Gazprom przykręca kurek Europie Środkowej

Kraje naszego regionu dostają mniej gazu, niż zamawiają, by nie przesyłały go na Ukrainę.

Publikacja: 03.10.2014 01:57

Kraje naszego regionu dostają mniej gazu, niż zamawiają, by nie przesyłały go na Ukrainę.

Kraje naszego regionu dostają mniej gazu, niż zamawiają, by nie przesyłały go na Ukrainę.

Foto: Bloomberg

Rosyjski Gazprom ograniczył o połowę dostawy gazu na Słowację w stosunku do zgłaszanego przez ten kraj zapotrzebowania. Z kolei w naszym kraju zlecenia składane bezpośrednio przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo są redukowane w ostatnich daniach o mniej więcej 1/3. Czasowe cięcia dostaw obejmowały ostatnio również Czechy, Węgry, a nawet Austrię i Niemcy. Do tego grona dołączyły też Włochy.

– Rosja, ograniczając dostawy gazu do państw Europy Środkowej, chce przede wszystkim uniemożliwić lub przynajmniej utrudnić przesył surowca rewersem z Polski, Słowacji i Węgier na Ukrainę. Chodzi o to, aby Kijów nie mógł napełnić posiadanych magazynów i w konsekwencji nie był w stanie zimą realizować dostaw do finalnych odbiorców, tym samym pozostając na łasce Moskwy – mówi Paweł Nierada, ekspert Instytutu Sobieskiego.

Rozumowanie Putina

Dodaje, że działania Gazpromu wobec Polski i innych państw regionu mają także wymiar propagandowy. Mają nam przypomnieć, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od dostaw błękitnego paliwa z Rosji.

– Przy okazji Moskwa sprawdza stopień naszego uzależnienia. Innymi słowy, chce zobaczyć, czy i jak reagujemy na ich działania, także w kontekście wewnątrzunijnej solidarności – uważa Nierada.

Jeśli faktycznie Rosjanie chcieli wstrzymać dostawy gazu z Europy Środkowej na Ukrainę, to na razie się im to nie udaje. Z Polski trafia tam dziennie około 4 mln m sześc. błękitnego paliwa. Więcej na Ukrainę nie możemy eksportować ze względu na ograniczone moce przesyłowe.

Gaz na Ukrainę przesyłany jest również z terytorium Słowacji. To z tego kraju Kijów może obecnie pozyskiwać zdecydowanie najwięcej surowca. Jedynie Węgry wstrzymały eksport, tłumacząc to koniecznością uzupełnienia własnych magazynów przed zbliżającą się zimą.

Marcin Tarnowski, ekspert Instytutu Kościuszki, na sprawy dostaw gazu do Europy patrzy przez pryzmat polityki prowadzonej przez prezydenta Rosji Władimira Putina. Zwraca uwagę, że surowce energetyczne Moskwa od dawna traktuje jako narzędzie w osiąganiu swoich celów. Problem w tym, że dziś nie do końca wiadomo, co tak naprawdę chce uzyskać.

– Słowacy w wielu sprawach byli sojusznikami Rosji na forum UE. Ograniczanie im dostaw z zachodnioeuropejskiego punktu widzenia jest zatem trudne do wytłumaczenia – mówi Tarnowski. Dodaje, że według Moskwy takie działanie może być jednak w pełni racjonalne. Jego zdaniem Putin, obiecując rodakom stworzenie Wielkiej Rosji, chce pokazać, kto tak naprawdę w kluczowych dla Europy sprawach rozdaje kraty.

Polska bezpieczna

Dalsze ograniczanie dostaw gazu przez Rosjan może mieć dużo poważniejsze skutki dla Słowacji niż dla Polski. – Nasi południowi sąsiedzi niemal w całości swoje zapotrzebowanie na błękitne paliwo zaspokajają importem ze Wschodu. Uzależnienie Polski, choć znaczne, jest dużo mniejsze, a w przyszłym roku, jeżeli zostanie oddany do użytku terminal na gaz LNG, może wręcz zniknąć – uważa Nierada.

Wylicza, że już teraz około 12,5 mld m sześc. surowca jesteśmy w stanie pozyskiwać z innych źródeł niż import z Rosji. Dziś, przy krajowym zapotrzebowaniu rzędu 15–16 mld m sześc. rocznie, brakowałoby nam 2–3 mld, ale jedynie przy założeniu, że Gazprom całkowicie zaprzestałby dostaw. Przy obecnych ograniczeniach ryzyko wystąpienia w Polsce poważnego niedoboru surowca jest dość małe.

PGNiG brakujące ilości surowca uzupełnia importem z Niemiec i Czech. To na razie wystarcza, aby zaspokajać potrzeby krajowych odbiorców, bez konieczności naruszania zapasów. Magazyny PGNiG mogą oficjalnie pomieścić 2,6 mld m sześc. gazu i w takiej ilości jest on w nich zgromadzony. Niezależnie od tego spółka zwiększa zapasy, gdyż potrzebuje surowiec do rozbudowywanych obiektów nieujętych w oficjalnych statystykach.

Z informacji „Rz" wynika, że w rozbudowywanych obiektach może pomieścić nawet 0,5 mld m sześc. Nie wiadomo jednak, kiedy będzie możliwość wykorzystania gromadzonego zapasu.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora, t.furman@rp.pl

Topnieją zyski giganta

Gazprom, zmniejszając dostawy gazu ziemnego do państw Europy Środkowej, sam może popaść w poważne kłopoty. Po pierwsze, przez takie działania mocno ogranicza swoje przychody i zyski. Dzieje się tak nie tylko ze względu na mniejszy wolumen sprzedawanego surowca, ale również stosunkowo niskie ceny, nadal mocno powiązane z kursem ropy naftowej, która ostatnio tanieje. Nie można też zapomnieć o mniejszych zakupach realizowanych przez Europę Zachodnią i całkowicie wstrzymanych latem dostawach na Ukrainę. W tej sytuacji Gazprom nie ma w tym roku szans na powtórzenie wyniku z 2013 r., gdy do Europy przesłał łącznie 162,7 mld m sześc. błękitnego paliwa. Dodatkowo prezydent Rosji, czyniąc z tego surowca narzędzie do walki politycznej z innymi krajami, musi się liczyć z utratą w przyszłości niektórych rynków. Wiele państw rozbudowuje infrastrukturę i dywersyfikuje dostawy gazu ziemnego, ograniczając do minimum kontrakty z nieprzewidywalnym partnerem.

Rosyjski Gazprom ograniczył o połowę dostawy gazu na Słowację w stosunku do zgłaszanego przez ten kraj zapotrzebowania. Z kolei w naszym kraju zlecenia składane bezpośrednio przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo są redukowane w ostatnich daniach o mniej więcej 1/3. Czasowe cięcia dostaw obejmowały ostatnio również Czechy, Węgry, a nawet Austrię i Niemcy. Do tego grona dołączyły też Włochy.

– Rosja, ograniczając dostawy gazu do państw Europy Środkowej, chce przede wszystkim uniemożliwić lub przynajmniej utrudnić przesył surowca rewersem z Polski, Słowacji i Węgier na Ukrainę. Chodzi o to, aby Kijów nie mógł napełnić posiadanych magazynów i w konsekwencji nie był w stanie zimą realizować dostaw do finalnych odbiorców, tym samym pozostając na łasce Moskwy – mówi Paweł Nierada, ekspert Instytutu Sobieskiego.

Pozostało 83% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie