropę tu chodzi) z ładowni jednej jednostki do ładowni drugiej, by skutecznie zatrzeć tropy wiodące za Ural.

Czytaj więcej

Transnieft nie wyśle ropy Przyjaźnią, bo „nikt jej nie zamówił ani nie zapłacił”

Proceder odbywa się praktycznie na oczach Europy, która nie reaguje chyba tylko po to, by nie drażnić rosyjskiego niedźwiedzia. Po pierwsze, Zatoka Lakońska to jedno z wielu miejsc tego typu u wybrzeży Europy - inny znaczący węzeł to choćby wody wokół hiszpańskiej enklawy w Afryce - Ceuty. Po drugie, przeładunku dokonuje się często w biały dzień, za wiedzą np. władz Grecji, które argumentują, że ingerować nie mogą - bo to już wody międzynarodowe. W portach, do których docierają tankowce z dostawami ropy mętnego pochodzenia, o jej proweniencji wiedzą - albo się domyślają - niemal wszyscy.

Co więcej, po operacji transferu STS, tankowiec, na którym "zmaterializował się" surowiec, niekoniecznie musi płynąć bezpośrednio do jakiegoś europejskiego portu. Bardzo często bierze kurs na Azję i cargo zrzuca w tamtejszych portach, w szczególności indyjskich. Stamtąd ropa nierzadko... wraca do Europy, tym razem jako produkt rodzimie indyjski.

Flota półżywych cieni

Proceder nie kwitłby tak otwarcie i na taką skalę, gdyby nie "flota-widmo". Ile może liczyć statków? Nie wiadomo, setki, może tysiące. Dlaczego trudno to ocenić? Weźmy zwodowany w 1997 r. tankowiec "Nobel". Wytropiła go izraelska firma analityczna Windward, a jego dzieje opisał branżowy portal TradeWinds.

"Nobel" do momentu inwazji Rosji na Ukrainę pływał, jak zawsze: pod rosyjską banderą. Gdy jednak Zachód uruchomił pierwsze sankcje i zaczęło być jasne, że to nie przelewki - a stało się to, co mogło być dla Kremla niemałym zaskoczeniem, dosyć szybko - "Nobel" zmienił banderę na znacznie bardziej kolorową: stał się własnością armatora zarejestrowanego na Seszelach. I jako taki zaczął krążyć po morzach, nierzadko - jak mogło by się z pozoru wydawać - z pustymi ładowniami. Wypłynął, nomen omen, kilka miesięcy temu: według izraelskich analityków przewoził ładunek ropy, który ostatecznie do portu wpłynął pod pokładem jak najbardziej legalnego tankowca należącego do globalnego przewoźnika Maersk.

Czytaj więcej

USA mogą ujawnić informacje o potencjalnym przekazaniu broni z Chin do Rosji

W grudniu ubiegłego roku autorzy portalu Quartz szacowali, że takich "cieni" we "flocie cieni" jest ponad setka. To prawdopodobnie szacunki oparte na rynkowych danych dotyczących nagłego, ubiegłorocznego skoku liczby transakcji zakupu tankowca przez firmę ukrywającą tożsamość lub nową w branży. Zwykle są to, mówiąc oględnie, szroty u schyłku kariery: jednostki takie jak "Nobel", zbudowane mniej więcej ćwierć wieku temu. Cóż, nie będzie ich żal, jeśli przydarzy im się wypadek, albo jacyś nadgorliwi europejscy celnicy "uziemią" taki tankowiec w porcie.

Tropy można próbować namierzyć dzięki globalnym systemom monitorowania ruchu statków - ale to staje się coraz trudniejsze, gdyż załogi takich tankowców z upodobaniem manipulują przy urządzeniach nawigacyjnych na pokładzie, tworząc fałszywe marszruty. Albo po prostu wyłączają transmitery pozycji. Inna sprawa, że takie pozorowane trasy specjaliści wyczuwają na odległość tysięcy mil: trzeba obserwować systemy monitorowania i porównywać ich dane choćby z zapisami dokonanych po drodze transakcji - a czasem wystarczy rzut oka na mapę, by przekonać się, że na wskazanym szlaku nie ma nawet gdzie dokonać rozładunku czy załadunku.

Zresztą, po co cokolwiek pozorować? Izraelczycy z Windward, przyglądając się ruchowi statków wypływających w sierpniu ub. r. z rosyjskich portów, wykryli, że jednostki te ruszają gdzieś na północne wody Atlantyku, krążą tam - z pozoru bezcelowo, po czym po pewnym czasie wracają do macierzystego portu. Można zakładać, że tam odbywa się przeładunek na statki-cienie.

A te można też rozpoznać po braku ubezpieczenia. Najwięksi ubezpieczyciele zajmujący się transportem morskim świadczą usługi dla - mniej więcej - 90 procent tego rynku. A co istotne, stosują się do sankcji, odmawiając ubezpieczania rosyjskich jednostek. "Cienie" nie są zatem ubezpieczone, a co za tym idzie - nie mogą wpływać do europejskich portów. Ale od czego jest przeładunek w formule STS?

Pomocna dłoń Teheranu

Spróbujmy jeszcze raz oszacować skalę zjawiska. W 2021 r. Rosja produkowała 4,7 mln baryłek ropy dziennie - choć produkcja sezonowo może rosnąć do liczb dwukrotnie wyższych, a potem spadać. Tak czy inaczej, do obsługi eksportu surowca z tego kraju potrzebnych było około 240 tankowców rocznie (szacunki "Financial Times"). Zatem albo flota cieni już jest dwukrotnie większa niż się szacuje, albo też trzeba będzie ją podwoić, by zapewnić wcześniejszy poziom eksportu drogą morską.

Choć już dziś ta setka tankowców o mętnej kartotece zwraca uwagę analityków i dziennikarzy, można zakładać, że dwie setki takich statków zaczną wreszcie zwracać uwagę służb podległych zachodnim rządom. Chyba że Moskwie uda się wypracować sposoby na to, by proceder na olbrzymią skalę odbywał się "poniżej radarów" zachodnich służb.

Czytaj więcej

Iran przemycał drony do Rosji za pomocą łodzi i państwowych linii lotniczych

Nad tym Kreml może właśnie pracować. W połowie lutego Bloomberg donosił, że rosyjscy szmuglerzy zaadaptowali na swoje potrzeby niektóre szlaki - czy właściwie węzły na nich - przemytu narkotyków. Z kolei już w listopadzie magazyn "Politico" odnotował szereg spotkań rosyjskich urzędników wysokiego szczebla z partnerami z Teheranu, m.in. szefem irańskiego banku centralnego Alim Salehabadim czy wiceministrem gospodarki, Alim Fekrim. Jak przekonują rozmówcy magazynu, podczas tych spotkań Irańczycy dzielą się z Rosjanami swoimi doświadczeniami z zakresu omijania sankcji - a mają się czym dzielić, gdyż Iran niemal nieprzerwanie od Rewolucji Islamskiej jest obłożony sankcjami.

- Kto jest zainteresowany zmianą stanu umysłu Rosjan, musi zrozumieć, że sparaliżowanie rosyjsko-irańskich powiązań finansowych ma tu kluczowe znaczenie - mówił "Politico" anonimowy zachodni dyplomata. Bo nie tylko o ropę tu chodzi: Iran od dekad sprzedaje pewne partie wydobywanych surowców "pod stołem", mimo odcięcia od globalnych (a przynajmniej zachodnich) struktur finansowych, stworzył własny paralelny system transferów finansowych, a wreszcie - szmuglował i szmugluje, co się da, zwłaszcza teoretycznie objęte zachodnim embargiem technologie: informatyczne, metalurgiczne, zbrojeniowe. Zachodni biznes i instytucje finansowe biorą w tym mniej lub bardziej świadomy udział, co dla niektórych skończyło się swego czasu srogimi karami finansowymi nakładanymi przez Waszyngton. Wygląda na to, że historia się powtarza, choć z innymi bohaterami.

"Aby sankcje były efektywne, konieczne są oczywiście mocne decyzje polityczne, ale kolejnym czynnikiem jest monitorowanie implementacji sankcji, by zostały wprowadzone w życie skutecznie" - ogólnikowo odpowiadał na pytania dziennikarzy agencji Bloomberg unijny komisarz ds. handlu, Valdis Dombrovskis. "Będziemy współpracować z krajami, gdzie zauważono jakieś nietypowe działania" - dodał.

W ten sposób odniósł się do procederu, który odbywa się niemalże w zasięgu wzroku osób stojących na wybrzeżach Zatoki Lakońskiej w południowej Grecji. Kilkanaście kilometrów od greckich plaż "flota cieni" - jak analitycy i dziennikarze nazywają całą armadę mocno przechodzonych jednostek, które wykonują brudną robotę w imieniu Rosji - uprawia transfer STS: ship-to-ship. Mówiąc lapidarnie: przepompowuje surowce (bo nie tylko o ropę tu chodzi) z ładowni jednej jednostki do ładowni drugiej, by skutecznie zatrzeć tropy wiodące za Ural.

Pozostało 89% artykułu
Ropa
Rosja powoli traci możliwości eksportu ropy. Flota cieni uwięziona w portach
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Ropa
Huragan Beryl okazał się mniej groźny. Ropa tanieje też z innego powodu
Ropa
Beryl atakuje, ropa tanieje
Ropa
Załamanie eksportu rosyjskiej ropy. Pożera ją wojna Putina
Ropa
Biały Dom hamuje podwyżki cen ropy. Biden nie dopuści do drożyzny
Ropa
Pierwsze sankcje UE na flotę cieni Putina. Gdzie Kreml ukrywa stare tankowce