Reklama

Wraca ustawa sieciowa, która umebluje OZE

Projekt ustawy, która ma uporządkować przyłączenia OZE do sieci, jest na ostatniej, sejmowej prostej. Część przedstawicieli branży nadal odnosi się do niego krytycznie.

Publikacja: 09.02.2026 04:29

Uzyskanie prawomocnego pozwolenia na budowę OZE – szczególnie dla lądowych farm wiatrowych – trwa śr

Uzyskanie prawomocnego pozwolenia na budowę OZE – szczególnie dla lądowych farm wiatrowych – trwa średnio 6–7 lat

Foto: AdobeStock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zmiany przewiduje nowa ustawa sieciowa dotycząca przyłączania OZE?
  • Jakie są stanowiska różnych przedstawicieli branży OZE wobec proponowanych reform?
  • Jakie wyzwania stoją przed inwestorami chcącymi przyłączyć OZE do sieci?
  • Jakie są potencjalne korzyści oraz zagrożenia wynikające z wprowadzenia nowej ustawy?
  • W jaki sposób nowe przepisy mogą wpłynąć na małe i średnie firmy działające w sektorze OZE?
  • Jakie możliwości w zakresie zmian i elastyczności przewiduje projekt ustawy dla inwestorów?

Już 10 lutego po kilkunastodniowej przerwie sejmowe Komisje do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz do Spraw Deregulacji wznowią prace nad projektem tzw. ustawy sieciowej. Wcześniej Ministerstwo Klimatu i Środowiska, a teraz Ministerstwo Energii pracuje nad nią już blisko rok. Po przyjęciu na początku tego roku przez rząd prace nad ustawą w Sejmie miały już pójść szybko. Tak się jednak nie stało. Po pierwszym czytaniu uzgodniono, że ze względu na dużą liczbę nowych pytań i uwag firm OZE prace zostaną wstrzymane na kilkanaście dni. Na najbliższym posiedzeniu Sejmu komisje wrócą do projektu ustawy.

Ustawa sieciowa ma odblokować przyłączenia OZE i ukrócić handel warunkami

Od lat w debacie publicznej przewija się wątek o kolejce oczekujących inwestorów do podłączenia projektów OZE do sieci. Jak wskazuje wiceprezes PSE Konrad Purchała, należy zreformować proces przyłączeniowy, przywracając równowagę interesów między operatorami i podmiotami przyłączanymi. Dziś warunki przyłączenia są towarem podlegającym obrotowi handlowemu. – To jest wypaczenie, ponieważ zgodnie z prawem warunki przyłączenia są przez operatorów wydawane, podczas gdy coraz częściej są one „sprzedawane” przez podmioty trzecie. Zaznaczam, że nie mówimy tu o projektach przygotowywanych przez wyspecjalizowane firmy deweloperskie, które dają prawdziwą wartość dodaną – przygotowują one projekt do statusu „ready-to-build”, czyli do momentu uzyskania pozwolenia na budowę. Problemem jest sprzedawanie pliku papierów z napisem „warunki przyłączenia” – mówi.

Czytaj więcej

Ustawa sieciowa porządkująca przyłączenia OZE musi poczekać

Jak wynika z danych Ministerstwa Energii, mamy ponad 240 GW mocy w wydanych warunkach przyłączenia do sieci. Z tej liczby ponad 150 GW to same OZE, a 90 GW to magazyny energii. W liczbie 240 GW jest 36 GW mocy w instalacjach, które już pracują, a kolejne 50 GW to inwestycje, które z dużym prawdopodobieństwem zostaną zrealizowane. – Zakładamy więc, że w wyniku reformy przyłączeniowej nawet 150 GW mocy przyłączeniowych może zostać odblokowanych dla tych inwestorów, którzy faktycznie chcą się przyłączyć i wybudować OZE czy magazyny energii. Są w Polsce podmioty, które na samą fotowoltaikę dysponują warunkami przyłączenia o mocy 30 GW. Mowa tylko o jednym podmiocie – mówi nam Wojciech Wrochna, wiceminister energii, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Reklama
Reklama

Jak rząd i PSE chcą odsiać inwestorów, którym zależy tylko na skupowaniu warunków przyłączenia? Wzrosnąć ma kwota zaliczki na poczet opłaty za przyłączenie: z 30 zł na 60 zł za każdy kilowat wnioskowanej mocy przyłączeniowej. Maksymalna kwota zaliczki wyniesie 6 mln zł. Projekt przewiduje też likwidację wymogu realizacji przyłączenia OZE w terminie 48 miesięcy od zawarcia umowy o przyłączenie. Okres ważności warunków przyłączenia skróci się z dwóch lat do roku.

Czytaj więcej

Rząd chce sprawdzić wydane już warunki przyłączenia OZE do sieci. Branża protestuje

Jan Sakławski, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki i Magazynowania Energii mówi, że cel ustawy jest słuszny, ale instrumenty skrajnie kontrowersyjne. Jak podkreślił, problemem są konkretne mechanizmy zapisane w projekcie. – Wprowadzenie tzw. kamieni milowych oznacza możliwość automatycznego wygaszania umów przyłączeniowych bez realnej ścieżki odwoławczej. Decyzja o przedłużeniu terminów ma mieć charakter arbitralny, bez jasnych kryteriów. Krótkie terminy i wysokie obciążenia mogą doprowadzić do wyprzedaży projektów. Małe i średnie firmy nie udźwigną wymogów, podczas gdy duże grupy – tak – dodaje.

Wiceprezes PSE odpiera zarzuty, jakoby ustawa działała na korzyść spółek Skarbu Państwa. – Podkreślamy, że w 100 proc. jesteśmy zainteresowani przyłączaniem do systemu nowych źródeł. Naszym celem jest przyspieszenie tego procesu, a nie jego blokowanie – mówi wiceprezes PSE.

Branża OZE ostrzega: nowe zasady przyłączeń to ryzyko dla inwestorów

Te kilkanaście dni przerwy między pierwszym a drugim czytaniem projektu ustawy miało pozwolić na zbliżenie stanowisk, ale najprawdopodobniej do tego jednak – przynajmniej na razie – nie doszło. Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które podzielało część krytycznych argumentów branży OZE, wskazywało jeszcze na etapie prac rządu, że wyższe opłaty przy staraniu się o warunki przyłączenia oznaczają, że np. przy instalacji o mocy 125 MW wytwórca będzie zobligowany zapłacić kwotę około trzyipółkrotnie wyższą od obecnej. Są to wzrosty z 3 mln zł do nawet 10,6 mln zł. Wiceminister energii Wojciech Wrochna przyznaje, że taki wzrost kosztów jest możliwy, ale inwestor i tak będzie musiał je ponieść w obecnym stanie prawnym, tylko nieco później. – My tylko przesuwamy moment poniesienia tych kosztów, które inwestor i tak będzie musiał ponieść – z etapu umowy przyłączeniowej, na etap wcześniejszy, uzyskania warunków przyłączenia – wyjaśnia minister. – Na etapie wydania warunków przyłączenia nie są znane szczegółowe warunki zawarcia umowy, a treść jej zobowiązań może ulegać modyfikacji do momentu podpisania umowy. Bez umowy nie ma zatem jej ostatecznych elementów, zobowiązań, a więc nie ma praw nabytych – podkreśla Wrochna.

Czytaj więcej

Ustawa sieciowa na posiedzeniu rządu. O co toczy się spór?
Reklama
Reklama

Jak się dowiadujemy, resort energii może dopuścić wydłużenie czasu na uzupełnienie zaliczek np. przez inwestorów OZE, którzy uzyskali już wcześniej warunki przyłączenia. Formą zabezpieczenia dla operatora może być dopuszczenie zarówno gotówki, jak i gwarancji jako zabezpieczenie dla PSE. – W projekcie są miejsca na niewielkie poprawki, które pozwolą na większą elastyczność. Jeśli to poważni inwestorzy, znalezienie środków na zaliczki nie powinno być problemem. Sens ustawy i jej założenia nie powinny ulec zmianom – mówi nam wiceminister.

Takie stanowisko jest rozczarowujące dla części branży OZE. Największy problem tej regulacji – ich zdaniem – pozostaje, bo wpisano w nią nierealne terminy. – W polskiej rzeczywistości uzyskanie prawomocnego pozwolenia na budowę OZE – szczególnie dla lądowych farm wiatrowych – trwa średnio 6-7 lat, więc 3 lata to fikcja – mówi nam dr Ewa Krasuska, dyrektor generalna Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej. Jej zdaniem dopuszczenie gwarancji jako zabezpieczenia umowy to nadal ogromny koszt finansowy.

Energetyka
Krytyczny punkt transformacji energetycznej. Prezes URE wskazuje najsłabsze ogniwo
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Energetyka
Trzęsienie ziemi w Grupie Azoty. Prezes pożegnał się ze stanowiskiem
Energetyka
Badanie: Polacy odczuwają wzrost cen prądu. I boją się dalszych podwyżek
Energetyka
Grzegorz Lot: Fundamentem idealnego miksu przyszłości będą OZE. Ale to nie wystarczy
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama