Branża energetyczna pozytywnie

Nadmierne wsparcie energetyki rozproszonej w Niemczech wygenerowało problemy dużych koncernów – mówi prezes PGE Marek Woszczyk.

Aktualizacja: 17.02.2015 06:34 Publikacja: 16.02.2015 20:00

Branża energetyczna pozytywnie

Foto: materiały prasowe

Rz: Polski Komitet Energii Elektrycznej, którego jest pan szefem, mocno sprzeciwiał się przyjętej przez Sejm tzw. poprawce prosumenckiej. Gwarantuje ona najmniejszym producentom energii wyższe od obecnych rynkowych ceny za sprzedaż nadwyżki. Czy proponowany przez Senat kompromis dający 210 proc. ceny z poprzedniego roku jest dla branży akceptowalny?

Miałem okazję śledzić prace nad ustawą o OZE, kierując jeszcze Urzędem Regulacji Energetyki, i tak jak wtedy uważam, że w Polsce powinno się wspierać rozwój rozproszonej energetyki. Zaproponowane przez izbę wyższą rozwiązania oceniam jako dobre. Bo zapis w obecnym kształcie realizuje ideę, która przyświecać powinna rozwojowi energetyki rozproszonej. Chodzi o zachęcanie do produkowania energii na własne potrzeby. Wsparcie proponowane w pierwotnej wersji poprawki sprawiłoby, że bardziej opłacalne stałoby się kupowanie tańszego prądu z sieci, który dziś łącznie z przesyłem kosztuje 600 zł za 1 MWh, zasilanie nim mikroinstalacji generujących energię, a następnie jej odsprzedawanie za 750 zł/MWh (początkowa wysokość taryfy dla instalacji fotowoltaicznych o mocy do 3 kW – red.). To zaprzeczenie idei energetyki prosumenckiej, którą cała Europa rozumie jako produkowanie energii na własny użytek, a nie w celach biznesowych. W pierwszym kształcie poprawka nie eliminowała problemu strat sieciowych i konieczności rozbudowy infrastruktury, bo zachęcała do produkowania energii do sieci. Taki system nadmiernego wsparcia mógłby doprowadzić do sytuacji, w której zarabia stosunkowo niewielka grupa osób, ale wszyscy zapłaciliby wyższe rachunki za prąd.

Przy dzisiejszych cenach na granicy opłacalności dla ogniw fotowoltaicznych byłoby zastosowanie mnożnika 300 proc., a nie 210 proc. Czy ten poziom nie będzie wsparciem pozornym, zapewniającym przewidywalność na rok?

Obecny kształt poprawki będzie łatwiejszy do zaakceptowania przez Komisję Europejską przy notyfikacji ustawy. Wsparcie dla instalacji prosumenckich sprowadzono ostatecznie do poziomu zbieżnego z dopłatami dla innych technologii odnawialnych. Dziś jest to niewiele więcej niż otrzymują farmy wiatrowe. Stawka 210-proc. gwarantuje więc neutralność technologiczną.

Kolejną rzeczą ułatwiającą ten proces jest też wyraźne określenie, czy wspieramy technologię na poziomie kosztów operacyjnych, czy na etapie inwestycji. W świetle wprowadzonych przez Senat zmian nie można być jednocześnie beneficjentem programu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej i sprzedawać nadwyżki energii po cenie preferencyjnej, wynikającej z ustawy o OZE.

Pozytywną korektą jest też to, że ustanowiono mechanizm kontroli weryfikujący, czy założone w systemie dla prosumentów 800 MW zostało już osiągnięte. Poprawka sejmowa tego nie zapewniała.

Stanowisko PKEE zostało przyjęte jako obrona status quo lobby węglowego. Na pewno bez taryf rozwój tego rynku będzie wolniejszy. A może branża mogłaby wykorzystać moment do zbudowania swojej pozycji w tym biznesie i zwiększenia lojalności klientów?

Ani PKEE, ani samo PGE nie są i nigdy nie były przeciwnikami energetyki rozproszonej ani odnawialnych źródeł. Dziś każdy z dużych koncernów takie moce buduje. Wszyscy też interesują się rozwijaniem biznesu w oparciu o rynek prosumentów. Nie inaczej jest w przypadku PGE. My też planujemy zaangażowanie w rozwój nowych technologii, co jasno wynika z naszej strategii.

Stanowisko PKEE nie wynikało więc z chęci utrzymania status quo. Chcemy, aby energetyka prosumencka się rozwijała. Chodziło nam jedynie o to, by zracjonalizować poziom wsparcia i uniknąć sytuacji przeznaczania nadmiernych środków na dotowanie pewnych rozwiązań, bardziej chyba nawet aspiracji, które dzisiaj są jeszcze nieefektywne ekonomicznie.

Kryterium kosztowe jest niezwykle ważne, bo będzie to miało wpływ na rachunki wszystkich. Dlatego właśnie ustawa o OZE wprowadza nowy system oparty na aukcjach. W tym kierunku idzie dzisiaj cała Europa. Chodzi o to, by wprowadzić mechanizm wsparcia mający na celu pojawienie się technologii odnawialnych i pewną ewolucję miksu energetycznego, ale najniższym możliwym kosztem.

Nadmierne wsparcie energetyki rozproszonej w Niemczech wygenerowało problemy dużych koncernów. Nauczeni tym przykładem powinniśmy czerpać to, co było dobre, ale też unikać powielania błędów.

W Niemczech zyski gigantów stopniały, a wybudowane bloki konwencjonalne stoją bezużyteczne. Nasza branża boi się takiego scenariusza?

Rozwój rozproszonych źródeł odnawialnych wcale nie oznacza, że możemy zrezygnować z bloków węglowych czy gazowych. Nie mamy dzisiaj na skalę sieciową dostępnych technologii magazynowania energii. Tymczasem myśląc odpowiedzialnie i całościowo o systemie elektroenergetycznym, jasne jest, że musimy utrzymywać w nim odpowiednią ilość mocy, która będzie do dyspozycji, kiedy wiatr nie będzie wiał, a słońce nie będzie świeciło.

Tę moc rezerwową trzeba zabezpieczyć w technologiach dziś powszechnie dostępnych, bo ludzie chcą mieć prąd w gniazdku w każdej milisekundzie. A to oznacza dodatkowe inwestycje i dużo większe koszty niż same dopłaty bezpośrednie.

Gospodarki nie stać na to, by w sposób ekonomicznie nieuzasadniony nadmiernie wspierać pewien segment nowych technologii. Trzeba zmieniać energetykę w sposób zrównoważony i stopniowy, żeby nie narażać odbiorców energii na niepotrzebne koszty.

CV

Marek Woszczyk jest prezesem Polskiej Grupy Energetycznej od grudnia 2013 r. Pełni też funkcję szefa PKEE skupiającego firmy z branży. Wcześniej przez 15 lat pracował w Urzędzie Regulacji Energetyki, od 2011 r. jako prezes. Absolwent studiów MBA na Akademii Leona Koźmińskiego, Krajowej Szkoły Administracji Publicznej i Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni.

Rz: Polski Komitet Energii Elektrycznej, którego jest pan szefem, mocno sprzeciwiał się przyjętej przez Sejm tzw. poprawce prosumenckiej. Gwarantuje ona najmniejszym producentom energii wyższe od obecnych rynkowych ceny za sprzedaż nadwyżki. Czy proponowany przez Senat kompromis dający 210 proc. ceny z poprzedniego roku jest dla branży akceptowalny?

Miałem okazję śledzić prace nad ustawą o OZE, kierując jeszcze Urzędem Regulacji Energetyki, i tak jak wtedy uważam, że w Polsce powinno się wspierać rozwój rozproszonej energetyki. Zaproponowane przez izbę wyższą rozwiązania oceniam jako dobre. Bo zapis w obecnym kształcie realizuje ideę, która przyświecać powinna rozwojowi energetyki rozproszonej. Chodzi o zachęcanie do produkowania energii na własne potrzeby. Wsparcie proponowane w pierwotnej wersji poprawki sprawiłoby, że bardziej opłacalne stałoby się kupowanie tańszego prądu z sieci, który dziś łącznie z przesyłem kosztuje 600 zł za 1 MWh, zasilanie nim mikroinstalacji generujących energię, a następnie jej odsprzedawanie za 750 zł/MWh (początkowa wysokość taryfy dla instalacji fotowoltaicznych o mocy do 3 kW – red.). To zaprzeczenie idei energetyki prosumenckiej, którą cała Europa rozumie jako produkowanie energii na własny użytek, a nie w celach biznesowych. W pierwszym kształcie poprawka nie eliminowała problemu strat sieciowych i konieczności rozbudowy infrastruktury, bo zachęcała do produkowania energii do sieci. Taki system nadmiernego wsparcia mógłby doprowadzić do sytuacji, w której zarabia stosunkowo niewielka grupa osób, ale wszyscy zapłaciliby wyższe rachunki za prąd.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Energetyka
Rosyjski szantaż w Famurze. Chcą odkupić udziały warte 70 mln zł za 1 tys. euro