Braki będą szczególnie dotkliwe w północno-zachodniej Europie i chodzi zarówno olej napędowy sprzedawany na stacjach paliw, jak i pochodne, w tym olej opałowy — wynika z najnowszego raportu Wood McKenzie Ltd. Z analizy wynika, że w listopadzie poziom zapasów diesla będzie na poziomie z 2011 roku, co jeszcze bardziej zaostrzy europejski kryzys energetyczny.

- Oczekujemy, że popyt będzie na zwykłym poziomie, czyli jak zwykle wzrośnie przed zimą, ale trzeba pamiętać, że zapasy są wyjątkowo niskie, więc pojawią się poważne napięcia - mówi cytowany w raporcie James Burleigh, główny analityk europejskich rynków energetycznych w Wood McKenzie.

Jest to kolejna zapowiedź nadchodzącego kryzysu energetycznego, ponieważ diesel jest podstawowym paliwem dla transportu drogowego, morskiego, a także konieczny w budownictwie i w przemyśle.

Czytaj więcej

Terminal wróci po awarii. Gaz z USA uratuje UE?

Dane Insights Global wskazują, że w magazynach centrum handlu olejem Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia zapasy są najniższe od 2008 roku, czyli od czasów głębokiej recesji wywołanej kryzysem finansowym z roku 2007.

W Europie praktycznie „od zawsze” produkuje się niewystarczające ilości diesla, który jest importowany z innych rynków. Braki staną się szczególnie dotkliwe w momencie, kiedy na początku 2023 roku wejdzie w życie zakaz transportowania drogą morską ładunków z Rosji, która jest już tradycyjnie największym dostawcą diesla do krajów UE. Konieczność pozyskiwania tego paliwa z innych źródeł, w efekcie doprowadzi, tak jak jest to w przypadku ropy naftowej i gazu, do wzrostu cen.

Już w tej chwili na rynku widać zwiększony popyt na diesla. Rafineria należąca do OMV Germany informuje do masowym wykupowaniu tego paliwa. Austriacy, Szwajcarzy oraz Węgrzy informują z kolei, że planują uwolnienie części rezerw ropy, aby mogła zostać przetworzona. To, dlatego ceny jeszcze nie rosną gwałtownie.

Ale pojawił się także nowy czynnik - susza w Europie. Ogromne ilości diesla dotychczas transportowane były barkami pływającymi po Renie. Tymczasem w kluczowych miejscach, takim jak port Kaub, na zachód od Frankfurtu, gdzie wyładowywano paliwo jest tak płytko, że barki mogą ładować znacznie mniejsze ilości. Co więcej, praktycznie nie są w stanie płynąć dalej, bo tam, gdzie dotychczas było 2,5 metra głębokości, jest teraz tylko pół metra.

Tymczasem diesel na rynku nadal jest tani i jeszcze nie widać po cenach nadchodzącego kryzysu. Kontrakty sierpniowe sprzedawane są nadal z dyskontem. Główny powód — dostawy z Rosji są niezakłócone, do tego nad gospodarką europejską „wisi” zagrożenie recesją.

Czytaj więcej

Hubert A. Janiszewski: Skończmy z uzależnieniem od energii z Rosji