Według danych JBC Energy GmbH, na które powołuje się Bloomberg, uruchomienie nowych mocy wydobywczych ze złóż Morza Północnego pozwoli Brytyjczykom przekroczyć 1 mln baryłek ropy na dobę. A to oznacza, że eksport ropy będzie większy od importu, co pozwala na ogłoszenie Wielkiej Brytanii siebie eksporterem netto. W 2017 r. Wielka Brytania pompowała średnio 914 tys. bd.

Ostatni raz wyspiarze byli eksporterami netto w 2004 r. W tym roku uruchomione zostaną dwa duże projekty BP (Clair Ridge i Glen Lyon) i kilka mniejszych, takich jak Kraken, który niedawno wystartował.

- Wszystko to pozwoli Wielkiej Brytanii osiągnąć szczytową wielkość wydobycia ropy. Należy jednak wziąć pod uwagę, że po 2020 r. brytyjskie złoża będą się wyczerpywać, a więc wydobycie spadnie - podkreśla Aleksandr Griaznow z S&P Global Ratings, dla agencja Prime.

Eksperci są sceptyczni co do utrzymania się statusu eksportera netto. Podkreślają, że jeszcze w 2016 r. import ropy o 50 proc. przewyższał eksport. Jeżeli utrzyma się tendencja z 2017 r. - spadku popytu na ropę na Wyspach, to parytet eksportu i importu może zostać osiągnięty w ciągu 2-3 lat.

Natomiast realne współdziałanie z OPEC jest w ocenie analityków „fantazją".

„W demokracjach, takich jak Wielka Brytania czy USA, gdzie pompuje się ropę, większość tego biznesu stanowią prywatne firmy, które szukają, a jak znajdą to same wydobywają ropę. Porozumienie OPEC+ (o ograniczeniu wydobycia przez największych eksporterów, gdzie branża opanowana jest przez państwo - red), po prostu zabije taki biznes - nie będzie inwestycji w nowe złoża. Do tego wyborcy są tam zainteresowani tanią a nie drogą ropą i jej produktami i nie zgodzą się na przyłączenie do działań, które spowodują wzrost cen" - podkreśla Dmitrij Marinczenko dyrektor grupy ds. surowców Fitch.