Podwyżkę motywuje wyższymi kosztami utrzymania infrastruktury przesyłowej, która ucierpiała z powodu rosyjskich ataków na cele energetyczne w Ukrainie. Brakuje również personelu do pracy oraz komponentów do utrzymania pełnego funkcjonowania ropociągu Przyjaźń. Jak poinformował w listach rozesłanych do zainteresowanych stron Wołodomyr Cependa, dyrektor generalny Ukrtransnafty opłaty wzrosną od 1 stycznia 2023 roku o 2,10 euro, czyli do 13,60 euro za każdą tonę przesyłanej ropy. Takie same powody, jak jest to obecnie, Ukraińcy podawali w kwietniu 2022, kiedy podwyższyli stawki po raz pierwszy. Czyli w tym roku łącznie podwyżki sięgnęły 51 proc.

Transnieft nie odpowiedział na notę ukraińską, jedynie w mailu do agencji TASS potwierdził, że dotarło do nich pismo Ukrtransnafty i zostało przekazane dalej.

Przy tym Ukraińcy rzeczywiście mają problemy z przesyłową infrastrukturą. Np. 15 listopada transport ropy rurociągiem Przyjaźń został wstrzymany, ponieważ trafiła go rosyjska rakieta.

A Rosjanie mają w tej sytuacji niewielkie pole manewru, ponieważ pojawiają się coraz to nowe kłopoty w znalezieniu odbiorców ropy i jej transporcie. W przypadku rynku północnoeuropejskiego Rosjanie stracili już 90 proc. rynku. W pierwszych trzech tygodniach listopada przez Rotterdam przetransportowano tylko 95 tysięcy ton rosyjskiej ropy, a port ten jest dzisiaj głównym punktem przeładunkowym w Europie, z którego korzystają Rosjanie. Wcześniej były to porty na Bałtyku i w Arktyce.

Dla porównaniu w lutym 2022 r., czyli jeszcze przed inwazją na Ukrainę, rosyjskie koncerny wysyłały tamtędy 1,2 mln baryłek ropy dziennie. Rosyjska ropa, która ładowana była w portach bałtyckich jest teraz transportowana do Azji, a największym jej odbiorcą są Indie, tyle że kupują rosyjski surowiec z głębokim dyskontem.

Jak na razie drogą morską Rosja dostarczała w listopadzie do Europy średnio 569 tys. baryłek dziennie. Z tym że od 11 listopada dostawy spadły o 131 tys. baryłek, czyli o 19 proc.