Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega rządowy program mrożenia cen i kto poniesie jego miliardowe koszty.
- Dlaczego nowy podatek od zysków nadzwyczajnych może dotknąć zaledwie dwóch producentów paliw.
- Z jakich powodów, mimo rządowych obniżek, cena 5 złotych za litr pozostaje nierealna.
- Które konflikty międzynarodowe blokują trwałe obniżki cen na stacjach paliw w Polsce.
W czwartek 1 października wieczorem ustawa została opublikowana w Dzienniku Ustaw. Wprowadza podatek od nadzwyczajnych zysków osiągniętych ze zbycia paliw ciekłych i ma stanowić źródło finansowania kolejnej odsłony rządowego pakietu „CPN”, obejmującego m.in. obniżki podatków pośrednich na paliwa. W piątek w Dzienniku Ustaw opublikowane zostały rozporządzenia obniżające VAT i akcyzę na paliwa.
Ceny paliw w Polsce po decyzji prezydenta Karola Nawrockiego
Program, który będzie funkcjonował od 3 października do 31 grudnia 2026 r., opiera się na obniżeniu stawki VAT na paliwa z 23 do 8 proc., obniżce akcyzy oraz na wprowadzeniu maksymalnych cen detalicznych benzyny i oleju napędowego.
Czytaj więcej
W weekend ceny paliw na stacjach mają spaść o około 1,2-1,3 zł na litrze - zapowiedział minister finansów Andrzej Domański.
Co do akcyzy, rozporządzenie jej dotyczące obniża stawkę tego podatku na benzyny z 1529 zł do 1239 zł za tysiąc litrów, stawkę akcyzy na olej napędowy z 1160 zł/1000 litrów na 880 zł, a do 880 zł/1000 litrów obniżona zostaje stawka akcyzy na biokomponenty, stanowiące samoistne paliwa.
Maksymalne ceny paliw na poziomie: benzyna 95 – 6,73 zł/l, benzyna 98 – 7,59 zł/l, olej napędowy – 7,88 zł/l będą obowiązywać od soboty 3 października do poniedziałku 5 października włącznie. To taniej o ok. 1,2 - 1,3 zł na litrze. Rządowy program „Ceny Paliwa Niżej” będzie funkcjonował do 31 grudnia 2026 r.
– Wszystkie stacje paliw w Polsce będą zobowiązane do przestrzegania ustalonych cen maksymalnych. Oznacza to, że benzyna i olej napędowy nie będą mogły być sprzedawane powyżej ogłoszonych limitów – wyjaśnia minister energii Miłosz Motyka.
Ceny paliw w Polsce
Uruchomienie programu było możliwe dzięki decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który podpisał ustawę o podatku od zysków spółek paliwowych. Jak się okazuje, podatek mogą póki co zapłacić tylko Orlen i Saudi Aramco, a więc tylko spółki zajmujące się produkcją paliw na miejscu.
Kto zapłaci za obniżenie cen paliw na stacjach
Rząd liczy na ok. 4 mld zł wpływów (3,8 mld zł w 2026 r. i 200 mln zł w 2027 r.). Orlen przekazał już, że w efekcie ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie od marca 2026 r. do marca 2027 r. ze zbycia paliw ciekłych spółka oszacowała wstępnie zobowiązanie podatkowe w wysokości 2 mld zł za okres od marca do sierpnia 2026 r.
Z kolei jak przekazała Grupa Unimot, największy niezależny polski importer paliw, według jej szacunków nie będzie ona zobowiązana do zapłaty zaliczki z tytułu podatku od nadzwyczajnych zysków za okres od 1 marca do 30 września 2026 r. „Powyższa ocena nie przesądza o ewentualnym zobowiązaniu podatkowym Grupy Unimot za cały 2026 r. Jego ostateczna wysokość będzie zależała między innymi od wyników osiągniętych przez Grupę Unimot w IV kwartale 2026 r., warunków rynkowych oraz sposobu stosowania i interpretacji przepisów ustawy, a także od rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego” – czytamy w porannym komunikacie firmy.
Czytaj więcej
Podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawa o podatku od zysków nadmiarowych spółek paliwowych oznacza, że do budżetu wpłynie kilka miliar...
Prezes Unimotu Adam Sikorski uważa, że podatek „obejmie znacznie mniejszą liczbę firm, niż się powszechnie wydaje”. – Na dziś uważamy, że ten podatek nas nie obejmie. (...) Według mnie dotknie prawdopodobnie tylko producentów paliw, czyli Orlen i Saudi Aramco. Są ku temu ekonomiczne przyczyny, dlaczego tak będzie – powiedział w piątek na antenie Biznes24 Sikorski. Kurs obu spółek spadał 2 października, ale niewiele: Orlenu o 1,26 proc., a Unimotu o 2,8 proc.
Ceny na stacjach. Paliwo w Polsce nie będzie kosztowało 5 zł
Politycy opozycji krytykują w internecie rząd, że ceny paliw – mimo decyzji prezydenta – nie spadną do poziomu 5,19 zł za litr, jaki obiecywał przed wyborami w 2023 r. Donald Tusk. Trzeba pamiętać, że cena paliwa zbliżyła się do takiego poziomu pod koniec 2025 r., jednak w marcu 2026 r. USA zaatakowały Iran, a cieśnina Ormuz została zamknięta. Ceny ropy, paliw gotowych (kraje arabskie odpowiadają także za duży wolumen dostaw na tym rynku) i gazu poszły do góry. Eksperci podkreślają, że nie ma żadnych szans, aby obniżyć ceny paliw, nawet poprzez kolejne zmiany podatkowe, abstrahując od tego, czy byłoby to prawnie możliwe. – Na cenę paliw wpływają dwie wojny: agresja Rosji na Ukrainę i wojna na Bliskim Wschodzie. To dwa największe strukturalne powody wysokich cen paliw – mówi Michał Kozak, analityk DM Trigon.
Ceny paliw w Europie
Nasi rozmówcy są zgodni, że to globalne czynniki utrzymują wysokie notowania paliw i blokują trwałe obniżki cen, a nie ta czy inna polityka fiskalna. – Obecny kryzys i wysokie ceny paliw wynikają głównie z wojny na Ukrainie oraz napięć na Bliskim Wschodzie, a nie z lokalnych problemów. Działania takie jak obniżki podatków nie definiują źródła problemu, którym są wysokie notowania gotowych produktów paliwowych na rynkach światowych. Zakończenie konfliktów i dywersyfikacja dostaw to warunek realnych obniżek w przyszłości – ocenia Urszula Cieślak z DM Reflex.
Trwałe obniżki mogą pojawić się po zakończeniu konfliktów, co sprzyjałoby nadwyżkom ropy na rynku. – Wysiłki logistyczne i zwiększanie mocy przerobowych mogą dać efekty w postaci niższych cen dopiero za kilka lat. Rezerwy strategiczne złagodziły skutki na początku kryzysu, lecz długoterminowe rozwiązanie wymaga stabilności dostaw. Podatki nie są głównym źródłem problemu wysokich cen paliw – dodaje Cieślak.
Deficyt budżetowy w Polsce
Choć podatki stanowią istotną część ceny paliwa, ich redukcja nawet do zera nie zapewni trwałego efektu przy wysokich cenach hurtowych. Polski budżet opiera się na podatkach, ich wyeliminowanie wymagałoby nierealnej zmiany modelu społeczno-gospodarczego. – Kluczowy problem leży w „drugiej połowie ceny”, czyli w kosztach surowca – mówi nasza rozmówczyni.