Gazyfikacja Rosji i sprzedaż gazu na rynku krajowym przez dziesięciolecia pozostawała niechcianym dzieckiem Gazpromu. Na eksporcie zarabiał krocie, a w kraju są regulowane ceny gazu - obecnie jak twierdzi wicepremier Aleksandr Nowak - 40 razy niższe od cen na globalnym rynku.

Dlatego to za granicę szły największe pieniądze na inwestycje, a w Rosji miliony obywateli, nawet mieszkających w pobliżu miejsc wydobycia gazu, grzało się w domach drewnem ściągniętym z tajgi.

Teraz, kiedy podaż rosyjskiego surowca Gazprom na rozkaz Kremla ograniczył o ok. 40-50 proc., rzecznik Kremla zapewnia, że to rynek rosyjski był i jest priorytetem koncernu.

Czytaj więcej

Rekordowe zyski Gazpromu. Przekaże Kremlowi 47 mld złotych dywidendy

„Zaopatrzenie przez Gazprom rosyjskiej gospodarki zawsze było absolutnym priorytetem, a cały system jest zbudowany w taki sposób, aby zaspokajać przede wszystkim potrzeby rosyjskiej gospodarki i rosyjskich konsumentów” – powiedział Pieskow w poniedziałek podczas briefingu, odpowiadając na pytanie: czy spodziewane są negatywne konsekwencje dla rosyjskiej gospodarki po tym, jak Gazprom będzie musiał ograniczyć wydobycie surowców.

Od napaści Rosji na Ukrainę internetowa strona Gazpromu jest dla użytkowników z krajów „nieprzyjaznych” zablokowana. Nie można więc sprawdzić, ile terytorium Rosji już zgazyfikował koncern.

Ale sami Rosjanie wiedzą, że jest z tym źle. W 2021 r Rada Federacji (wyższa izba parlamentu) stwierdziła, że poziom gazyfikacji w Rosji jest niski. Przy średniej krajowej wynoszącej 71 proc., wiele regionów nie osiąga nawet 20 proc. Np. w Kraju Ałtajskim było tylko 13,1 proc.

„Do końca 2025 r. faktyczne 100 proc. technicznych możliwości gazyfikacji osiągnięte zostanie w 35 regionach Federacji Rosyjskiej (na 76). A do 2030 r taki wynik osiągniemy w całym kraju” – zapewniał Kreml prezes Gazpromu Miller.