– Rozważamy różne opcje zmniejszenia importu rosyjskiej ropy naftowej, ale nie chcemy przyczynić się do zachwiania globalnej podaży energii – powiedziała rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki.

Biały Dom bardzo ostrożnie podchodzi do ograniczenia importu nośników energii z Rosji w obawie o ceny paliwa.

Amerykanie plasują się w światowej czołówce, jeśli chodzi o konsumpcję paliwa, bo lubią jeździć dużymi samochodami, jeżdżą na długie dystanse, w wielu regionach nie mając dostępu do środków publicznej komunikacji. Dlatego ceny paliwa stanowią jedną z ważniejszych kwestii życia codziennego w USA, która wykorzystywana jest w rozgrywkach politycznych. W ostatnich tygodniach podwyżki benzyny przyczyniły się do rekordowej inflacji w kraju, a ta z kolei obniża poparcie dla prezydenta i demokratów, którzy przygotowują się do wyborów połówkowych.

Projekt ustawy

Embarga na rosyjską ropę żądają ustawodawcy z obu stron sceny politycznej, przewodzi im demokratyczny senator Joe Manchin i jego republikańska koleżanka Lisa Murkowski. W ubiegłym tygodniu złożyli w Senacie projekt ustawy, która ma zostać rozpatrzona w trybie przyśpieszonym. – Ja chętnie zapłacę 10 centów więcej za galon benzyny, żeby okazać wsparcie ludziom Ukrainy i zaprzestać wspierania Rosji – powiedział sen. Manchin

– Nie możemy krytykować Europy za to, że zależna jest od rosyjskiej energii, podczas gdy sami wydajemy pieniądze na rosyjską ropę – powiedział sen. Ed Markey, demokrata z Massachusetts.

– Postawienie na celowniku rosyjskich nośników energii przyniesie lepszy skutek niż wszystko inne, biorąc pod uwagę zależność rosyjskiego reżimu od dochodów z ropy i paliwa – uważa republikański sen. Lindsey Graham. Ma nadzieję, że za USA pójdą inni.

Mimo opozycji ze strony Izby Reprezentantów pomysł spotkał się z aprobatą przewodniczącej Nancy Pelosi: – Jestem zupełnie za tym. Wprowadźmy embargo – powiedziała kongresmenka.

Z sondażu Reutersa/Ipsos, wynika, że 80 proc. Amerykanów popiera embargo na import ropy z Rosji. Podobne poparcie odnotowano dla pomysłu ustanowienia strefy wolnej od lotów nad Ukrainą, żeby chronić ten kraj przed nalotami rosyjskimi. – Wyniki te sugerują rosnący sprzeciw wobec rosyjskiej inwazji na Ukrainę, która w ostatnich dniach opierała się na atakach bombowych na obszary miejskie – pisze Reuters.

Mimo braku embarga na ropę z Rosji, wiele firm w USA i na świecie omija rosyjski surowiec w obawie przed skutkami sankcji oraz w wyrazie solidarności z Ukrainą. – Nie chcą baryłek z Rosji. Nie chcą być postrzegani jako ci, którzy finansują wojnę rosyjską przeciwko Ukrainie – mówi cytowany przy Reutersa przedstawiciel portu nowojorskiego. – Te baryłki, które płyną w naszą stronę, zostały kupione jeszcze przed inwazją.

Stopień uzależnienia

USA, które dzięki wydobyciu z łupków stały się kilka lat temu jednym z czołowych producentów ropy na świecie, wciąż importują miliony baryłek surowca dziennie. Ale są zdecydowanie mniej niż Europa zależne od importu ropy z Rosji. Jak podaje Energy Information Agency (EIA), w ubiegłym roku produkty petrochemiczne z Rosji odpowiadały tylko 7,9 proc. całego importu amerykańskiego. W tym rosyjska ropa naftowa stanowiła tylko 3,5 proc. całego importu tego surowca do USA. Reszta pochodzi z Kanady (51,3 proc.), Meksyku (8,4 proc.) i Arabii Saudyjskiej (5,1 proc.) czy krajów Ameryki Łacińskiej, a nawet zachodniej Afryki.

USA kupują ropę naftową od Rosji, po części dlatego, że rafinerie potrzebują ropy o większej zawartości siarki do wydajnej produkcji paliwa.

Analitycy z „Wall Street Journal” przyznają, że ograniczenie importu ropy z Rosji przyczyniłoby się do zwiększenia ceny paliw w USA, która w ostatnich tygodniach drastycznie idzie w górę. W okiełznaniu jej cen nie pomogła nawet ostatnia decyzja USA i innych krajów o uwolnieniu 60 mln baryłek z rezerw. W czwartek po raz pierwszy od 2008 r. cena baryłki przekroczyła 110 dol., a w poniedziałek rano ropa gatunku WTI rosła nawet do 126 dol.