Gazowa umowa z Chinami - kto wygra, kto straci

To Chińczycy i firmy oligarchów żerujące na Gazpromie najbardziej skorzystają na wielkim gazowym kontrakcie.

Publikacja: 23.05.2014 04:13

Gazowa umowa z Chinami - kto wygra, kto straci

Foto: AFP

Zawarty w Szanghaju wielki kontrakt gazowy między rosyjskim Gazpromem a chińskim koncernem CNPC jest przedstawiany zarówno przez Kreml, jak i władze w Pekinie jako wielki sukces. Niektórzy komentatorzy mówią, że to również poważny cios dla Europy, głównego odbiorcy rosyjskiego gazu. Jak jest naprawdę?

1. Ile Chiny będą płaciły Rosji za gaz?

30 lat ma trwać kontrakt gazowy podpisany w tym tygodniu przez Gazprom z jego chińskim odpowiednikiem CNPC

Gazprom ani CNPC nie podają wynegocjowanej ceny, zasłaniając się tajemnicą handlową. Prezes Gazpromu Aleksiej Miller podał całą wartość 30-letniego kontraktu równą 400 mld dol. W ramach niego Gazprom będzie dostarczał do Chin 38 mld m sześc. gazu rocznie (z opcją zwiększenia przesyłu po kilku latach do 60 mld m sześc.). Eksperci więc szacują, że cena wyniesie około 350 dol. za 1 tys. m sześc. Nie tylko oni. – Według moich wyliczeń wyniesie ona około 350 dol. – twierdzi Aleksiej Ulukajew, rosyjski minister finansów.

400 mld dol. ma wynieść ogólna cena kontraktu – wynika z informacji rzecznika CNPC

Według nieoficjalnych informacji Gazprom chciał, by osiągnęła ok. 400 dol. Chińczycy początkowo upierali się przy dwa razy niższej niż dla europejskich odbiorców (w 2013 r. średnio nieco ponad 380 dol.). Przedstawiciele strony rosyjskiej deklarują, że formuła cenowa będzie powiązana ze światowymi cenami ropy.

– Cena ta wydaje się być czymś pośrednim między tą obowiązującą w UE a ceną w Turkmenistanie. Musimy poczekać kilka miesięcy, by poznać szczegóły umowy – wskazuje Joerg Wuttke, prezes Izby Handlowej Unii Europejskiej w Chinach.

3200 km gazociągu trzeba wybudować, by Gazprom mógł dostarczać surowiec z Syberii na Daleki Wschód

Ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Nie wiadomo, czy podana przez Gazprom wartość kontraktu (400 mld dol.) obejmuje jedynie dostarczany surowiec, czy też budowę infrastruktury, koszty transportu oraz inne opłaty. Może się więc okazać, że cena, którą będą faktycznie płacić Chińczycy za sam surowiec, okaże się mniejsza niż 350 dol. Niepotwierdzone doniesienia mówią, że Rosja zgodziła się znieść cło eksportowe na gaz wysyłany do Chin. Wynosi ono 100 dol. za 1 tys. m sześć. To oznaczałoby, że realna cena sięgnęłaby 250 dol.

2. Czy kontrakt będzie dla Gazpromu opłacalny?

38 mld m sześc. gazu mają dostarczać Rosjanie do Chin

Cena 350 dol. jest uważana przez wielu analityków za granicę opłacalności tego kontraktu dla monopolisty. Strona rosyjska będzie jednak odpowiedzialna za budowę gazociągów i wszelkiego rodzaju infrastruktury na swoim terytorium, a Chińczycy muszą to samo zrobić na swoim terenie. Według danych ujawnionych przez prezydenta Władimira Putina koszty budowy infrastruktury po stronie rosyjskiej mają wynieść 55 mld dol., po chińskiej – 20 mld dol. Rosjanie muszą położyć w trudnym terenie (bagiennym, górskim i aktywnym sejsmicznie) ponad 3 tys. km gazociągu Siła Syberii. Ponadto muszą zainwestować w rozwój pól wydobywczych Kowykta i Czajanda, a być może nawet sięgnąć po gaz z Kamczatki i Sachalinu. Koszty mogą ostatecznie zostać napompowane jak przy olimpiadzie w Soczi. Skąd Gazprom weźmie pieniądze na ten cel? Spółka sugeruje, że Chińczycy dadzą 25 mld dol. przedpłaty. Chiny zobowiązały się również udzielić Rosjanom kredytu na wykonanie potrzebnych projektów.

350 dol. na tyle szacują analitycy średnią cenę 1000 m sześc. surowca w tym kontrakcie. Europejscy odbiorcy płacą Gazpromowi średnio ok. 380 dol.

– Podliczmy: 55 mld dol. Gazprom musi pożyczyć na rynku, bo nie ma tyle wolnych pieniędzy. Załóżmy, że koncern pożyczył je na 5 proc. i 30 lat. Czyli samych procentów zapłaci 40 mld dol., a cała spłata kredytu zamknie się kwotą 95 mld dol. – mówi rosyjski opozycjonista Borys Niemcow. – Zakładamy optymistycznie, że zysk ze sprzedaży gazu do Chin będzie równy temu, który Gazprom ma z europejskiego rynku i Rosji. A to jest 15 proc. obrotów. Mając na uwadze, że cały kontrakt opiewa na 400 mld dol., otrzymujemy, że strata netto na „transakcji stulecia" wyniesie 35 mld dol. – dodaje Niemcow.

55 mld dol. ma pochłonąć zagospodarowanie tych złóż i budowa gazociągu po stronie rosyjskiej

Jego zdaniem ten kontrakt będzie najbardziej opłacalny dla podwykonawców Gazpromu – firm budujących infrastrukturę. Należą do powiązanych z Putinem oligarchów takich jak Arkadij Rotenberg. Spółki te w ostatnich latach realizowały dla monopolisty inwestycje, pobierając stawki kilkakrotnie większe niż firmy europejskie.

3. Czy umowa będzie opłacalna dla Chin?

Wygląda na to, że tak. Ma on pokrywać sporą część ich krajowego popytu na gaz, a cena będzie 25–40 proc. niższa niż w przypadku surowca importowanego poprzez terminale LNG. Chińczycy chcą zwiększać zużycie gazu kosztem „mniej ekologicznego" węgla. Zużycie błękitnego paliwa ma wzrosnąć ze 170 mld m sześc. w 2013 r. do 420 mld m sześc. w 2020 r. Rosyjski gaz jest więc potrzebny chińskiej gospodarce, ale kwestia jego dostaw nie jest bynajmniej sprawą życia i śmierci. W ostatnich latach Chiny mocno bowiem inwestowały w budowę sieci przesyłowej taniego gazu z Azji Środkowej, terminali LNG oraz w krajowe wydobycie. W maju 2014 r. zaczęły po raz pierwszy wydobywać gaz łupkowy na skalę komercyjną w okolicach miasta Chongqing. Na razie rosyjski kontrakt wygląda atrakcyjnie dla Chin, ale w ciągu następnej dekady może się to zmienić. Niewykluczone więc, że Chińczycy wykorzystają swoją dominującą pozycję w kontaktach z Rosją, by wymusić ustępstwa.

4. Czy kontrakt ?z Chinami stanowi zagrożenie dla Polski ?i Europy?

Putin, nadając podpisaniu tej umowy tak dużą wagę, wysłał sygnał Europejczykom, że Rosja może dokonać przeorientowania swojego eksportu surowców z UE na Wschód. Kontrakt ten sam w sobie nie stanowi jednak żadnego zagrożenia dla europejskich odbiorców. Ma on być zasilany gazem, który i tak nigdy nie trafiłby na Stary Kontynent. Pochodzić on będzie głównie z trudno dostępnych złóż, z których połączenie z gazociągami idącymi do Europy byłoby dla Gazpromu nieopłacalne. Gdyby ten gaz nie znalazł odbiorców na Dalekim Wschodzie, najprawdopodobniej nie byłby w ogóle wydobywany.

Ponadto kontrakt z Chinami w krótkim terminie niewiele zmieni w unijno-rosyjskich relacjach gazowych. Gazociąg Siła Syberii ma zacząć działać w 2018 r. (taką datę podano w umowie), podobnie jak rosyjskie terminale LNG na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Gazprom nie ma obecnie żadnej technicznej możliwości, by przeorientować swój eksport na Chiny, a w Europie znajduje się pod dużą presją ze względu na tzw. trzeci pakiet energetyczny i dochodzenie antymonopolowe Komisji Europejskiej. Może być zmuszony w nadchodzących latach obniżać ceny dla tutejszych odbiorców – zwłaszcza jeśli do 2018 r. zaczną trafiać do terminali LNG większe ilości gazu.

Większym zagrożeniem dla europejskich odbiorców może być wyczerpywanie się rosyjskich złóż eksploatowanych na potrzeby rosyjskiego rynku, a także stan techniczny części infrastruktury przesyłowej. Największe ryzyko dla rynku gazu w UE niosą jednak polityczne decyzje podejmowane na Kremlu, takie jak wejście w konflikt z Ukrainą.

Zawarty w Szanghaju wielki kontrakt gazowy między rosyjskim Gazpromem a chińskim koncernem CNPC jest przedstawiany zarówno przez Kreml, jak i władze w Pekinie jako wielki sukces. Niektórzy komentatorzy mówią, że to również poważny cios dla Europy, głównego odbiorcy rosyjskiego gazu. Jak jest naprawdę?

1. Ile Chiny będą płaciły Rosji za gaz?

Pozostało 95% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Energetyka
Rosyjski szantaż w Famurze. Chcą odkupić udziały warte 70 mln zł za 1 tys. euro