Klimatyczna etyka Kalego

Czytając ironiczne komentarze w zagranicznej prasie, można odnieść wrażenie, że Polska jest głównym winowajcą zmian klimatycznych spowodowanych emisją dwutlenku węgla.

Publikacja: 19.11.2013 09:28

Klimatyczna etyka Kalego

Foto: materiały prasowe

Organizacja szczytu klimatycznego w Polsce odbiła się szerokim echem w zagranicznych mediach – nie do końca takim, jakiego życzylibyśmy sobie poświęcając czas i środki na przygotowanie tego wydarzenia.

Niemiecka prasa skrytykowała w kontekście szczytu Polskę, nazywając nasz kraj „największym klimatycznym grzesznikiem w Europie". Jeszcze dalej poszedł „Financial Times", cytując przedstawiciela Greenpeace, według którego organizacja szczytu klimatycznego w Polsce to tak jak zorganizowanie przez ojca chrzestnego rodziny Corleone szczytu poświęconego bezpieczeństwu.

Manipulacja czy ignorancja?

Czytając ironiczne komentarze w zagranicznej prasie można odnieść wrażenie, że Polska jest głównym winowajcą zmian klimatycznych spowodowanych emisją dwutlenku węgla.

Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy te publikacje są świadomą manipulacją, hipokryzją czy tylko ignorancją. Postawą zachodnich mediów jest swoista odmiana „etyki Kalego", czyli „Kali ukraść to dobrze, gdy Kalemu – to źle". Oczywiście w tym przypadku nie chodzi o kradzież, ale o emisję dwutlenku węgla.

Jakie są fakty? Krytyka polityki klimatycznej Polski jest kuriozalna szczególnie ze strony Niemiec. Z danych unijnego urzędu statystycznego Eurostatu wynika, że w roku 2011 emisja CO2 na głowę statystycznego mieszkańca w Niemczech była wyższa niż w Polsce – wynosiła 9,976 tony, a w Polsce 8,573. Niewiele mniej było w przypadku Wielkiej Brytanii. Średnia unijna wynosiła 7,29 tony CO2 na głowę mieszkańca.

Według Eurostatu w 2011 roku emisja dwutlenku węgla na głowę statystycznego mieszkańca w Niemczech była wyższa niż w Polsce – wynosiła 9,976 tony wobec 8,573 tony w naszym kraju

„Troska" o środowisko i krytykowanie innych krajów nie przeszkadza Niemcom w zwiększaniu emisji CO2. W ubiegłym roku Niemcy wyemitowały o 2 proc. dwutlenku węgla do atmosfery więcej niż w 2011 r. Również w tym roku emisja wzrasta – informował niedawno jeden z branżowych portali.

Tymczasem w Polsce emisja CO2 sukcesywnie spada. To nie koniec.

Polska krytykowana jest za obronę energetyki opartej na węglu. A co robią Niemcy? U naszych sąsiadów rośnie również zużycie węgla. Udział węgla brunatnego w produkcji energii w ubiegłym roku wzrósł do ponad 25 proc. z 22,7 proc. dwa lata wcześniej. Wzrasta też udział węgla kamiennego. Rozpoczęto wiele nowych inwestycji w energetyce węglowej.

Jaskrawym przykładem stosowania „etyki Kalego" – mówiąc inaczej: podwójnych standardów – jest postawa niemieckich władz w sprawie ograniczania emisji CO2 przez przemysł motoryzacyjny. Kilka miesięcy temu dowiedzieliśmy się, że Daimler odmawia zastosowania się do unijnej dyrektywy zakazującej używania w klimatyzacji samochodowej jednego z rodzajów czynników chłodzących. Za producentem aut stanęli niemieccy politycy i urzędnicy, dla których narodowy interes gospodarczy okazał się ważniejszy niż unijne dyrektywy klimatyczne.

„W czasach, kiedy spędzamy całe dnie, rozmawiając o zatrudnieniu, musimy mieć pewność, że dążąc do ochrony środowiska, nie szkodzimy własnej bazie przemysłowej" – stwierdziła sama kanclerz Angela Merkel.

O ile wiem, nikt za te słowa nie porównał Pani Kanclerz do Vito Corleone.

Brońmy naszych interesów

Na koniec warto podkreślić, że wytykanie Polsce „grzechów" w związku z emisją dwutlenku węgla odbywa się w momencie gdy najwięksi emitenci – Chiny, Stany Zjednoczone, Rosja – w trosce o rozwój gospodarczy wciąż nie przyjmują na siebie zobowiązań dotyczących ograniczenia emisji.

Nadgorliwość i jednostronność Unii Europejskiej w wymyślaniu coraz bardziej restrykcyjnych planów ograniczania emisji dwutlenku węgla przy równoczesnym kierowaniu się „etyką Kalego" może skończyć się dla Polski – według obliczeń Krajowej Izby Gospodarczej – wzrostem cen energii elektrycznej o 35 proc. do 2020 roku i znaczącym ograniczeniem konkurencyjności polskiego przemysłu.

Powinniśmy bronić naszych gospodarczych interesów wbrew klimatycznej histerii i ironicznym docinkom zagranicznych mediów. Szkoda tylko, że manipulacje prasy zagranicznej wpływają na postawy niektórych polskich urzędników i wypaczają rzeczywisty obraz w oczach polskiej opinii publicznej.

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Autor jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej

Organizacja szczytu klimatycznego w Polsce odbiła się szerokim echem w zagranicznych mediach – nie do końca takim, jakiego życzylibyśmy sobie poświęcając czas i środki na przygotowanie tego wydarzenia.

Niemiecka prasa skrytykowała w kontekście szczytu Polskę, nazywając nasz kraj „największym klimatycznym grzesznikiem w Europie". Jeszcze dalej poszedł „Financial Times", cytując przedstawiciela Greenpeace, według którego organizacja szczytu klimatycznego w Polsce to tak jak zorganizowanie przez ojca chrzestnego rodziny Corleone szczytu poświęconego bezpieczeństwu.

Pozostało 87% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy