Kopalnie walczą o przetrwanie

materiały prasowe

Część zakładów górniczych może zostać zamknięta jeszcze w tym roku – wieszczą eksperci.

Spółki węglowe walczą o przetrwanie, a na horyzoncie nie widać inwestorów gotowych wyciągnąć pomocną dłoń. Najsłabszym spółkom podźwignąć się będzie niezwykle trudno. Wśród ekspertów rośnie przekonanie, że z tego kryzysu branża nie wyjdzie cało.

W oczekiwaniu na plan

Związki zawodowe na Śląsku alarmują, że wśród górników narasta fala niepokoju. – Rząd zajęty wyborami, walką o władzę, synekury, pozycję i układy, nie tylko nie potrafił wypracować odpowiednich procedur i wprowadzić skutecznych oraz szybkich działań w walce z koronawirusem w górnictwie, ale i nie jest w stanie przedstawić programu funkcjonowania branży. Do dziś takiego pomysłu na górnictwo rząd nie ma. Powoduje to frustrację i rozgoryczenie wśród górników. Nie wiadomo, jak branża ma funkcjonować nie tylko w najbliższych latach, ale nawet w najbliższych miesiącach – napisał do premiera Mateusza Morawieckiego Bogusław Ziętek, przewodniczący WZZ Sierpień 80.
Jacek Sasin, minister aktywów państwowych i Jonasz Drabek pełnomocnik ministra ds. górnictwa węgla kamiennego
Minister aktywów państwowych Jacek Sasin niejednokrotnie podkreślał, że jego resort pracuje nad programem dla górnictwa. Efekty mamy poznać do końca czerwca. Dwa tygodnie temu pełnomocnikiem ministra ds. górnictwa węgla kamiennego został Jonasz Drabek – dyrektor Departamentu Górnictwa w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Nie znamy jeszcze jego pomysłu na ratowanie branży. Wiadomo natomiast, że sytuacja w Polskiej Grupie Górniczej jest na tyle poważna, że potrzebne są pilne działania. Od lat straty pokazują też kopalnie Tauronu.
W kuluarach mówi się o możliwości utworzenia specjalnej spółki, która przejęłaby wszystkie kopalnie dostarczające węgiel energetyce. To jednak nie rozwiązałoby problemów finansowych kopalń. Realizowany przy poprzednich kryzysach scenariusz dokapitalizowania firm górniczych przez inne spółki Skarbu Państwa tym razem raczej się nie powiedzie. Koncerny energetyczne mocno ucierpiały w wyniku pandemii i myślą raczej o oszczędnościach niż kolejnych inwestycjach w węgiel. Od pomocy kopalniom odżegnują się też Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo i PKN Orlen. Na horyzoncie brakuje spółki, która w obecnej sytuacji wyciągnęłaby do PGG pomocną dłoń. Nieoficjalnie mówi się o konieczności zamknięcia jak najszybciej co najmniej jednej kopalni należącej do PGG. Na to musiałby się jednak zgodzić rząd, ale rozmowy na ten temat mogłyby się zacząć dopiero po wyborach prezydenckich. Wcześniej rząd raczej nie zaryzykuje otwartego konfliktu z górniczymi związkami zawodowymi.
Coal/Bloomberg
– Kondycja polskiego górnictwa jest dziś bardzo zła. Z powodu pandemii słabnie popyt na węgiel, ale jednocześnie surowiec ten jako paliwo dla energetyki przegrywa konkurencję z gazem, który jest dziś niesamowicie tani. Problemy ze zbytem dotkną też węgla koksowego, bo widzimy przecież, jakie kłopoty mają producenci koksu i stali. Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że duża część sektora węglowego może zostać zamknięta jeszcze w tym roku – przewiduje Łukasz Prokopiuk, analityk DM BOŚ.

Bez histerii

Ze spokojem do obecnej sytuacji podchodzą władze Jastrzębskiej Spółki Weglowej. Jak cała branża, także JSW zmaga się ze spadającym zapotrzebowaniem na węgiel i koks i silną redukcją cen tych surowców. Spółka ta, która w ostatnich latach miała najwyższe zyski w branży, w I kwartale pokazała stratę netto, sięgającą niemal 209 mln zł. Dodatkowym problemem okazały się masowe zachorowania na koronawirusa w kopalni Pniówek, gdzie wykryto już ponad 1 tys. przypadków zakażeń wśród załogi. Zakład powraca obecnie do normalnej pracy. – Górnicy to twardzi ludzie, którzy wiedzą co to są zagrożenia. Nie wpadamy w histerię, na bieżąco realizujemy kontrakty. Wszystko mamy pod kontrolą, to kwestia organizacji pracy, determinacji i dyscypliny pracowników – kwituje Artur Dyczko, zastępca prezesa JSW. Spółka nie zamierza rezygnować z zaplanowanych inwestycji – w I kwartale na ten cel wydała 782,3 mln zł.
Swoje cele wbrew pandemii realizuje też Lubelski Węgiel Bogdanka. Jednak i on musiała dostosować poziom produkcji do niższego zapotrzebowania na węgiel. Spółka w I kwartale zarobiła na czysto 33,7 mln zł, czyli o niemal 70 proc. mniej niż przed rokiem. – Koncentrujemy się obecnie na utrzymaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa przy jednoczesnej ciągłości prac wydobywczych i przygotowawczych. Liczymy na stopniową normalizację sytuacji – zaznacza Artur Wasil, prezes LW Bogdanka.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Serinus sprzedał złoża na Ukrainie

Za 70 proc. udziałów w firmie KUB-Gas giełdowa spółka uzyskała 32,8 mln dol. Pieniądze ...

Sprzedawcy energii walczą o klienta: rabaty, bonusy, loterie…

Spółki obrotu energią rozpoczęły ostrą rywalizację o klientów indywidualnych. W ofertach widnieje już nie ...

Polska szuka drogi do obiegu zamkniętego

To, co dziś jest traktowane jak odpad, jutro musi nabrać walorów materiału do ponownego ...

Wielkie zyski z azerskiej ropy

W ciągu 15 lat Azerbejdżan zarobił na największym swoim projekcie naftowym blisko 120 miliardów ...

Spadek wyników PGE po półroczu

W pierwszym półroczu 2016 r. Polska Grupa Energetyczna odnotowała 13,67 mld zł przychodów, co ...

Opłaca się zmniejszać zapotrzebowanie na energię

Firma deklarująca gotowość do zmniejszenia poboru mocy może na tym zarobić – mówi Jacek ...