Maros Sefcovic, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. unii energetycznej, był gościem konferencji zorganizowanej w Brukseli przez Polski Komitet Energii Elektrycznej. Przypomniał, że ponad 100 lat temu pierwszy skonstruowany w Europie samochód był właśnie elektryczny i można go oglądać w Autoworld, czyli muzeum samochodów, w którym odbywała się wspomniana konferencja. Cały wiek musiał upłynąć, żeby Europa wróciła do teko konceptu. Do 2020 roku ma się pojawić 20 nowych modeli aut elektrycznych na europejskim rynku. A kolejne europejskie rządy postulują ambitne cele emisyjne dla samochodów. Ludzie chcą je kupować, bo są coraz bardziej świadomo zagrożeń wynikających z zanieczyszczenia powietrza. Jednak, zdaniem Sefcovica, są dwie przeszkody dla rozwoju elektromobilności.
Pierwsza, to zbyt mała sieć punktów ładowania. — Jeśli ludzie zaczną kupować samochody elektryczne, ale będą się bali podróżować, to cały proces ulegnie zahamowaniu — powiedział. Podobne obawy ma Kristian Ruby, sekretarz generalny Eurelectric. — Musimy usiać razem z producentami i zastanowić się, jak to rozwiązać. Bo inaczej ludzie nie będą kupowali samochodów elektrycznych — powiedział Ruby.
Drugi problem to akumulatory. — Europejscy producenci do tej pory traktowali je jak surowce, które kupuje się od zewnętrznych dostawców. Ale w samochodach elektrycznych kluczowy jest nie tylko silnik: równie ważne jest oprogramowanie i akumulator — uważa Słowak.