– Kondycja polskiego górnictwa jest dziś bardzo zła. Z powodu pandemii słabnie popyt na węgiel, ale jednocześnie surowiec ten jako paliwo dla energetyki przegrywa konkurencję z gazem, który jest dziś niesamowicie tani. Problemy ze zbytem dotkną też węgla koksowego, bo widzimy przecież, jakie kłopoty mają producenci koksu i stali. Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że duża część sektora węglowego może zostać zamknięta jeszcze w tym roku – przewiduje Łukasz Prokopiuk, analityk DM BOŚ.
Bez histerii
Ze spokojem do obecnej sytuacji podchodzą władze Jastrzębskiej Spółki Weglowej. Jak cała branża, także JSW zmaga się ze spadającym zapotrzebowaniem na węgiel i koks i silną redukcją cen tych surowców. Spółka ta, która w ostatnich latach miała najwyższe zyski w branży, w I kwartale pokazała stratę netto, sięgającą niemal 209 mln zł. Dodatkowym problemem okazały się masowe zachorowania na koronawirusa w kopalni Pniówek, gdzie wykryto już ponad 1 tys. przypadków zakażeń wśród załogi. Zakład powraca obecnie do normalnej pracy. – Górnicy to twardzi ludzie, którzy wiedzą co to są zagrożenia. Nie wpadamy w histerię, na bieżąco realizujemy kontrakty. Wszystko mamy pod kontrolą, to kwestia organizacji pracy, determinacji i dyscypliny pracowników – kwituje Artur Dyczko, zastępca prezesa JSW. Spółka nie zamierza rezygnować z zaplanowanych inwestycji – w I kwartale na ten cel wydała 782,3 mln zł.
Swoje cele wbrew pandemii realizuje też Lubelski Węgiel Bogdanka. Jednak i on musiała dostosować poziom produkcji do niższego zapotrzebowania na węgiel. Spółka w I kwartale zarobiła na czysto 33,7 mln zł, czyli o niemal 70 proc. mniej niż przed rokiem. – Koncentrujemy się obecnie na utrzymaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa przy jednoczesnej ciągłości prac wydobywczych i przygotowawczych. Liczymy na stopniową normalizację sytuacji – zaznacza Artur Wasil, prezes LW Bogdanka.