Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego wizyta Władimira Putina w Pekinie nie przyniosła przełomu w sprawie gazociągu Siła Syberii 2.
  • Jakich, bezprecedensowych warunków cenowych za gaz, domagają się Chiny od rosyjskiego dostawcy.
  • Jak utrata europejskiego rynku wpłynęła na pozycję negocjacyjną Gazpromu w rozmowach z Pekinem.
  • Z jakich powodów Chiny mogą nie tylko nie zwiększyć, ale nawet ograniczyć import rosyjskiego gazu.

Piąta od rozpoczęcia agresji na Ukrainę wizyta rosyjskiego dyktatora w Chinach, 20 maja, nie przyniosła oczekiwanych przez Kreml porozumień, w tym dotyczących budowy gazociągu Siła Syberii 2. Putin przywiózł do Pekinu liczną delegację, w skład której weszło pięciu wicepremierów, ośmiu ministrów oraz szefowie dużych państwowych firm, w tym Gazpromu i Rosnieftu. Podczas wizyty rosyjski dyktator mówił o „nieograniczonych perspektywach” współpracy rosyjsko-chińskiej i obiecał „nieprzerwany” eksport ropy naftowej, węgla i gazu do Chin.

Czytaj więcej

Chiny ograniczają handel z Rosją. Nie chcą już więcej ropy, węgla czy paliw

Dlaczego Chiny blokują budowę gazociągu Siła Syberii 2

Po rozmowach Pekin i Moskwa podpisały 40 dokumentów, głównie gospodarczych. Żaden z nich nie wspomina ani o gazociągu Siła Syberii 2, ani o współpracy w sektorze naftowo-gazowym – wynika z listy opublikowanej przez Kreml.

„Pozostało kilka niuansów do dopracowania” – zapewniał rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, dodając, że uzgodniono „główne parametry porozumienia” i trasę przyszłego gazociągu, ale nadal nie ma jasnego porozumienia co do harmonogramu projektu.

Czytaj więcej

Gazprom ogłosił, że zbuduje drugi gazociąg do Chin. Pekin tego nie potwierdza

Nie o harmonogram jednak chodzi i nie o „niuanse”. Chodzi o cenę rosyjskiego gazu oraz o to, kto sfinansuje kosztowny gazociąg skierowany do jednego odbiorcy. O tym, że Chińczycy są twardymi negocjatorami, Gazprom przekonał się już podczas zawierania pierwszej umowy na budowę gazociągu eksportowego do Chin, podpisanej w 2014 r.

Pekin negocjował ją ponad dekadę i uzyskał to, czego chciał – dziś płaci za rosyjski gaz najmniej na świecie. Do tego Gazprom sfinansował budowę całej liczącej blisko 1300 km magistrali położonej w skrajnie trudnym terenie i warunkach pogodowych rosyjskiej Syberii. Koszt inwestycji nigdy nie został oficjalnie ujawniony. Eksperci szacowali go na 50–70 mld dol. Gazprom mógł sobie wtedy pozwolić na taki wydatek. Sprzedawał Europie 170–190 mld m sześc. gazu rocznie i pławił się w zyskach.

Chiny chcą płacić za rosyjski gaz jak rosyjscy odbiorcy

Dziś Gazprom jest trzeciorzędnym graczem na rynku gazu, który dostarcza do Europy dziesięć razy mniej surowca niż w czasach największej prosperity. Dlatego ogromny rynek chiński stał się dla koncernu kwestią być albo nie być. Chiny kupują obecnie od Rosji 38 mld m sześc. gazu rocznie – połowę eksportu Gazpromu do krajów spoza WNP. Eksport ten znajduje się przy tym na najniższym poziomie od końca lat 80. XX wieku.

Czytaj więcej

Siła Syberii 2 może nie powstać. Chiny chcą od Rosji tańszego gazu

Do końca tej dekady rosyjski rząd spodziewa się zwiększyć dostawy do Chin o 47 proc., do 56 mld m sześc. rocznie. Dodatkowy gaz ma być dostarczany trasą dalekowschodnią (12 mld m sześc.) oraz poprzez rozbudowę gazociągu Siła Syberii 1 (6 mld m sześc.). Projekt Siła Syberii 2 zakłada natomiast zwiększenie dostaw gazu do Chin do 100 mld m sześc. rocznie.

Według źródeł „Financial Times” Chiny domagają się od Rosji obniżenia ceny gazu do poziomu zbliżonego do obowiązującego na rosyjskim rynku krajowym. To obecnie około 50 dol. za tysiąc m sześc., czyli pięć razy mniej niż obecnie płaci Pekin (258 dol. za tysiąc m sześc.) i 8,5 razy mniej niż wynoszą ceny Gazpromu dla innych klientów zagranicznych, takich jak Węgry czy Słowacja (420 dol.).

Czytaj więcej

Po co Putin leci do Chin? Po prośbie

Chiny mogą jednak nie tyle zwiększyć zakupy gazu z Rosji, ile je ograniczyć. Pekin obawia się, że popyt na gaz mógł już osiągnąć swój szczyt, dlatego wątpi w potrzebę przyjmowania dodatkowych zobowiązań zakupowych – poinformowało źródło „Financial Times”.