Wyjątkowo krótkotrwały okazał się skok notowań ropy w reakcji na informacje o rakietach, które spadły w Polsce. Wśród obaw o wciągnięcie w wojnę NATO ceny odmiany brent zbliżały się do 96 dol. za baryłkę, jednak napięcie osłabło, gdy okazało się, że incydent nie był prowokacją Rosji.

Jednocześnie nerwy inwestorów przetestował inny incydent – u wybrzeży Omanu rakietą trafiony został tankowiec powiązany z izraelskim miliarderem. Rynkiem ropy naftowej nie od dzisiaj sterują dwie przeciwstawne siły. W dół ciągną go obawy przed globalną recesją. Jednak w tym samym czasie utrzymują się niedobory na rynku surowca oraz napięcia geopolityczne, co nasila podatność rynku na doniesienia o wszelkich incydentach.

Czytaj więcej

Kommersant: Orlen nie przestanie kupować rosyjskiej ropy

Po tym, jak od szczytu z marca ceny ropy spadły prawie o jedną trzecią, a próby powrotu notowań odmiany brent powyżej 100 dol. za baryłkę się nie powiodły, napływają kolejne informacje o cięciach prognoz. Ze względu na oczekiwanie spowolnienia gospodarczego i utrzymania przez Chiny polityki zero-Covid szacunki globalnego popytu obniżył OPEC, który wprowadza w życie październikową decyzję o cięciu wydobycia.

Kartel zapewnia, że przy słabszych perspektywach popytu doprowadzi to zaledwie do zrównoważenia rynku. Presję na spadek cen ropy wywarły także jastrzębie wypowiedzi Christophera Wallera z Fedu. Silniejsze zaostrzanie polityki przez bank centralny największej gospodarki świata grozi głębszą recesją i niższym popytem na ropę.

Tymczasem na horyzoncie rysuje się układ czynników grożących wstrząsami porównywalnymi z tymi z pierwszych tygodni rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Od grudnia w życie wchodzi unijne embargo na rosyjską ropę, a od lutego 2023 r. – na produkty ropopochodne. Zdaniem Międzynarodowej Agencji Energetyki związany z tym brak klientów przyczyni się do zmniejszenia rosyjskiej produkcji ropy w najbliższych miesiącach o około 10 proc.

Jednocześnie z obowiązującym kraje UE embargiem na rosyjską ropę najprawdopodobniej nałożony zostanie globalny limit cenowy, poparty restrykcjami dla odbiorców, którzy się do niego nie dostosują. W listopadzie w tej sprawie porozumiały się kraje grupy G7, a na szczycie na Bali gotowość UE do tego potwierdziła szefowa KE Ursula von der Leyen. To umożliwiłoby ograniczenie finansujących wojnę przychodów, jednak Moskwa ostrzega, że wstrzyma sprzedaż do wszystkich odbiorców, którzy uznają limit.

Mimo to według sekretarz skarbu USA Janet Yellen Rosja będzie sprzedawać na tak narzuconych warunkach przynajmniej część ropy, bo w przeciwnym razie musiałaby na trwałe zamknąć część mocy wydobywczych. Zdaniem Bjarne Spieldropa z banku SEB po 5 grudnia ze względu na unijne sankcje Rosji coraz trudniej będzie sprzedawać ropę i scenariusz wstrzymania części dostaw jest nieunikniony.

– Na rynek zacznie trafiać mniej rosyjskiej ropy, więc popyt na surowiec z innych źródeł wzrośnie, czego skutkiem będą także znaczące zwyżki cen brent – ostrzega główny analityk rynków surowcowych w SEB w rozmowie z agencją Bloomberg.