To próba obniżenia cen paliw i jednocześnie nałożenie na firmy naftowe ciężaru zwiększenia podaży.

- Nasze ceny rosną z powodu działań Putina. Nie ma wystarczającej podaży. A jeśli chcemy niższych cen paliw, musimy mieć teraz więcej dostaw ropy - powiedział Biden w Białym Domu.

- Rodzinny budżet na zatankowanie – to nie powinno zależeć od tego, czy dyktator wypowie wojnę – dodał.

Uwolnione z rezerw ma być 180 mln baryłek ropy. Urzędnicy Białego Domu powiedzieli, że będzie to „pomost”, gdy produkcja ropy naftowej w USA i na świecie wzrośnie po pandemii koronawirusa. Decyzja została podjęta w koordynacji z sojusznikami USA za granicą, w tym w Europie, chociaż urzędnicy odmówili odpowiedzi na pytanie, czy inne kraje również uwalniają beczki ze swoich rezerw.

Stany Zjednoczone uzupełnią zapasy baryłek w rezerwie, gdy ceny ropy będą niższe, co może pomóc w dalszej zachęty do produkcji w przyszłości.

Analitycy Goldman Sachs oceniają, że ten plan może pomóc rynkowi naftowemu osiągnąć równowagę w 2022 r., nie rozwiąże jednak kwestii strukturalnego deficytu surowca. „To będzie tylko uwolnienie ropy z rezerw, a nie stworzenie stałego źródła surowca na nadchodzące lata” – piszą analitycy Goldmana.

Czytaj więcej

Biden obiecał uwolnić rezerwy. Ceny ropy spadają

Urzędnicy nie chcą podać, jak szybko lub o ile ceny paliw mogą spaść w wyniku uwolnienia rezerw. Powiedzieli, że nie skupiają się na „natychmiastowych krótkoterminowych ruchach cenowych” na rynku ropy. Ich celem jest rozwiązanie problemu braku podaży spowodowanego wycofaniem rosyjskiej ropy z rynku. Uważają, że przełoży się to na zapewnienie ulgi amerykańskim konsumentom.

180 mln baryłek ropy mogłoby się wydawać dużo, ale Stany Zjednoczone zużywają około 20 mln baryłek ropy dziennie.

Rezerwa strategiczna USA na dzień 25 marca, według EIA, wynosiła 568,23 mln baryłek ropy, co jest najniższym poziomem od 2002 r. Przy 180 milionach baryłek wycofanych w ramach nadchodzącej interwencji, rezerwa będzie najmniejsza od 1983 r. A jak przypomina gazeta Kommersant, obecnie Stany Zjednoczone zużywają teraz o jedną trzecią więcej ropy aniżeli 39 lat temu.

Zapowiedź interwencji odbyła się w kontekście wysokich cen ropy, które doprowadziły już do znacznego wzrostu cen paliw w USA i Europie. Unia zastanawia się nad embargiem na rosyjską ropę.

Olaf Scholz, kanclerz Niemiec powiedział  31 marca: Prawdopodobnie będziemy mogli w tym roku zrezygnować z uzależnienia od importu ropy i węgla. Rezygnację z rosyjskiej ropy ogłosiła Polska, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania.

Ponadto wielu handlowców przestało kupować ropę z Rosji pod groźbą sankcji, które w przyszłości mogą nie tylko uniemożliwić krajowi zwiększenie produkcji, ale także doprowadzić do jej spadku.

Zgodnie z umowami OPEC+, do lipca Rosja powinna co miesiąc zwiększać produkcję o ponad 100 tys. baryłek dziennie. Tymczasem, według agencji Interfax, średnia dzienna produkcja w Federacji Rosyjskiej w marcu spadła o 0,5 proc., do 1,504 mln ton. To też pochodna spadającego popytu na Urals.

Źródła Kommiersanta w branży spodziewają się znacznie poważniejszego spadku w kwietniu w związku z remontami w rafineriach i utrzymującymi się trudnościami z przesyłem za granicę. Wiele portów nie przyjmuje tankowców z rosyjskim surowcem.

Oświadczenie Białego Domu pojawiło się kilka godzin po tym, jak kraje OPEC+ zgodziły się w maju zwiększyć wydobycie ropy naftowej o 432 tys. baryłek dziennie. Miesięczny wzrost kontyngentu został nieznacznie podniesiony w porównaniu z poprzednimi 400 tys. b/d uzgodnionymi przez członków OPEC+ w zeszłym roku.

Według Iwana Timonina z Vygon Consulting, kraje uczestniczące w porozumieniu OPEC+ posiadają znaczne wolne moce wydobywcze: bez uwzględnienia Iranu, który jest objęty sankcjami USA, ich wartość w 2021 r. wyniosła ponad 6 mln b/d, z czego prawie połowę dostarcza Arabia Saudyjska. Potencjalnie możliwe jest wprowadzenie tych ilości na rynek w ciągu trzech miesięcy.