W czwartek 22 września prezydent Emmanuel Macron otworzył pierwszą francuską morską farmę wiatrową. Według BFM TV znajduje się ona w prefekturze Saint-Nazaire, u ujścia Loary, największej rzeki Francji, w odległości 12-20 kilometrów od wybrzeża.

Nowa elektrownia ma moc prawie 500 megawatów i ma dostarczać 20 proc. energii elektrycznej zużywanej w departamencie Loire-Atlantique w zachodniej Francji.

Ten zakrojony na dużą skalę projekt jest podstawą francuskiej strategii w zakresie energii odnawialnej. Zakończono już instalację 80 turbin wiatrowych, z których wszystkie powinny zacząć działać do końca roku.

Podczas otwarcia elektrowni Macron potwierdził swój cel, jakim jest zainstalowanie 50 morskich farm wiatrowych do 2050 roku i osiągnięcie 100 gigawatów energii słonecznej.

Czytaj więcej

Francja porzuca kopaliny. Nie chce kupować w Rosji

Dziś Francja pozostaje daleko w tyle za swoimi sąsiadami pod względem wykorzystania odnawialnych źródeł energii. W 2020 roku Francja była jedynym krajem w UE, który nie osiągnął progu 23 proc. OZE w bilansie energetycznym. Francuskie zużycie energii odnawialnej ukształtowało się na poziomie 19,1 proc..

Średnia realizacja projektu z zakresu odnawialnych źródeł energii zajmuje we Francji 5 lat. Wynika to z opóźnień w egzekwowaniu prawa ochrony środowiska i energii.

„Inne kraje stawiają turbiny wiatrowe w ciągu pięciu do sześciu lat, więc musimy działać dwa razy szybciej” – powiedział Macron.

Zależność Francji od rosyjskiego gazu była mniejsza niż takich krajów jak Niemcy i Włochy. Kraj w większym stopniu opiera się na energii jądrowej, która w ubiegłym roku wyprodukowała 69 proc. potrzebnego prądu, podczas gdy paliwa kopalne zapewniły 7 proc.

Przed rozpoczęciem inwazji Rosji na Ukrainę, 17 proc. gazu importowanego do Francji pochodziło z Federacji Rosyjskiej. Już w lipcu br. liczba ta spadła do 4 proc. A 1 września rosyjski Gazprom wstrzymał dostawy gazu do swojego francuskiego partnera Engie. A Francuzi ogłosili, że nie potrzebują gazu z Rosji.