Rosnące napięcia geopolityczne w naszym regionie Europy każą postawić pytania o wydolność polskiej gospodarki na wypadek niespodziewanych wrogich działań. Od kilku miesięcy słychać przecież o rosnącym ryzyku testowania przez Rosję odporności państw NATO. W tych scenariuszach pojawiają się wątki energetyczne, tymczasem nasze bezpieczeństwo w ostatnich latach w coraz większym stopniu zależy od sytuacji na Bałtyku. Widać to zwłaszcza w przypadku ropy i gazu.

Dostawy gazu zależne od terminala i bałtyckiej rury

Transformacja energetyczna wymusiła w ostatnich latach zwiększenie wykorzystania gazu ziemnego, mniej emisyjnego niż węgiel. Sami wydobywamy tylko ok. 3,5 mld m3 gazu rocznie. To zaspokaja tylko 1/3 naszych potrzeb, które w 2025 r. sięgnęły ok. 18 mld m3. Opieramy się więc na imporcie.

Czytaj więcej

Unijny komisarz radzi oszczędzać energię na zimę. Ceny gazu znów rosną

Przez gazociąg Baltic Pipe, łączący Polskę poprzez Danię z gazociągami norweskimi, importujemy ok. 8,2 mld m3 gazu (46 proc. importu). Poprzez terminal LNG w Świnoujściu sprowadzamy 7,7 mld m3 (43 proc.). Kolejne trasy są już lądowe: z Niemiec płynie 1,2 mld m3 rocznie, czyli 6 proc. importu, z kierunku czeskiego, słowackiego i litewskiego – poniżej 5 proc.

To terminal LNG, ze względu na swoją elastyczność, jest naszym „lewarem bezpieczeństwa” na wypadek zawirowań na rynku, bo pozwala na dostawy surowca z każdego kierunku na świecie. Jak informuje nas Gaz-System, terminal LNG pracuje obecnie na poziomie ponad 90 proc. swoich mocy.

– Skalę wykorzystania terminala najlepiej pokazują ilości gazu przekazywane do krajowego systemu przesyłowego. Jeszcze w latach 2020-2021 trafiało tam ok. 3,5 mld m3 rocznie. W kolejnych dwóch latach wolumen ten wzrósł do średnio ok. 5,8 mld m3 rocznie – wylicza operator systemu przesyłowego Gaz-System.

Gazociągi, ropociągi i terminale w Polsce

Gazociągi, ropociągi i terminale w Polsce

Foto: Rzeczpospolita

W ubiegłym roku do systemu przesłano 7,7 mld m3 gazu. To efekt zakończenia drugiego etapu rozbudowy (m.in. nowe nabrzeże dla statków i trzeci zbiornik LNG). Warto pamiętać, że część LNG nie jest regazyfikowana i nie trafia do sieci – w postaci skroplonej jedzie cysternami do odbiorców w kraju i za granicą.

Orlen przekonuje nas, że to Norweski Szelf Kontynentalny pozostaje jednym z najważniejszych kierunków rozwoju działalności wydobywczej grupy. Oferuje – jak tłumaczy spółka – przewidywalne warunki prowadzenia działalności oraz dostęp do znaczących zasobów gazu ziemnego.

– Gaz pochodzący z własnego wydobycia Orlenu w Norwegii, dostarczany do kraju za pośrednictwem Baltic Pipe, uzupełnia wolumeny pozyskiwane w ramach portfela długoterminowych kontraktów gazowych realizowanych przez Grupę Orlen, wspierając dywersyfikację źródeł zaopatrzenia – zapewnia nas Orlen.

Największa część importowanego dotąd LNG pochodziła z USA. Sprowadzano go też z Norwegii, Kataru oraz Trynidadu i Tobago.

Czytaj więcej

Czarna prognoza dla ropy i gazu z Rosji. Wydobycie na poziomie ZSRR

Pełna zależność Polski od importu ropy drogą morską

Jeszcze większa, bo 100-proc. zależność od Bałtyku występuje w przypadku dostaw ropy naftowej. Trafiają one do Polski poprzez gdański Naftoport, zarządzany przez PERN (operator infrastruktury w zakresie przesyłu, magazynowania oraz przeładunku ropy naftowej i paliw). Dostawy te zaspokajają całość zapotrzebowania dwóch polskich rafinerii. – Terminal, infrastruktura magazynowa i transportowa PERN tworzą system, który jest podstawowym elementem bezpieczeństwa zaopatrzenia polskich rafinerii – podkreśla operator przesyłu.

W całym 2025 r. Naftoport przyjął 37,4 mln ton ropy z 379 statków oraz 531,6 tys. ton produktów naftowych z 28 jednostek. W pierwszym półroczu 2026 r. było to odpowiednio 17,23 mln ton ropy ze 182 statków oraz 749,4 tys. ton produktów z 39. Import paliw przez hub w Dębogórzu (baza paliw i stanowisko przeładunku w Porcie Gdynia) wyniósł 2,5 mln m sześc. w 2025 r. i 1,4 mln m sześc. w pierwszej połowie 2026 r.

Ropa naftowa dostarczana do polskich rafinerii pochodzi m.in. z Bliskiego Wschodu, Morza Północnego, Afryki i obu Ameryk. W obliczu wojny na Bliskim Wschodzie Orlen pozyskuje dodatkowe jej ilości z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii i Ameryk – na potrzeby jego zakładów w Polsce, Czechach i na Litwie. Uzupełnieniem portfela dostaw jest kontrakt z norweskim Equinorem.

Czytaj więcej

Schwedt poza planami Orlenu. Ryzyko rosyjskiej kontroli hamuje decyzje

Naftoport obsługuje dostawy ropy przede wszystkim dla dwóch polskich rafinerii – w Płocku i Gdańsku. Za pośrednictwem systemu rurociągów PERN surowiec trafia również do dwóch rafinerii w Niemczech: Leuna i PCK Schwedt. Produkty naftowe rozładowywane w Naftoporcie trafiają z kolei do rafinerii w Gdańsku.

Wzrost importu węgla w pierwszym półroczu 2026 r.

Diametralnie odmienna perspektywa jest w przypadku węgla kamiennego energetycznego. Krajowe kopalnie na Śląsku i LW Bogdanka zabezpieczają niemal w 100 proc. potrzeby polskich elektrowni. W 2025 r. wydobyły ok. 30,5 mln ton węgla, z czego 22,7 mln trafiło do energetyki zawodowej. Import węgla do celów energetycznych wyniósł w ubiegłym roku 5,3 mln ton, dla sektora bytowo-komunalnego.

Dostęp do węgla  z polskich kopalń, nadającego się dla gospodarstw domowych, jest ograniczony, dlatego do składów trafia też węgiel z Kazachstanu (lądem) oraz Kolumbii i USA (morzem). Jego import z Kazachstanu wyniósł w 2025 r. 3,6 mln ton, z Kolumbii 1,4 mln ton, a z USA 0,7 mln ton. Z kazachskim w październiku pojawiły się problemy, gdy Rosja czasowo zablokowała tranzyt koleją. Dlatego porty węglowe to istotny element łańcucha dostaw.

Czytaj więcej

Polska marynarka doczeka się Huraganu. Rusza budowa ostatniej fregaty z programu Miecznik

Jak informuje nas Port Gdański, w całym 2025 r. przeszło przezeń 6,6 mln ton węgla z importu. W pierwszym półroczu 2026 r. import wyniósł nieco ponad 4 mln ton, wobec ok. 2,7 mln ton w tym samym okresie ubiegłego roku. To wzrost aż o 50,7 proc. r/r., związany głównie z większym zapotrzebowaniem w czasie surowej zimy.

Import surowców do Polski. Słabe punkty bezpieczeństwa są na morzu

Ta wysoka zależność od importu surowców energetycznych każe zapytać, jak jest chroniona infrastruktura do ich transportu. Gaz-System, PERN i Orlen zapewniają, że w sposób ciągły, a także adekwatnie do sytuacji geopolitycznej oraz identyfikowanych zagrożeń, podejmują wszelkie niezbędne działania związane z ochroną infrastruktury, a także zagwarantowaniem ciągłości działania.

– Ochrona obiektów ma wymiar systemowy i wielowymiarowy, łącząc ochronę fizyczną z zabezpieczeniami technicznymi, cyberbezpieczeństwem i procedurami reagowania na zagrożenia – zapewniają solidarnie operatorzy. Współpracują ze służbami oraz instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo i porządek publiczny, a także Siłami Zbrojnymi RP.

Infrastruktura krytyczna na Bałtyku

Infrastruktura krytyczna na Bałtyku

Foto: PAP

Eksperci wskazują jednak na luki systemu. Mówiąc o ochronie infrastruktury na Pomorzu, należy oddzielić jej ochronę na Bałtyku od tej na lądzie. Kluczową rolę odgrywa rozpoznanie bliskiego i dalekiego zasięgu. Wokół obiektów morskich, takich jak farmy wiatrowe, platformy wydobywcze, są tzw. strefy zamknięte. Jeśli pojawi się w nich jakiś obiekt, wykrywany jest za pomocą systemów hydroakustycznych lub rozpoznania technicznego.

– Natomiast nie przewidzieliśmy, że za pomocą takich urządzeń, jak drony, będzie atakowana infrastruktura energetyczna. Występuje tutaj wąskie gardło. Podobnie jak reszta świata nie wiemy, jak zareagować – mówi wprost prof. Piotr Mickiewicz, kierownik Zakładu Studiów Strategicznych i Bezpieczeństwa na Uniwersytecie Gdańskim. – Prawo morza zezwala bowiem, aby w przestrzeni powietrznej i morskiej, niebędącymi wodami terytorialnymi, obiekty wojskowe mogły prowadzić ćwiczenia z pełnym uzbrojeniem. Jak duży to problem, pokazały incydenty na Morzu Czarnym sprzed ostatnich dni – podkreśla.

Jak wskazuje ekspert, kolejne wyzwanie w ochronie takiej infrastruktury to brak prawnej możliwości zestrzeliwania takich intruzów. – My nie możemy w międzynarodowej przestrzeni powietrznej zestrzeliwać obcego obiektu – wskazuje prof. Piotr Mickiewicz. I podkreśla, że należy tu poszukiwać rozwiązań prawnych i technicznych. Jednym z nich mogłoby być zakłócanie sygnału urządzenia zagrażającego naszej instalacji.

Czytaj więcej

Sondaż: Większość Polaków nie wierzy, że Trump przyspiesza koniec wojny na Ukrainie

Polski system energetyczny połączony jest ze szwedzkim za pomocą podmorskiego kabla SwePol Link. Polskie Sieci Elektroenergetyczne, operator polskiej jego części, informują nas, że w celu ochrony tej infrastruktury „analizują nowe rozwiązania techniczne i operacyjne” mające zwiększyć poziom bezpieczeństwa. – Blisko współpracujemy m.in. ze Strażą Graniczną, Wojskiem Polskim i instytucjami cywilnymi przy monitorowaniu sytuacji w pobliżu infrastruktury przesyłowej na Bałtyku. Przy zapewnieniu ochrony tego rodzaju obiektów kluczowa jest wymiana informacji także z innymi operatorami, co również ma miejsce – informują nas PSE.

Zdecydowanie łatwiej jest z ochroną infrastruktury naftowej i gazowej położonej już na polskim wybrzeżu. Tu podstawą jest system wykrywania, bliskiego i dalekiego zasięgu 30-35 km. – Dysponujemy systemami ochrony biernej, które zakładają wykrycie takiego obiektu. W przypadku ewentualnych dronów czy pocisków, które mogłyby „zboczyć z kursu”, to rozwiązaniem jest wykorzystanie naszego lotnictwa – mówi prof. Mickiewicz. – Mamy też nowe systemy rakietowe ziemia-powietrze, które zastąpiły radziecką technikę. Dlatego jesteśmy w stanie ochronić obiekty nadbrzeżne i lądowe, czyli rafinerie, gazoport, terminale paliwowe – podkreśla.

Warunkiem skuteczności takiej ochrony jest podjęcie w porę decyzji przez oficerów operacyjnych, dyżurnych albo dowódcę operacyjnego rodzaju sił zbrojnych o użyciu uzbrojenia i zestrzelenia intruza. – Mówię o tym, aby uniknąć w przyszłości takich sytuacji, jak nad Lubelszczyzną, kiedy zamiast podjąć decyzję, rozważano opcje, a pocisk w międzyczasie spadł na polskie terytorium. Czynnik ludzki jest w takich sytuacjach decydujący – dodaje prof. Mickiewicz.

Czytaj więcej

Zmasowany atak dronów na Petersburg. Płonie terminal naftowy i obiekty cywilne

Wojna hybrydowa i cyberzagrożenia

Ryzyk w systemie jest jednak znacznie więcej, wiele z nich wynika z wojny hybrydowej. Ostatni raport CERT opisuje incydent cyberataków z końca grudnia 2025 r. na OZE i systemy SCADA (oprogramowanie przemysłowe). – Cyberatak z 29 grudnia 2025 r. na infrastrukturę OZE był poprzedzony wielomiesięczną, ukrytą infekcją, a sprawca skutecznie zatarł ślady – mówi dr hab. Mariusz Ruszel, prof. Politechniki Rzeszowskiej i prezes Instytutu Polityki Energetycznej.

Systemy SCADA są podatne na manipulacje parametrami krytycznymi urządzeń energetycznych. – Może to dotyczyć Naftoportu czy Gazoportu. Manipulacja sterownikami SCADA wpływająca np. na temperaturę LNG (-162°C), ciśnienie, opomiarowanie może mieć wpływ na jakość i bezpieczeństwo dostaw gazu – zwraca uwagę dr hab. Mariusz Ruszel.

Czytaj więcej

Co stało się w dniu cyberataku na polską energetykę? Jest szczegółowy raport

Jego zdaniem istnieje niepewność, czy elementy infrastruktury energetycznej nie są zainfekowane i złośliwe oprogramowanie tylko czeka na aktywację. – Obecny poziom bezpieczeństwa w obszarze energetyki (cyber- i fizycznym) jest w moim odczuciu niewystarczający – mówi ekspert. – Wymagane są procedury, monitoring i jasne ramy prawne. Incydentów może być więcej. W przypadku dronów istnieje niejasna odpowiedzialność prawna, gdy przechwycony dron spowoduje np. szkodę na mieniu prywatnym – przypomina Mariusz Ruszel.