Tani CO2 szkodzi inwestycjom w energetyce

O tym jak ceny uprawnień do emisji CO2 wpływają na gospodarkę dla "Rz" opowiadał Maciej Wiśniewski, prezes Domu Maklerskiego Consus

Publikacja: 28.05.2013 00:08

Tani CO2 szkodzi inwestycjom w energetyce

Foto: Rzeczpospolita, Rafał Klimkiewicz RK Rafał Klimkiewicz

Jak obecne, bardzo niskie ceny uprawnień do emisji CO2 wpływają na inwestycje w energetyce?

Maciej Wiśniewski:

W warunkach cen w przedziale 3–4 euro za jedno uprawnienie można w zasadzie uznać, że działamy w realiach, w których nie ma systemu wsparcia dla niskoemisyjnych źródeł energii i projektów ograniczających emisję. Cały rachunek ekonomiczny dla energetyki można liczyć tak, jakby dodatkowych kosztów ochrony środowiska nie było.

Jednym słowem opłaca się stawiać na węgiel?

Wbrew pozorom taki stan szkodzi inwestycjom. Nie chodzi przecież o to, by w nieskończoność eksploatować stare bloki. W 2016 r. będziemy musieli wyłączyć stare jednostki wytwórcze ze względu na wejście w życie dyrektywy zaostrzającej normy emisji SO2 i NOx, a nowe moce nie powstają, bo są nieopłacalne. Biznes energetyczny opiera się na liczeniu kosztów krańcowych. Dla każdej spółki można oszacować, przy jakiej cenie uprawnień dochodowe byłyby inwestycje ograniczające emisję. Choć to proste, to w Polsce jest bardzo niewiele podmiotów specjalizujących się w takich wyliczeniach.

Mimo niepowodzeń Bruksela wciąż dąży do interwencji na rynku CO2. Czy koszty emisji mogą przez to wzrosnąć?

Nie. Backloading to przeniesienie uprawnień do emisji na późniejsze lata. Według naszych szacunków do końca tego roku nadwyżka na terenie całej UE wyniesie 2 mld uprawnień, czyli mniej więcej jednoroczne zapotrzebowanie. Zatem przeniesienie 900 mln o dwa lata, jak chce Komisja Europejska, tak naprawdę nic nie daje. Chyba że zostaną zastosowane inne środki. Na przykład interwencyjny skup czy rozszerzenie popytu na te uprawnienia poprzez objęcie systemem handlu prawami do emisji kolejnych działów gospodarki.

To realne?

Tak, i dla Polski mogłoby okazać się wskazane. Z emisji rozliczyć muszą się nie tylko poszczególne branże, ale i kraje jako całość. Staramy się wyliczyć, jak ten bilans wypadnie w przypadku Polski, choć jest to bardzo trudne. Może się okazać, że jeśli rząd podliczy, ile poszczególne sektory, w tym np. rolnictwo, leśnictwo itp., wyemitowały, to nam jako państwu tych uprawnień jednak brakuje. Tego jeszcze nie wiemy. W niekorzystnym scenariuszu moglibyśmy się bronić, dokupując nadwyżkowe uprawnienia z ETS.

Jak powinny w tej sytuacji działać firmy przemysłowe, które dużo emitują?

Rynek CO2 jest na dziś tak niepewny, że według mnie firmy objęte ETS powinny już teraz zacząć kupować uprawnienia i zabezpieczać się na przyszłość. Mogą to zlecać traderom lub brokerom, czyli domom maklerskim. Obecnie następują w tej kwestii bardzo istotne zmiany – wchodzą w życie unijne regulacje REMIT, EMIR i MIFID II. W związku z nimi już niedługo w obrocie prawami do emisji będą mogły uczestniczyć wyłącznie podmioty wymienione w specjalnym rejestrze, analogicznie jak na rynku finansowym. Na to energetyka musi już teraz się przygotować, żeby uniknąć sytuacji, że podmiot, który przez lata w czyimś imieniu dokonywał transakcji na rynku CO2, z dnia na dzień będzie musiał zakończyć współpracę, ponieważ nie spełnił warunków określonych w dyrektywie.

Jak obecne, bardzo niskie ceny uprawnień do emisji CO2 wpływają na inwestycje w energetyce?

Maciej Wiśniewski:

Pozostało 97% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie