Ustawa o OZE z kontrowersjami przyjęta w ostatniej chwili

materiały prasowe

Zmiana regulacji dotyczących odnawialnych źródeł energii została w piątek przyjęta przez Sejm. Pozwoli osiągnąć 15 proc. udziału OZE w finalnym zużyciu energii do 2020 r.

Zgodnie z zapowiedziami rządu nowelizacja ma przede wszystkim pozwolić obniżyć wysokość poziomu opłaty zastępczej, umożliwić przeprowadzenie jeszcze w 2019 roku kolejnej aukcji energii z OZE, przedłużyć obowiązywanie umów przyłączeniowych dla istniejących projektów OZE i wzmocnić tzw. mechanizm gwarancji pochodzenia.

CZYTAJ TAKŻE: Spóźnione zielone światło dla OZE

Ustawę przegłosowano niemalże w ostatniej chwili: 19 lipca był ostatnim terminem, umożliwiającym przeprowadzenie aukcji energii z OZE jeszcze w 2019 roku. Oczekiwano, że ustawa zostanie znowelizowana jeszcze w II kwartale br. – stało się jednak inaczej, co oznacza, że aukcja zostanie przeprowadzona zapewne w końcówce roku. Olbrzymia większość producentów z branży OZE, którzy wezmą w niej udział – wyjąwszy część instalacji fotowoltaicznych – nie zacznie jednak produkcji przed 2021 r.

Ustawa rozszerza definicję prosumenta: ma to być odbiorca końcowy, wytwarzający energię elektryczną z OZE na własne potrzeby w mikroinstalacji, który może tę energię magazynować lub sprzedawać, albo sprzedawcy zobowiązanemu, albo innemu sprzedawcy. Odbiorcy niebędący gospodarstwami domowymi muszą jednak zadbać, by sprzedaż energii z własnej mikroinstalacji nie stała się przedmiotem przeważającej działalności gospodarczej.

Nie obyło się bez kontrowersji. „Nieuprawnione działanie przeciwko całej branży” – tak osoby związane z OZE, a w szczególności farmami wiatrowymi, nazwały zmiany w systemie naliczania tzw. opłaty zastępczej, o których zaczęto spekulować w czwartek.

Przyczynił się do tego Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. Na Twitterze zasugerował, że w ostatniej chwili zmieniona zostanie formuła wyliczania tzw. opłaty zastępczej: jej wysokość miałaby zostać powiązana z cenami na Towarowej Giełdzie Energii oraz kwotą 340 zł/MWh. Taka propozycja pojawiła się już w marcu br., ale wydawało się, że przedstawiciele firm OZE wówczas skutecznie zniechęcili do niej polityków.

Jakie znaczenie ma dla branży opłata zastępcza? Cóż, jest jednym z kluczowych elementów systemu wsparcia odnawialnych źródeł energii w Polsce. Ustawa – Prawo energetyczne już w 2005 roku nałożyła na operatorów systemu przesyłowego i dystrybucyjnego w Polsce obowiązek zakupu energii z OZE i pozyskiwania zielonych certyfikatów. Kto jednak z obowiązku ich pozyskania się nie wywiązał, uiszczał opłatę zastępczą za każdą MWh.

– Opłata zastępcza została wprowadzona w 2004 roku, początkowo była waloryzowana na podstawie inflacji – mówi „Rzeczpospolitej” Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. – Miała wyznaczyć górną granicę ceny zielonego certyfikatu. Ten mechanizm działał do 2010 r., a więc w ramach dyrektywy 2001/77, w sytuacji kiedy na rynku występował niedobór świadectw pochodzenia – dodaje.

Sytuacja zmieniła się mniej więcej w 2011 roku. – Po pojawieniu się wtedy nadpodaży świadectw pochodzenia opłata zastępcza przestała pełnić swoją funkcję. Od tego czasu nie podjęto kompleksowych działań naprawczych na rzecz dostosowania systemu z roku 2004 do nowych uwarunkowań oraz ochrony niezależnych producentów energii. Ostatnie zmiany prawne w latach 2017–2018 jeszcze bardziej pogłębiły chaos na rynku zielonych certyfikatów – konkluduje szef IEO. Podkreśla też, że ustawodawca najpierw uchwalił w 2017 roku prawo działające wstecz, obniżając wysokość ustawowo określonej opłaty zastępczej – po czym uniemożliwił jej uiszczanie kolejnymi zmianami, wprowadzonymi w 2018 roku. Co z kolei umożliwiło branży OZE częściowe odżycie po kilku chudych latach.

Wspomniane przez Roszkowskiego propozycje zmian w systemie naliczania opłaty wywołały w ostatniej chwili popłoch. – Wprowadzenie takich przepisów oznacza prawne ograniczenie przychodów farm wiatrowych działających w ramach systemu zielonych certyfikatów – alarmował przedstawiciel branży OZE. Dorzucał listę poszkodowanych: farmy wiatrowe, banki finansujące, społeczności lokalne, a w końcu cały kraj.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

PKN Orlen zamierza więcej inwestować

Płocki koncern planuje w tym roku wydać 4,8 mld zł m.in. na wydobycie i ...

PGNiG inwestuje w gazociągi

URE zaakceptowało dwuletni program inwestycyjny koncernu w segmencie dystrybucji błękitnego paliwa na poziomie 2,86 ...

Niepewna wygrana Ukrainy z Rosją

Zapadł wstępny wyrok w sporze Naftogazu z rosyjskim potentatem. Międzynarodowy arbitraż w Sztokholmie wydał ...

Będzin: transakcja odwołana

Nie będzie sprzedaży Elektrociepłowni Będzin. Właściciel spółki ją  prowadzącej (czyli notowany na warszawskim parkiecie ...

Energetyka potrzebuje nowych pokoleń fachowców

Ogromną wagę przywiązujemy do bezpieczeństwa energetycznego kraju, dlatego musimy mieć wykwalifikowaną kadrę – mówi ...

Bliska detronizacja Gazpromu

Rosnieft może wkrótce pobić rosyjskiego gazowego monopolistę pod względem kapitalizacji na giełdzie. Kapitalizacja Gazpromu ...