Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jak konflikt w Zatoce Perskiej wpływa na globalną podaż gazu
  • Jak reaguje na obecny kryzys Europa
  • W jaki sposób swoje dostawy gazu zabezpiecza Polska
  • Jakie są podobieństwa między obecnym kryzysem gazowym a tym z 2022 roku
  • Jak popyt na gaz w Azji może oddziaływać na dostępność surowca w Europie
  • Jakie scenariusze rozwoju sytuacji na rynku gazu są możliwe

Rynek gazu uodpornił się na argument zimy, nawet tak mroźnej jak obecna, bo jak dotąd z tego powodu gazu nie zabrakło. Jednak konflikt w Zatoce Perskiej wywołał już na rynkach poważną nerwowość. Ceny paliwa od momentu wybuchu konfliktu USA i Izraela z Iranem falowały w ślad za informacyjną karuzelą. Potok sprzecznych doniesień następujących w niewielkich odstępach czasu nie sprzyjał i wciąż nie sprzyja stabilizacji rynku.

Fatalne wieści przyniósł 19 marca, kiedy to ogłoszono, że w wyniku irańskiego ataku uszkodzone zostały dwie katarskie linie produkcyjne LNG i jeden z dwóch zakładów skraplania. Qatar Energy wskazał, że odbudowa mocy zajmie od 3 do 5 lat.

Gdyby nie konflikt, sytuacja byłaby dość komfortowa – rok 2026 miał być początkiem wielkiej fali nowej podaży LNG. Uruchamiane są nowe moce produkcyjne w USA i Kanadzie. – Na rynku miało być luźno, ale tak nie będzie, bo ubytki przekraczają nowe moce – informowała podczas konferencji Orlen Gas Meeting w Krakowie Karolina Kozikowska z działu analiz rynku gazu w Orlenie.

Polska i Europa mają alternatywę

Orlen informował, że na skutek blokady Cieśniny Ormuz w kwietniu nie dotarły do koncernu zamówione ładunki z Kataru. Bartłomiej Więcek reprezentujący koncern zapewniał jednak, że Polska jest zdywersyfikowana i dobrze przygotowana na tego typu kryzysowe sytuacje – mamy wybudowany gazociąg Baltic Pipe o przepustowości 10 mld m sześc. łączący złoża norweskie z polskim systemem przesyłowym, mamy rozbudowane połączenia gazowe z krajami sąsiadującymi z Polską i zakontraktowane dostawy LNG ze Stanów Zjednoczonych. Orlen dysponuje też flotą ośmiu gazowców, które umożliwiają elastyczne planowanie dostaw. Pojedyncza jednostka może przetransportować około 70 tys. ton LNG (około 100 mln metrów sześc. gazu). W ciągu roku każdy statek jest w stanie wykonać osiem-dziewięć rejsów na trasie Stany Zjednoczone – Europa.

Dostawy z Kataru stanowią 8-9 proc. importu gazu do kraju, nie są więc decydujące dla stabilności polskiego systemu energetycznego. Również Europa nie polegnie na ograniczeniu dostaw z Zatoki Perskiej. Najmocniej zawirowania na rynku gazu odczuwa Azja, która zaopatruje się głównie w tym regionie. Można zakładać, że zmieni się azjatycki miks, już teraz obserwowany jest powrót do węgla, ważną rolę odgrywa atom, rozwijane są odnawialne źródła energii. Kluczowe jest, na ile uda się zredukować tamtejszy popyt na gaz. Jeśli pozostanie on duży, odbije się to z pewnością z większą siłą również na europejskich rynkach, które będą konkurować z azjatyckimi o ładunki dostępnego LNG.

Ważne będą uwarunkowania pogodowe. Prognozy na lato są różne dla Europy i Azji. O ile w Europie spodziewane są w najbliższych miesiącach umiarkowane temperatury, wysoka generacja wiatrowa i niższy popyt na chłodzenie, o tyle już w Azji zakładane są upały i susze. Ekstremalne zjawiska pogodowe mogą zmusić azjatyckie kraje do zakupu dodatkowych wolumenów LNG z rynku.

Historia lubi się powtarzać…

Rynkowi eksperci w takich sytuacjach starają się poszukiwać analogicznych sytuacji z przeszłości, by wesprzeć się wcześniejszymi doświadczeniami. Karolina Kozikowska zauważyła, że w przypadku kryzysu bliskowschodniego jest wiele podobieństw do 2022 roku, kiedy to Rosja zaatakowała Ukrainę, wywołując wzrosty cen gazu na rynkach.

Oba kryzysy rozpoczęły się w tym samym momencie roku, pod koniec lutego, gdy zima się kończy i rynek z fazy wyczerpywania magazynów zaczyna wchodzić w fazę ich zatłaczania. Podobny był poziom wypełnienia europejskich magazynów, w 2022 r. Europa kończyła zimę z magazynami wypełnionymi w 27 proc., a w tym roku w 28 proc. W wyniku obu zdarzeń ceny węglowodorów drastycznie wzrosły w Europie i w Azji. Porównywalny był też poziom utraty wolumenów – cztery lata temu latem z Rosji przestało płynąć na Zachód ok. 40 mld m sześc. gazu (w dłuższym okresie utrata wolumenów była większa, wyniosła ok. 60 mld m sześc.), a tego lata, według szacunków prezentowanych przez Kozikowską, ubytek gazu związany z konfliktem w Zatoce wyniesie od 40 do 55 mld m sześc., w zależności od tego, jak długo potrwa wojna.

Ale są i różnice. – W 2022 r. problem dotyczył utraty dostępu do gazu gazociągowego, tego typu dostawy są mało elastyczne, paliwo płynie w określonym kierunku w oparciu o fizyczną infrastrukturę. Teraz mówimy o LNG; dostawy gazu skroplonego są bardziej elastyczne, jest możliwość przekierowywania transportów – informował Bartłomiej Więcek z Tradingu w Orlenie. Ważnym wsparciem dla Europy, poza ładunkami ze Stanów Zjednoczonych, były dostawy z Norwegii, która odpowiadała za 23 proc. zapotrzebowania na gaz UE w ostatnim sezonie zimowym.

– Unia reaguje zachowawczo na to, co się dzieje. Nie ma wielkiej paniki, strukturalnie jesteśmy dobrze zaopatrzeni. Są jedynie podejmowane działania łagodzące skutki wzrostu cen dla odbiorców końcowych – mówiła Karolina Kozikowska. Rządy europejskich państw czasowo obniżają podatki, luzują regulacje, tworzą tarcze dla gospodarstw i firm oraz oferują pomoc publiczną dla przemysłu. Podejmują też działania w zakresie wspólnych zakupów, magazynowania, dywersyfikacji dostaw czy nowej infrastruktury oraz realizują inwestycje długofalowe związane z transformacją, które mają zmniejszyć uzależnienie od paliw kopalnych, jak budowa OZE, rozwój mocy w atomie czy elektryfikacja kolejnych sektorów gospodarki.

To jak wróżenie z fusów

Nie ma paniki, ale wydłużanie się konfliktu działa destrukcyjnie na gospodarkę. Obserwatorzy rynków zastanawiają się, jak długo potrwa wojna. Okoliczności są złożone, irański reżim robi wszystko, by utrzymać się na powierzchni, Stany Zjednoczone i Izrael nie spuszczają z tonu. Nikomu nie pasuje odejść w pół słowa.

Prognozować w tej sytuacji jest niezwykle trudno. Orlen pokusił się mimo to o dwa scenariusze – optymistyczny i pesymistyczny. Pierwszy zakłada, że strony konfliktu szybko dojdą do porozumienia, wkrótce otwarta zostanie cieśnina Ormuz i przywrócona zostanie normalna produkcja LNG. Drugi przewiduje niedogasający konflikt, który będzie się tlił co najmniej do końca września tego roku, do tego czasu cieśnina pozostanie zamknięta i utrzymywać się będzie ryzyko dalszych ataków na infrastrukturę gazową.

Czytaj więcej

OPEC może niebawem przestać dyktować ceny ropy. Może się nawet rozpaść

Nawet przy pierwszym scenariuszu globalna podaż LNG spadnie o 8 proc., a w ciągu najbliższego lata wyeliminowanych zostanie ok. 240 statków z LNG. Wypełnienie magazynów europejskich może wynieść w tej sytuacji 78 proc. Gdyby natomiast sprawy przybrały zły obrót, a działania wojenne trwałyby dalej, globalny ubytek podaży byłby porównywalny z utratą rosyjskich wolumenów do Europy. W tym przypadku trzeba się liczyć ze stratą ok. 440 ładunków. Jednak nawet w tej sytuacji Europie udałoby się wypełnić magazyny w około 77 proc. Gorzej, jeśli doszłoby do wzmożonej konkurencji o LNG z Azją. Wtedy konsekwencje byłyby dużo poważniejsze.

– Europa jest dziś w lepszej pozycji niż w 2022 r., w ostatnich latach wykonaliśmy dużą pracę, nastąpił rozwój infrastruktury LNG, zdywersyfikowaliśmy dostawy, możemy patrzeć na bezpieczeństwo energetyczne z większym spokojem. Działania podjęte w przeszłości teraz procentują. Rynek gazu to jednak globalna gra naczyń połączonych – jeśli Azja sięgnie po większe wolumeny, to z pewnością przełoży się to również na Europę – podsumowała Karolina Kozikowska.