Gaz łupkowy najszybciej z Pomorza

Nie chcemy być biernym, ale aktywnym akcjonariuszem spółek poszukujących gazu łupkowego, uwzględniającym interesu kraju - mówi serwisowi Ekonomia24.pl minister skarbu Mikołaj Budzanowski

Aktualizacja: 29.05.2012 10:48 Publikacja: 28.05.2012 15:58

Gaz łupkowy najszybciej z Pomorza

Foto: Fotorzepa, MS Magdalena Starowieyska

Czy po wizycie w Kanadzie rząd jest bliżej opracowania sposobu opodatkowania gazu łupkowego?

Nad pracami w tym zakresie czuwa Minister Środowiska, jakkolwiek wiem, że pewna koncepcja została już wypracowana. Sprawdzane są też inne, zagraniczne rozwiązania dotyczące wydobycia złóż konwencjonalnych i niekonwencjonalnych oraz ich skutki.

Czy to będzie właśnie model kanadyjski?

To będzie model polski i nie warto porównywać go do żadnego innego — norweskiego, izraelskiego czy kanadyjskiego. W samej Kanadzie jest kilka jego wariantów z uwagi na tamtejszy system federalny. Ważniejsze od modelu są inwestycje na terenie Polski spółek kanadyjskich specjalizujących się w wydobywaniu gazu.

Jesteśmy atrakcyjnym rynkiem dla Kanadyjczyków i innych inwestorów zagranicznych ze względu na przychylność władz oraz duże poparcie społeczne do inwestycji w gaz łupkowy, co potwierdziły ostatnie badania Orlenu. Poza tym rynek europejski, gdzie ceny są znacznie wyższe, daje zdecydowanie większą perspektywę na rozwój.

Blokadą jest jeszcze niejasny system opodatkowania, póki co podatek wynosi 2 proc.

Nie wyobrażam sobie, aby w Polsce powstały regulacje podatkowe, które by opóźniły, albo — w najgorszym scenariuszu — zablokowały projekt gazu łupkowego. Byłoby to działanie na niekorzyść skarbu państwa. Nie możemy sobie na to pozwolić. Premier zapowiedział, że będziemy starać się tworzyć prawo sprzyjające rozwojowi inwestycji gazowych w Polsce.

Czyli opodatkowanie w pierwszym okresie, póki inwestycja się nie zwróci, będzie niższe, tak jak jest to w Kanadzie?

Wyobrażam sobie system, który na początkowym etapie w ogóle nie będzie obciążał inwestorów. Podatki pojawią się dopiero wtedy, kiedy faktycznie zaczną na tym zarabiać. Stoimy po tej samej stronie, co inwestorzy, bo spółki skarbu państwa uzyskały prawie 30% przyznanych koncesji poszukiwawczych i muszą być traktowane tak, jak każdy inny inwestor, także zagraniczny. Jest to więc również nasza odpowiedzialność jako akcjonariusza.

Jaka jest procedura wprowadzenia regulacji prawnych?

Gospodarzem tych przepisów jest minister środowiska i ma z pewnością zakreślony harmonogram ich wprowadzania. Otwartym pozostaje jednak pytanie, od którego roku będą one obowiązywały. Ważniejsze jest przyspieszenie prac poszukiwawczych i wydobywczych, niż obciążanie inwestorów podatkiem. Jeśli najpierw nałożymy na nich podatek, pojawi się ryzyko, że projekt się nie powiedzie, szczególnie, że w przypadku gazu łupkowego najważniejsze jest obniżenie kosztów wierceń, a to możemy osiągnąć zwiększając ich skalę, czyli przez ułatwienia inwestycyjne.

Kilka miesięcy temu ogłosił Pan plan intensyfikacji prac poszukiwawczych.

To się dzieje. Orlen analizuje rdzenie z pierwszych odwiertów. W tym roku rozpocząć do 7 odwiertów poszukiwawczych oraz przeprowadzić co najmniej 2 zabiegi szczelinowania. To ostatnie jest kluczowe, by sprawdzić, na ile skała łupkowa jest zasobna w gaz. To samo robi PGNiG. W najbliższych tygodniach rozpoczyna kolejny odwiert na Pomorzu. Właśnie tereny na północy dają dziś największą szansę na rozpoczęcie zagospodarowania złóż w ciągu 36 miesięcy.

Czyli 36 miesięcy do rozpoczęcia wydobycia?

36 miesięcy do przygotowania pierwszej kopalni, czyli grupy 12 odwiertów produkcyjnych, a nie wyłącznie badawczych.

Czy podczas rozmów w Kanadzie planowano wspólne konsorcja firm polskich i kanadyjskich?

Rozmawialiśmy o tym. Głównymi partnerami w Polsce byliby Orlen i PGNiG. To spółki najbardziej zaawansowane w poszukiwaniach i bogatsze w wiedzę po pierwszych odwiertach. Z drugiej strony trzy firmy kanadyjskie. Dwie z nich są już obecne w Polsce, trzecia jest zainteresowana wejściem na nasz rynek. Teraz już wszystko zależy od precyzyjnych rozmów między spółkami, bo mówimy o co najmniej stu odwiertach, które miałyby być wspólnie przeprowadzone.

Niedawno PGiNG ogłosił, że nie ma pieniędzy na dalsze odwierty.

Nigdy nie było mowy o braku pieniędzy na odwierty. Pytanie tylko o skalę wierceń. PGNiG chce ich wykonać jak najwięcej, dlatego poszukuje partnera zarówno zagranicznego jak i polskiego, by rozłożyć ryzyko i pozyskiwać nowe technologie. Stąd szukanie porozumienia z innymi instytucjami, w szczególności spółkami sektora energetycznego.

Polskich czy zagranicznych?

To otwarta kwestia, liczymy na współpracę z podmiotami krajowymi i zagranicznymi tak, jak jest w Kanadzie w przypadku inwestora strategicznego. To, co będzie się liczyło, to konkretna oferta prowadzenia biznesu i ocena korzyści, jakie nasze spółki z tego tytułu osiągną.

Jaka ma być tutaj aktywność KGHM?

KGHM jest mocno zaangażowany w rozmowy z PGNiG. Ma też inny, bardzo ciekawy obszar do zbadania, czyli czerwony spągowiec. To skała występująca głównie w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku. Mogą się w niej znajdować zasoby gazu konwencjonalnego oraz tzw. zaciśniętego. Myślę, że jest duża szansa, że KGHM zaangażuje się w ten projekt.

Pojawił się zarzut, że nawet te najlepsze polskie firmy nie mają takich środków jak zagraniczni potentaci, którzy poza pieniędzmi maja know-how...

...więc najlepiej siedzieć z założonymi rękami i czekać, co przyniesie los. Fundamentalnie nie zgadzam się z taką tezą. Orlen ma potencjał, jeśli chodzi o finansowanie, a pozostałe spółki szukają strategicznych aliansów. Na tym tle nie różnimy się od Kanady, która początkowo również korzystała z usług firm amerykańskich, a obecnie ma już kilka własnych, dużych firm prowadzących wiercenia i szczelinowania. Jeśli chodzi o know-how, to, kto jak nie PGNiG ma największą wiedzę o budowie geologicznej kraju? Polskie spółki wiertnicze od lat 50-tych przeprowadziły ok. 7 tys. odwiertów! Poza tym spółki skarbu państwa nie są od tego, by tylko patrzeć i ewentualnie kopiować. Nie chcemy być biernym, ale aktywnym akcjonariuszem, uwzgledniającym interesu kraju. Mówimy o projekcie, który ma zasięg nie tylko polski, a ogólnoeuropejski. Chętnie porozmawiam z każdym analitykiem giełdowym, który ma przeciwny pogląd.

Wiele krajów w Europie tak zmienia prawo, by zablokować wydobycie gazu łupkowego.

To niebezpieczny trend, ale paradoksalnie Polska może na tym skorzystać, bo pokazujemy inwestorom zagranicznym, że jesteśmy krajem bardzo otwartym na każdego inwestora myślącego poważnie o wydobywaniu gazu. Że Polska to najlepsze miejsce w Europie do robienia dobrego i przewidywalnego biznesu. Rząd na pewno nie będzie blokował wydobycia gazu.

Nie obawia się pan takiego zakazu na poziomi Brukseli?

Sama Komisja Europejska doszła do wniosku, że na ten moment eksploatacja łupków nie niesie większego zagrożenia, co oczywiście nie zwalnia nas z bezwzględnego przestrzegania unijnego prawa środowiskowego. Tym niemniej nie warto robić medialno-politycznego zamieszania. A Polska też ma swoje argumenty: pokazujemy, że projekt „gaz łupkowy" może służyć całej Europie.

Jak?

Jest kryzys, a Europa płaci ogromne pieniądze za gaz. Czasem zapomina się, że Europejczycy rocznie importują gaz za ok. 130 mld. dolarów, a ten rachunek wciąż rośnie i obciąża gospodarkę. Skoro moglibyśmy mieć własny i znacznie tańszy surowiec, możemy pozytywnie wpływać na rozwój gospodarczy całej Unii.

Nasz głos jest w Europie słyszalny?

Dyskusja dopiero nabiera rumieńców. Wystarczy wspomnieć raport Bogusława Sonika i czerwcową sesję na szczeblu Parlamentu Europejskiego poświęconą gazowi łupkowemu. Polska i Wielka Brytania wyróżniają się na tle innych krajów UE, bo postrzegamy gaz łupkowy jako szansę a nie zagrożenia.

Ile będzie kosztował polski gaz łupkowy?

Tu pomocne będzie porównanie do rynków amerykańskich. Jest pewne minimum, które musi zostać spełnione, żeby projekt był opłacalny. To ok. 150-200 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Nawet zakładając, że wydobycie w Polsce będzie droższe  niż w USA, w porównaniu do cen importowych gaz łupkowy może być konkurencyjny.

Kiedy swój program wydobywania uruchamiali Norwegowie stworzyli wspólny instytut norwesko-amerykański, który opracował technologię wydobywania złóż na terenie Norwegii. Chińczycy też stworzyli chińsko-amerykański instytut. Czy możemy spodziewać się czegoś takiego w Polsce?

Mamy taki pomysł, który zainicjowaliśmy z minister nauki panią Barbarą Kudrycką. Projekt pod egidą Narodowego Centrum Badań i Rozwoju ma służyć idei stworzenia technologii dostosowanej do specyficznych, polskich warunków. Współpraca będzie odbywała się między spółkami (m.in. PGNiG, Orlen, Lotos), ARP, Instytutem Nafty i Gazu oraz trzema polskimi uczelniami.

To będzie instytut czy program?

To będzie program badawczy, modelowe rozwiązanie, jakie stosuje Centrum Badań.

Kiedy to wejdzie w życie?

Wszyscy pracują nad tym, żeby projekt rozpoczął się w tym roku.

Czy gaz łupkowy zmienia plany rozwoju energetyki jądrowej?

I łupki, i atom to projekty cywilizacyjne, między którymi nie widzę sprzeczności. Jeśli za dziesięć lat, będziemy wydobywać tyle gazu, ile jest potrzebne polskiemu rynkowi, czyli dodatkowe 10 mld m3, odniesiemy gigantyczny sukces. Będzie to oznaczało po prostu, że mamy swój, polski gaz. Natomiast elektrownia jądrowama tanią, bezemisyjną energię. Jedno nie wyklucza drugiego.

2023 to ostateczna data?

Trudno mieć nadzieję, by powstała wcześniej, wiedząc jakich wymaga procedur, uzgodnień środowiskowych, również międzynarodowych, i budowy w sensie fizycznym.

To oznacza opóźnienie projektu o trzy lata

To nie jest opóźnienie. Budowa trwa 6 lat, a wcześniej trzeba zakończyć długotrwałe procedury administracyjne.

W dokumentach ministerstwa gospodarki widnieje data 2020

Dokument powstał w 2009 r. a tymczasem po Fukushimie zaostrzyły się standardy bezpieczeństwa i trzeba zakładać szerszy horyzont czasu.

Czy przy terminalu w Świnoujściu będzie budowany drugi terminal do skraplania gazu, byśmy mogli go eksportować?

Taką ewentualność trzeba mieć w pamięci. Gdy będziemy pewni możliwości wydobycia większej ilości gazu, będziemy mieli gotowe analizy biznesowe, które pokażą nam, jak ten projekt realizować, w jakim czasie i jakim kosztem, żeby było to opłacalne. Zleciliśmy już przygotowanie takich analiz.

Pod koniec kwietnia, premier mówił, że jest Pan polityczną miotłą w spółkach skarbu państwa. Jak to wygląda w kontekście nominacji szefa PGE?

Rada nadzorcza PGE wybrała w drodze otwartego konkursu profesjonalnego menedżera, a ja, jako apolityczny minister nie wydałem żadnej partyjnej nominacji. Na początku stycznia podpisałem zarządzenie, które bardzo precyzyjnie mówi, że członkowie partii politycznych nie mogą być członkami aparatu zarządczego w spółkach. Jedno od drugiego musi być oddzielone. Inaczej powstaje konflikt interesów.

Politycy Platformy zrozumieli te nowe zasady naboru do spółek?

Najważniejsze spółki skarbu państwa, z sektora energetycznego czy finansowego to notowani na giełdzie globalni gracze. Świat polityki partyjnej to nie świat zarządzania takimi firmami i powinien być oddzielony od polityki.

Brzmi idealistycznie, ale sporo posłów pewnie wciąż przynosi panu CV zaufanych osób.

Nie ważne, czy ktoś przynosi, ale to, co się z takim CV dzieje. A my prostu dbamy, by zmienił się pewien zwyczaj, który czasem funkcjonował w polityce.

Czy ta zasada zejdzie w dół na mniejsze spółki?

Stosujemy ją konsekwentnie. I nie mniej konsekwentnie prywatyzujemy małe spółki. Co tydzień sprzedajemy co najmniej dwie. Tym samym naturalnie przestają być przedmiotem zainteresowania polityków.

Do końca kadencji sprzedane zostaną wszystkie?

Mniejsze tak. Pozostanie kilkanaście kluczowych dla interesu państwa.

Wróci więc pomysł likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa, które nie jest potrzebne, gdy jest kilkanaście spółek?

Zmieniła się rola Ministerstwa. Nadal jesteśmy właścicielami wielu spółek, w tym wielu notowanych na giełdzie i do 2015 r. chcemy realizować cele prywatyzacyjne. Ale jednocześnie nadzorujemy kluczowe projekty inwestycyjne, jak terminal LNG, budowę infrastruktury gazowej oraz modernizację energetyki. Oprócz nowej formuły MSP warto się też zastanowić, jak lepiej wykorzystać pieniądze z prywatyzacji. Jak wykorzystać środki uzyskane z tych udziałów, które planujemy sprzedać? Te pieniądze powinny być dedykowane ważnym celom publicznym.

Pieniądze z prywatyzacji nie mają służyć łataniu dziury budżetowej, lecz iść na konkretny cel?

Warto się zastanowić, jakim celom te pieniądze powinny służyć, ale to temat na dłuższą debatę.

Czy po wizycie w Kanadzie rząd jest bliżej opracowania sposobu opodatkowania gazu łupkowego?

Nad pracami w tym zakresie czuwa Minister Środowiska, jakkolwiek wiem, że pewna koncepcja została już wypracowana. Sprawdzane są też inne, zagraniczne rozwiązania dotyczące wydobycia złóż konwencjonalnych i niekonwencjonalnych oraz ich skutki.

Pozostało 98% artykułu
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Materiał Promocyjny
Nowe finansowanie dla transportu miejskiego w Polsce Wschodniej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Energetyka
Rosyjski szantaż w Famurze. Chcą odkupić udziały warte 70 mln zł za 1 tys. euro
Materiał Promocyjny
Sieć kampusowa 5G dla bezpieczeństwa danych
Energetyka
Rekordowe rządowe subsydia energetyki. Wszystko przez kryzys energetyczny
Energetyka
Inwestycja z pomocą banku