Reklama
Rozwiń
Reklama

Chiński syndrom

Coraz mniej gazu płynie tranzytem przez Ukrainę do Europy. Zamówienia tną nie tylko kraje Unii, ale i Ukraina. Gazprom nerwowo szuka nowych rynków. Chińczycy zacierają ręce

Publikacja: 01.03.2013 10:40

Na gazowym rynku robi się coraz ciekawiej. Ukraina już nie tylko pohukuje o porzuceniu Gazpromu, ale zaczęła działać podpisując umowy na dostawy gazu z Zachodniej Europy przez Polskę, Węgry, Słowację. Dziś Ukraińcy podali, że w styczniu tranzyt rosyjskiego błękitnego paliwa do Europy spadł o 23 proc. rok do roku. Oni sami swoje zakupy zmniejszyli o 1,3 proc.

Sam Gazprom wczoraj przyznał, że udział w europejskim rynku zmniejszył się w minionym roku o jeden punkt procentowy do 26 proc. Ale od razu zapewnił, że do 2030 r. wzrośnie do 32 proc.

Eksperci wątpią i nie chodzi tutaj tylko o kłopoty strefy euro, ale o poszukiwania przez europejskie kraje alternatywnych źródeł i rosnące zakupy na giełdach tańszego LNG. Do ekspansji ze swoim tanim gazem szykują się też Amerykanie. Fitch jest zdania, że i w tym roku rosyjski eksport do Europy będzie spadać.

Gazprom wydaje się mieć świadomość powagi sytuacji, a wszelkie zapewnienia o wzroście to jedynie zasłona dymna dla nerwowych poszukiwań nowych rynków. Od dziesięciu lat Rosjanie nie mogą wejść ze swoim gazem na największy z nich - chiński.

Chcieliby tam sprzedawać gaz tak drogo i tak dużo jak w Europie, ale tutaj napotkali przeszkodę, od której odbiło się przez stulecia już wielu najeźdźców - Chiński Mur. Państwo Środka może przebierać w propozycjach gazowych i nie śpieszy się z podpisaniem kontraktu z Rosjanami. Kupuje tani gaz z Turkmenistanu, buduje swój wielki gazociąg (7500 km) i czeka.

Reklama
Reklama

Wydaje się, że ten moment nadszedł w tym roku. Kreml wydał Gazpromowi polecenie podpisania kontraktu z Chinami do końca roku. A Pekin chce nie tylko tańszego gazu, którego cena będzie powiązana mocniej z rynkiem giełdowym. Prawdopodobnie (negocjacje są objęte tajemnicą), chce też usunięcia klauzuli "bierz lub płać", którą Gazprom dotąd narzucał wszystkim swoim klientom.

Rosjanie potrzebują nie tylko kontraktu na dostawy, ale i chińskiego kapitału dla swoich złóż i inwestycji w zakłady skraplania gazu. Gazprom uwikłany w budowę gazociągu południowego zdaje sobie sprawę, że ta polityczna inwestycja może się skończyć dla koncernu finansową katastrofą. Zdaniem wielu ekspertów koszty rosną i sięgnąć mogą nawet 50 mld euro.

Chińczycy wszystko to dokładnie obserwują. Skłonni są pieniądze wyłożyć, w zamian za udziały w rosyjskich spółkach i złożach Rosji. Podążając drogą nauk Konfucjusza, wiedzą, że cierpliwość musi zostać nagrodzona. Chiński mędrzec nauczał bowiem m.in. "Nie czyń innym tego, czego dla siebie nie pragniesz".

Energetyka
Badanie: Polacy odczuwają wzrost cen prądu. I boją się dalszych podwyżek
Energetyka
Wraca ustawa sieciowa, która umebluje OZE
Energetyka
Grzegorz Lot: Fundamentem idealnego miksu przyszłości będą OZE. Ale to nie wystarczy
Energetyka
Czy Polacy będą uczestniczyć w budowie elektrowni atomowej w Choczewie?
Energetyka
Hub czystej energii na Morzu Północnym?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama