Atomowe rozterki Amerykanów

U.S. President Donald Trump, right, shakes hands with Andrzej Duda, Poland's president, during a Polish-American reception in the East Room of the White House in Washington, D.C., U.S./Bloomberg

Wola polityczna, linia kredytowa, gwarancje bezpieczeństwa – to te czynniki mogą przesądzić o tym, czy Polska będzie mogła realizować swoje nuklearne ambicje. Nawet jeżeli plany rządu w Warszawie są poważne, to dotychczasowe doświadczenia nie wyglądają nazbyt zachęcająco.

 

Osobiście uważam, że w Polsce nie ma woli politycznej i gotowości, by rozwijać w określonej przyszłości energetykę jądrową. Taki rozwój wymaga definitywnie porozumienia ponad podziałami partyjnymi – mówi nam prof. Wacław Gudowski z Królewskiego Instytutu Technologii w Sztokholmie. Podpisane podczas wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w USA Memorandum of Understanding o niczym nie przesądza. – To wizerunkowe działanie, które nie determinuje konkretów – potwierdza.

Bardziej optymistyczny jest Tony Housh, szef American Chamber of Commerce in Poland (AmCham). – Krótko mówiąc: tak, amerykańskie firmy z tej branży interesując się planem budowy elektrowni nuklearnej w Polsce – odpowiada na nasze pytania Housh. Przyznaje jednak, że sygnały potencjalnego zainteresowania jego izba dostawała częściej w poprzednich latach niż w ostatnim czasie. – To kwestia tego, jaką postać przybierze ten długoterminowy plan – dodaje.

 

CZYTAJ TAKŻE: Bajka o atomie

 

Być może słowa te należałoby interpretować jako oczekiwanie, by polski program energetyki jądrowej zaczął być realizowany z jakąś konsekwencją – dotychczasowe doświadczenia bowiem nie wyglądają nazbyt zachęcająco. Dedykowana energetyce nuklearnej spółka, należąca do Grupy Kapitałowej PGE, istnieje już niemal dziesięć lat i wiele nie zwojowała. – Ale jeśli „linia kredytowa”, o której była mowa w Waszyngtonie, zostanie otwarta: sytuacja może zmienić się radykalnie – zastrzega Gudowski.

 

Pytanie tylko, czy Amerykanie wciąż uważają Polskę za atrakcyjnego partnera. – Generalnie, amerykański biznes ma do polskiego rynku sentyment, pozytywne uczucia – dowodzi Tony Housh. Cóż, patrząc w historycznej perspektywie, nie sposób zaprzeczyć: z danych zawartych choćby w raporcie „Co przyniosły inwestycje zagraniczne. Wpływ na gospodarkę Polski w ostatnim ćwierćwieczu”, opracowanym przez Politykę Insight i dotyczącym lat 1990-2015, Amerykanie uplasowali się na drugiej po Niemcach pozycji pod względem zaangażowania nad Wisłą: 10,9 proc. wszystkich FDI ze wspomnianego ćwierćwiecza były to pieniądze zza Atlantyku.

 

Nuclear power plant/Bloomberg

 

Ale już w podsumowaniu Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu za 2017 r. kapitał amerykański wylądował na ósmej pozycji, za Czechami, Węgrami czy Austriakami. W tamtym roku Amerykanie zainwestowali w Polsce równowartość 468,5 mln euro, podczas gdy Niemcy – ponad 3 mld euro, Luksemburczycy – prawie 3 mld euro, a Węgrzy (5. pozycja) – 894 mln euro.

Może to dołek, który pojawił się naturalnie. Klimatu inwestycyjnego nie poprawiają jednak zarówno pomysły na ograniczanie możliwości graczy zza granicy na poszczególnych rynkach, ani przygody poszczególnych amerykańskich firm w Polsce, od TVN począwszy po – w branży energetycznej – Invenergy, która zarzuciła polskim władzom brak ochrony inwestycji i idące w setki miliony dolarów straty na swoich inwestycjach w farmy wiatrowe. Firma żąda od Polski 700 mln dolarów odszkodowania, w zeszłym roku rozpoczęła proces arbitrażu.

 

CZYTAJ TAKŻE: Kupimy więcej gazu z Ameryki

 

Klimat byłby oczywiście lepszy, gdyby tej sprawy nie było – przyznaje Tony Housh. Wskazuje też, że każdy projekt ma swoją specyfikę i niewątpliwie rządowe gwarancje bezpieczeństwa inwestycji odgrywają w nim istotną rolę.

 

Z drugiej strony znaczenie też mają obiekcje środowiska polskich specjalistów co do możliwości amerykańskiego przemysłu nuklearnego. – USA mają bardzo niewiele do zaoferowania Polsce. Z wyjątkiem może tzw. Generacji IV, czyli „reaktorów przyszłości”, np. HTGR-ów (High Temperature Gas Cooled Reactors), gdzie współpraca Świerku (Narodowe Centrum Badań Jądrowych – przyp. red.) z jednym z nielicznych amerykańskich partnerów mogłaby uskrzydlić energetykę jądrową – przekonuje prof. Gudowski.

 

U.S. President Donald Trump, right, walks with Andrzej Duda, Poland’s president, through the Colonnade of the White House in Washington, D.C., U.S. /Bloomberg

 

Te obiekcje nie biorą się znikąd. – Dwa reaktory w budowie właśnie anulowano. Westinghouse, niegdyś awangarda branży, upadła w 2017 r. i została przejęta przez Kanadyjczyków. Kłopoty uderzyły w kapitał ludzki: techników, inżynierów i innych specjalistów. Dziś to biznes żyjący na kroplówce – podsumowywał w marcu br. magazyn „National Interest”. W latach 2013-2025 zostanie zamknięte w sumie 14 elektrowni atomowych w USA, mniej więcej połowa z działających liczy sobie prawie pół wieku, spada ilość energii, jakie branża zapewnia w miksie energetycznym (dziś to 20 proc.). Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym kontekście przyszłość „polskiego atomu” również rysuje się mgliście.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Nowy czempion zmian w polskiej energetyce

Transformacja polskiej energetyki przyspiesza, choć odbywa się w trudnym otoczeniu regulacyjnym i biznesowym – ...

Pierwszy lot samolotu elektrycznego w Finlandii

Pipistrel Alpha Electro to pierwszy samolot elektryczny, który odbył swój dziewiczy lot w Finlandii. ...

Dziewięć stref gazowego bezpieczeństwa w Europie

Komisja Europejska opracowała strategię, która ma zmniejszyć zależność od dostaw gazu z Rosji i ...

Atomowe plany sąsiada

Amerykańsko-japoński koncern Westinghouse może zbudować na Ukrainie zakłady paliwa jądrowego. To by uwolniło branżę ...

Rekordowe wydobycie OPEC

Oficjalnie rozmawiają o zamrożeniu wydobycia, a tak naprawdę pompują na najwyższych obrotach. W kwietniu ...

Ceny ropy szukają dna

Ropa naftowa jest najtańsza od 7 lat, kiedy to światowy kryzys finansowy zdusił gospodarkę ...