Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na jakim poziomie spółki energetyczne złożyły wnioski o podwyżki taryf na energię i jak do tych propozycji podchodzi regulator rynku.
  • Jaki jest kluczowy powód, dla którego drastyczne podwyżki cen prądu dla gospodarstw domowych prawdopodobnie nie wejdą w życie.
  • Jaką rolę w kształtowaniu cen dla odbiorców końcowych odgrywają notowania na Towarowej Giełdzie Energii oraz strategie zakupowe firm.
  • Z jakimi konsekwencjami finansowymi dla spółek energetycznych wiązało się dotychczasowe utrzymywanie cen taryfowych poniżej kosztów.

Jeśli takowe stawki utrzymałyby się po weryfikacji stawek przez Urząd Regulacji Energetyki oznaczałoby to podwyżki średnio o ok. 200 zł za sam rachunek w skali roku (przy założeniu zużycia na poziomie 2 MWh). Tych jednak raczej nie będzie. Wybory są za pasem.

O ile ceny prądu mogłyby wzrosnąć? 

Jak informowaliśmy w ub. tygodniu spółki energetyczne złożyły już wnioski taryfowe na przyszły rok. Urząd Regulacji Energetyki jak i same spółki energetyczne nie chcą jednak oceniać zaproponowanych stawek ani tym bardziej podawać ich wysokości. Nam jednak udało się ustalić w trzech niezależnych od siebie źródłach, że wnioski taryfowe za samą energię elektryczną na przyszły rok miały zostać złożone na poziomie ok. 600 zł za MWh. Stawka na ten rok wynosiła ok. 495 zł za MWh. Teraz ruszają negocjacje ze spółkami energetycznymi dlatego też takie poziomy, jakie chciałby spółki nie zostaną utrzymane. Wnioski taryfowe trafią na sito weryfikacyjne prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.

Czytaj więcej

Na giełdzie znów rosną ceny prądu i gazu. Co to oznacza dla naszych portfeli?

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki Renata Mroczek podczas konferencji Dolnośląskiego Instytutu Studiów Energetycznych (DISE) 14 października przekazała, że wnioski taryfowe zostały złożone przez wszystkie zobligowane do tego spółki energetyczne (PGE, Enea, Tauron, Energa) i gazowe (Orlen).

Pytanie o ceny na przyszły rok jest tym bardziej zasadne, że obserwowane na Towarowej Giełdzie Energii ceny energii na 2027 r. wzrosły we wrześniu (średnia miesięczna) do ponad 550 zł za MWh. –Jak tłumaczyła prezes, bieżące ceny energii na Towarowej Giełdzie Energii nie przekładają się bezpośrednio na wysokość przyszłych taryf, ponieważ spółki kontraktują energię z wyprzedzeniem, więc aktualne ceny giełdowe nie determinują wprost wysokości taryf. – URE prowadzi własne, niezależne analizy kosztów zakupu energii w oparciu o modelowy, idealny portfel zakupowy, nie przyjmując bezrefleksyjnie danych ze spółek – powiedziała.

Czytaj więcej

Zła wiadomość dla Polaków. Ceny energii i gazu na giełdzie najwyższe od 3-4 lat

To właśnie argument możliwości kupowania energii na przyszły rok wcześniej (aniżeli sierpniowe i wrześniowe wzrosty) to argument, aby zmniejszyć poziom zaproponowanych stawek przez spółki. Co do zasady spółki kontraktują się na poziomie ok. 80 proc. zapotrzebowania dla klientów na rok następny. Okres kontraktacji kończy się zwyczajowo w październiku. Wówczas spółki podejmują decyzję, czy zabezpieczają portfel dostaw energii w 100 proc. czy jednak zakładają, że w przyszłym roku może być taniej i zamierzają kupować brakujące wolumeny na rynku spotowy.

Z czego wynikają podwyżki cen prądu i dlaczego do nich nie dojdzie 

TGE opublikowała podsumowanie wrześniowego handlu energią elektryczną, gazem i zielonymi certyfikatami. Ceny osiągnęły najwyższy poziom od 3–4 lat. Średnia cena prądu na Rynku Dnia Następnego (prąd kupowany z dnia na dzień) wyniosła 666,68 zł/MWh, o 83,02 zł/MWh wyżej niż w sierpniu. Na rynku terminowym energii elektrycznej (RTPE) średnia cena kontraktu rocznego z dostawą w 2027 r. (BASE_Y-27) wyniosła we wrześniu 555,77 zł/MWh (wzrost miesiąc do miesiąca o 60,25 zł/MWh m/m).  Wysokie ceny energii są pochodzą wysokich cen gazu, które rosną w efekcie przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie. Te wzrosty cen wywołały debatę, czy spółki energetyczne nie złożą wniosków taryfowych wyższych od tych, które zostały przyjęte na poziomie ok. 495 zł za MWh (mowa o samej energii). Biorąc pod uwagę także możliwe wzrosty taryf dystrybucyjnych, pojawia się pytanie, czy finalny rachunek za prąd w taryfie G11 (gospodarstw domowych) nie wzrośnie. Tu pojawiają się rynkowe analizy mówiące o wzroście ok. 200 zł za MWh. Rząd nie będzie chciał do tego dopuścić, co stawia spółki energetyczne pod presją, aby zejść za zaproponowanych stawek, które mają co do zasady pokryć koszty zakupu energii na giełdzie z niewielką marżą. Spółki jednak od kilku lat na taryfie G11 nie zarabiają a wręcz tracą. W 2026 r. spółki musiały dokonać odpisów aktualizacyjnych o łącznej kwocie 1,02 mld zł. Jeśli chodzi o rok następny nie jest wykluczone, że i tym razem będzie podobnie i to ponownie spółki będą zmuszone zapłacić za brak podwyżek cen energii. Czy tak się stanie? Trzeba poczekać do grudnia, a więc do decyzji prezes URE.

Jak słyszymy, średnia cena energii na TGE na rok następny jest wyższa w tym roku o ok. 50 zł za MWh. Spółki jednak muszą także wziąć pod uwagę, że już ceny na ten rok – względem ich szacunków – nie pozwalały w pełni pokryć taryfy G11 z której korzysta kilkanaście mln gospodarstw domowych. Mowa o kwocie ok. 50 zł. Stąd też podwyżki na MWh mogłyby wynieść 100 zł.

Czytaj więcej

Aktualizacja strategii PGE zakłada wydatki na atom i marginalizację roli węgla

Mogłyby, ale tak się nie stanie bo politycy do tego nie dopuszczą. Możliwości atrakcyjniejszego zakontraktowania wolumenu energii na 2027 r. sugerował w rozmowie z „Parkietem” minister energii Miłosz Motyka. Jak tłumaczył, spółki energetyczne zabezpieczają dostawy na następny rok przez 12 miesięcy, a nie przez kilka tygodni. - Firmy mogły kontraktować energię, kiedy były ku temu możliwości i było taniej. I bardzo często to robiły. Nie mnie oceniać politykę zakupową spółek. Poza tym, bądźmy też szczerzy, że spółki energetyczne w ostatnich latach nie mogą narzekać na warunki rynkowe i legislacyjne czy dodatkowe fundusze, które wspomagały ich rozwój. Patrzmy na cały obrazek- mówił Motyka dodając jednak, że rząd widzi co dzieje się na giełdzie.

Z czego składa się nasz rachunek za prąd?

Przypomnijmy, że sam rachunek za prąd składa się z opłat za sprzedaż energii oraz opłat dystrybucyjnych. Opłata za sprzedaż energii (największy udział w rachunku za energię, ok. 60 proc. jego wartości) to koszt zużycia energii wynikający z posiadanej grupy taryfowej (najczęściej G11). Jest to opłata zmienna, zależna od ilości pobranej energii. W tej części rachunku może też znaleźć się opłata handlowa – jeśli klient korzysta z oferty lub cennika zawierającego taką opłatę (ta występuje najczęściej w ofertach sprzedażowych poza taryfą). Opłaty dystrybucyjne to koszty dostarczania energii do odbiorców. Dzielą się na dwie podgrupy (wedle podziału URE): opłaty na rzecz dystrybutora i opłaty wsparcia (tzw. transformacyjne). Do tej pierwszej grupy zaliczamy opłatę sieciową stałą, opłatę sieciową zmienną, opłatę abonamentową i opłatę jakościową. Druga grupa to tzw. opłaty wsparcia i jest związana z finansowaniem mechanizmów wsparcia, niezbędnych w procesie transformacji i liberalizacji rynku energii. Zalicza się do nich opłatę przejściową, opłatę mocową, opłatę OZE i opłatę kogeneracyjną. Wraz z postępującą transformacją to ta podkategoria może rosnąć i stanowić coraz większy udział w naszym rachunku za prąd. Taryfy dystrybucyjne z tego co słyszmy mogą zmienić się niewielkim stopniu.