Początek tygodnia przyniósł spore wzrosty cen ropy i paliw na światowych rynkach. W pewnym momencie baryłka ropy osiągnęła poziom 120 dol. Główną przyczyną wzrostów jest przedłużający się konflikt w Zatoce Perskiej, w tym zwłaszcza blokada Cieśniny Ormuz, przez którą każdego dnia transportowane są miliony baryłek ropy i produktów paliwowych. Sytuację pogarszają ataki na instalacje głównych producentów ropy w Iraku, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Kuwejcie.
Diesel coraz droższy. Kierowcy muszą przygotować się na wyższe ceny
Jak donosi WNP, choć większość ropy z Zatoki Perskiej trafia do krajów azjatyckich, region pozostaje ważnym źródłem paliw również dla Europy. Około jedna piąta importowanego na Stary Kontynent oleju napędowego pochodzi właśnie stamtąd. W Polsce aż 40 proc. zapotrzebowania na diesel pokrywa import, dlatego zmiany cen na globalnych rynkach szybko przekładają się na ceny na stacjach.
Czytaj więcej
Po zapowiedziach G7 i gotowości do uwolnienia rezerw strategicznych oraz komentarzach Donalda Trumpa o możliwym rychłym zakończeniu konfliktu, ceny...
Od początku konfliktu ceny oleju napędowego w hurcie wzrosły o około 1,90 zł na litrze. Analitycy przewidują, że już niedługo możemy zapłacić za diesel 7,80–8 zł za litr. Benzyna drożeje nieco wolniej, jednak według prognoz w najbliższym czasie może przekroczyć 6,50 zł za litr (dotyczy benzyny 95-oktanowej).
Czy rząd może zatrzymać wzrost cen paliw?
Eksperci wskazują, że największe możliwości wpływu na ceny paliw ma państwo. Obniżenie VAT z obecnych 23 proc. do 8 proc. oraz redukcja akcyzy mogłyby obniżyć cenę diesla nawet o około 1 zł za litr, a benzyny o ponad 1 zł. Takie rozwiązanie było już stosowane w Polsce za rządów Mateusza Morawieckiego w ramach tarczy antyinflacyjnej.