„Środki wymierzone w dochody Moskwy z eksportu ropy naftowej mają kluczowe znaczenie, ponieważ zmniejszają najważniejsze źródło dochodów Rosji” – stwierdziły rządy Danii, Łotwy, Litwy, Finlandii, Szwecji i Estonii w liście do przedstawicieli władzy wykonawczej Wspólnoty.
„Uważamy, że nadszedł czas, aby zwiększyć skuteczność naszych sankcji poprzez obniżenie pułapu cen ropy naftowej ustalonego przez grupę G7” – cytuje list agencja Reutera.
Czytaj więcej
Ogromne straty koncernu, utrata najważniejszych i najbardziej zyskownych rynków i rosnące zadłużenie odcisną się na żyjącej w luksusie armii pracow...
Kraje G7 ustaliły maksymalną cenę 60 dol. za baryłkę ropy naftowej, 100 dol. za baryłkę produktów naftowych notowanych z premią w stosunku do ropy marki Brent oraz 45 dol. za baryłkę produktów naftowych notowanych z dyskontem w stosunku do ropy Brent.
60 dolarów za baryłkę to za dużo
Limity cen pozostały niezmienione od czasu ich wejścia w życie w grudniu 2022 r. i lutym 2023 r., natomiast średnie notowania rosyjskiej ropy naftowej utrzymywały się poniżej tych poziomów w latach 2023 i 2024.
„Światowy rynek ropy naftowej jest obecnie lepiej zaopatrzony niż był w 2022 r. (kiedy Rosja rozpętała wojnę – red.), co zmniejsza ryzyko, że niższy pułap cen wywoła szok podażowy” – stwierdziło sześć państw członkowskich Unii w przesłanym do Brukseli liście.
Brak Polski wśród sygnatariuszy listu jest zaskakujący. Nasz kraj wraz z republikami bałtyckimi był od początku zwolennikiem niższego limitu cenowego – na poziomie 30 dol. za baryłkę. Tylko taka kwota mogła skutecznie ograniczyć rosyjskie wpływy, z których finansowana jest wojna Putina.
Po trzech lata okazuje się, że była to prawda. Ropa po 60 i więcej dolarów sprzedawała się dobrze.