Trwa batalia o ostateczny kształt liberalizowanej ustawy odległościowej. Firmy przygotowujące projekty wiatrowe chcą pozostawienia dystansu zapisanego w rządowym projekcie. Niektóre mówią to już otwarcie.

Katowicki Tauron nabył kolejny projekt farmy wiatrowej o łącznej mocy 33 MW. Inwestycja jest zlokalizowana w okolicach Raciborza. Będzie to pierwsza farma wiatrowa koncernu na górniczym Śląsku należąca do Taurona. Przy okazji jednak spółka ponawia apel o liberalizację ustawy. – Czekamy w dalszym ciągu na liberalizację ustawy 10H, bez czego dalsza realizacja Zielonego Zwrotu Taurona będzie utrudniona – mówi Wojciech Więcławek, prezes zarządu Tauron Zielona Energia z grupy Tauron.

Sam projekt rządowy czeka na procedowanie w Sejmie od lipca. Koalicja rządząca nie jest jednak zgodna co do potrzeby liberalizacji zasady możliwości lokowania farm wiatrowych od najbliższych zabudowań nie bliżej niż dziesięciokrotność wysokości wiatraka. Rząd chciał złagodzić tę zasadę do 500 m. Koalicjant PiS – Solidarna Polska – miał wskazywać 750 m. Dyskusje na ten temat, jak mówił premier Morawiecki, miały się już zakończyć.

Czytaj więcej

Własny prąd w cenie. Firmy raptownie zaczęły budować OZE

O to apeluje także największy producent energii w Polsce, Polska Grupa Energetyczna, która chce powrócić do rozwoju „zamrożonych” projektów wiatrowych. – To ułatwi realizację strategii, według której Grupa PGE do 2030 r. będzie mieć 1 GW nowych mocy w energetyce wiatrowej – wskazuje spółka, która ma nadzieję, że w nowelizacji ustawy wymóg odległościowy zostanie ograniczony do 500 m. – Taka odległość wiatraka od zabudowań jest racjonalna inwestycyjnie i pozwoli na zrealizowanie w Polsce większej liczby projektów – podkreśla koncern i posiłkuje się raportem Polskiej Akademii Nauk, z którego wynika, że ten dystans jest bezpieczny dla zdrowia ludzi mieszkających w pobliżu pracujących wiatraków.

Duże firmy, jak KGHM, które także chcą rozwijać duże OZE, podkreślają, że dysponuje potencjałem, jeżeli chodzi o nieruchomości gruntowe możliwe do lokalizacji farm, zarówno spełniające kryterium 500, jak i 700 m odległości. – To oczywiste, że im mniejsze będą restrykcje dotyczące odległości, tym większym potencjałem lokalizacji farm wiatrowych będziemy dysponować – wskazywał niedawno „Rzeczpospolitej” koncern, nieśmiało przychylając się do bliższej odległości.

Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, mówi, że na bazie rządowego projektu może powstać nawet 5–7 GW mocy w nowych projektach w ciągu kolejnych trzech–czterech lat. Branża tłumaczy, że każda inna odległość oznacza, iż nowe projekty z wykorzystaniem wiatru powstaną najwcześniej pod koniec tej dekady.