Komentarz na temat sytuacji gazowej w Turkmenii

Szefowie Gazpromu bardzo się w tym tygodniu zdenerwowali rewelacjami z Turkmenii, czy jak kto woli Turkmenistanu, o wielkich złożach gazu. A gdy Rosjanie się czymś denerwują, to publicznie starają się zdyskredytować podawane informacje. I wtedy już można być pewnym, że sprawa jest poważna

Publikacja: 25.11.2011 11:36

Komentarz na temat sytuacji gazowej w Turkmenii

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski

Otóż brytyjska firma geologiczna ogłosiła wyniki badań turkmeńskich zasobów i wyszło im, że w tym pustynnym kraju, większym prawie dwa razy od Polski, a zamieszkałym przez niewiele ponad 5 mln ludzi, są drugie co do wielkości złoża gazu na świecie.

Oczywiście drugie po rosyjskich, ale za to łatwiej dostępne, czyli tańsze w eksploatacji i konkurencyjne na świecie. W Rosji nowe złoża leżą albo w Arktyce, albo na Syberii, albo głęboko pod wodą, co czyni wydobycie i sam gaz coraz droższym.

Gazprom podważa turkmeńskie dane, także dlatego, że Turkmenia się zmienia i prowadzi coraz bardziej swobodą i niezależną od Rosji politykę dysponowania surowcami (ma też pokaźne złoża ropy).

A rosyjska doktryna, jak mi to wyjaśnił pewien znajomy moskiewski analityk, zakłada kontrolowanie rynku paliw we wszystkich byłych sowieckich republikach azjatyckich.

Niewielu Polaków pewnie wie, że od 1990 do 2006 r. Turkmenia była zamkniętą średniowieczną satrapią, w której władał Saparmurat Nijazow, były komunistyczny sekretarz. Nazwał się Turkmenbaszą, zniósł wybory, zakazał Internetu; kalendarz gregoriański zastąpił nowym — gdzie dni i miesiące nazwane zostały na jego cześć; zlikwidował instytuty naukowe, stowarzyszenia, organizacje społeczne i wiejskie szpitale. Jego pomniki, portrety i cytaty były wszechobecne. Dzieci uczyły się na pamięć jego "czerwonej książeczki" Ruhnamy. Urzędnicy składali przysięgę na wierność.

W takiej Turkmenii Gazprom robił najlepsze interesy. Zamiast tracić kapitał na wiercenia i wydobycie w trudnym syberyjskim terenie, kupował dużo tańszy turkmeński gaz, wykorzystując do jego przesyłu wybudowany jeszcze w czasach sowieckich system gazociągów. Na granicy ukraińskiej Rosjanie mieszali gaz z Turkmenii ze swoim i sprzedawali Europie po wysokiej cenie. W ten sposób Gazprom skupował do 90 proc. turkmeńskiego gazu (44 mld m

3

), czyli jedną czwartą tego, co dziś eksportuje do Europy.

Ale w 2006 r. Turkmenbaszy się zmarło. Nagle, jak to już nie raz bywało w satrapiach Wschodu. Nowy prezydent - doktor nauk medycznych Gurbanguly Berdymuhammedow - zaczął przywracać w kraju normalne życie. W 2007 r. zaczęły działać pierwsze kawiarnie internetowe; wrócił kalendarz gregoriański; instytuty naukowe i szpitaliki do wiosek. Można już było handlować walutami, pojawiła się giełda, a z nagłówków gazet zniknęły portrety Turkmenbaszy i jego familii.

W tym samym roku odkryto w Turkmenii gigantyczne złoże gazu (16 bln m

3

). Nowy prezydent zażądał więc od Gazpromu cen rynkowych. Przepychanki trwały długo. I gdy wreszcie Rosjanie zgodzili się, to import po nowej cenie trwał jeden kwartał. W kwietniu 2010 r. wybuch starego gazociągu na dobre przerwał związki Gazpromu z Turkmenią.

Tymczasem do Aszchabadu - jednego z najgorętszych miast na świecie (+45 st latem) - zaczęły gorączkowo dobijać się chińskie, amerykańskie i zachodnioeropejskie koncerny z nowymi technologiami i pieniędzmi.

Dziś działa gazociąg, którym gaz z Turkmenii płynie przez Kazachstan i Uzbekistan do Chin z ominięciem Rosji. Kolejny budowany ma być do Indii i Pakistanu oraz do brzegu Morza Kaspijskiego. Turkmenia deklaruje też od początku dostawy dla europejskiego projektu Nabucco.

To wszystko może niepokoić i denerwować rosyjskiego giganta. I pewnie z trudnością dopuszcza do siebie fakt, że z brzydkiego azjatyckiego kaczątka, wyrasta mu pod bokiem coraz bardziej okazały łabędź na wielkim gazie.

Otóż brytyjska firma geologiczna ogłosiła wyniki badań turkmeńskich zasobów i wyszło im, że w tym pustynnym kraju, większym prawie dwa razy od Polski, a zamieszkałym przez niewiele ponad 5 mln ludzi, są drugie co do wielkości złoża gazu na świecie.

Oczywiście drugie po rosyjskich, ale za to łatwiej dostępne, czyli tańsze w eksploatacji i konkurencyjne na świecie. W Rosji nowe złoża leżą albo w Arktyce, albo na Syberii, albo głęboko pod wodą, co czyni wydobycie i sam gaz coraz droższym.

Pozostało 83% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie