Reklama

Największy blok na węgiel stoi, ale OZE pracuje na pełnych obrotach

W ostatni dzień maja OZE zabezpiecza aktualnie 50 proc. naszego zapotrzebowania na energię. Wieczorem jednak potrzebne będzie wsparcie elektrowni węglowych. Tymczasem największy blok węglowy w Polsce w Kozienicach zgłasza nieplanowany postój.

Publikacja: 31.05.2024 12:33

W ostatni dzień maja OZE zabezpiecza 50 proc. naszego zapotrzebowania na energię

W ostatni dzień maja OZE zabezpiecza 50 proc. naszego zapotrzebowania na energię

Foto: Shutterstock

Największy blok na węgiel kamienny w Polsce – należący do Enei B11 w Elektrowni Kozienice o mocy 1075 MW – od 30 maja do 2 czerwca jest w nieplanowanym postoju ze względu na warunki eksploatacyjne. Operator obiektu – najprawdopodobniej – wykorzystuje długi weekend do drobnych napraw i przeglądu. Długi weekend to okres, kiedy zapotrzebowanie na energię jest mniejsze, a jednocześnie mamy nadwyżki energii w ciągu dnia w związku dużą produkcją energii z OZE.

Czytaj więcej

Padł kolejny rekord w produkcji energii ze słońca

Energia w 50 proc. z OZE

Jak wynika z danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, produkcja energii z OZE między godziną 12 a 13 wynosi 50,7 proc., z czego ok. 45 proc. to fotowoltaika. Pojawiły się ponownie nadwyżki energii, ale PSE udało się je przesłać do naszych sąsiadów w Niemczech i Szwecji, dlatego też nie ma dzisiaj konieczności redukcji mocy instalacji OZE.

Niemniej, mimo że sytuacja w polskim systemie energetycznym wydaje się być stabilna (mimo nieplanowanych przestojów bloków węglowych, jak tego w Kozienicach) w Planie Rozwoju Systemu Przesyłowego (PRSP) do 2034 r. mowa jest o deficytach mocy do produkcji energii w systemie energetycznym już w 2025 r.

Bez ryzyk, ale z pytaniami 

W kolejnych latach sytuacja miałaby się pogarszać. Jak mówi w kwietniowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prezes PSE, Grzegorz Onichimowski, co prawda blackouty nam nie grożą, ale jeśli chodzi o ograniczenia dostaw, to odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Grzegorz Onichimowski, prezes PSE: Polska energetyka potrzebuje lepszej koordynacji działań

– Nieoczekiwane przerwy w dostawach prądu z powodów bilansowych zasadniczo nam nie grożą, bo mamy połączony europejski rynek energii i jeśli w polskim systemie energetycznym pojawią się braki, zazwyczaj możemy szybko je uzupełnić. Na dzisiaj nie widać zagrożenia, że w sytuacji czasowych deficytów mocy nie będziemy w stanie skorzystać z pomocy naszych sąsiadów. Zastrzegam jednak przy tym, że żadne odpowiedzialne państwo nie powinno polegać tylko na imporcie. Natomiast nagłe przerwanie dostaw energii nam nie grozi, o ile nie nastąpi jakiś kataklizm. Jednak nawet w perspektywie krótkoterminowej nie mamy 100-procentowej pewności, że jesteśmy bezpieczni, o ile nie podejmiemy działań natychmiast – mówił prezes dodając, że potencjalnie, w najgorszym przypadku, mogą wystąpić ograniczenia w poborze energii.

– Jeśli bylibyśmy zmuszeni je wprowadzać, to byłby to problem dla polskiej gospodarki i znaczące utrudnienie w pozyskiwaniu inwestycji zagranicznych. By tego uniknąć, powinnyśmy zrobić wszystko, aby nowe moce wytwórcze zaczęły powstawać i były dopasowanie do naszych potrzeb. Produkcja energii powinna być jak najbardziej elastyczna i jak najtańsza – wskazywał w niedawnej rozmowie szef PSE.

OZE
OZE na świecie rośnie coraz szybciej. Sektor zatrudnia już blisko 17 mln osób
OZE
Ustawa sieciowa porządkująca przyłączenia OZE musi poczekać
OZE
Wielki Słoneczny Mur wyrośnie na pustyni. Oprócz prądu da dodatkową korzyść
OZE
Donald Trump przegrywa z wiatrakami na morzu
OZE
20 tys. zł dla mieszkańców? Rząd planuje kolejne podejście do ustawy wiatrakowej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama