Niespotykany wzrost cen gazu, który zafundował krajom Europy wstrząs energetyczny porównywalny z kryzysem naftowym lat 70., uderzył teraz w finanse największych światowych traderów surowcowych, którzy masowo stawiali na spadek cen gazu.

Spółki Glencore, Trafigura, Vitol i Gunvor otrzymały od brokerów margin call - wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego na rynku kontraktów terminowych na gaz. Tym samym zostały zmuszone do pozyskania dodatkowego finansowania z banków - podał Reuters, powołując się na źródła zaznajomione z sytuacją.

Według informatorów agencji, brokerzy żądają od traderów surowcowych setek milionów dolarów, aby zabezpieczyć

pozycje, które zostały zajęte w ramach strategii hedgingowych.

Firmy handlujące surowcami – od metali po węglowodory – od lat stosują ten sam schemat: jeśli różnica między cenami gazu w UE i USA (tzw. spread) rośnie, to stawiają na jej zmniejszenie – czyli otwierają krótkie pozycje na kontrakty terminowe na gaz w UE i długoterminowe w USA.

Jeśli spread się zawęził, zawierano transakcje odwrotne: traderzy stawiali na wzrost cen gazu w Unii i spadek w USA, licząc na powrót różnicy do historycznie średnich wartości.

Jednak rok 2021 wymknął się spod wszelkich dotychczasowych schematów i reguł. Ceny gazu na wspólnotowym rynku wzrosły od początku roku o 484 procent i we wtorek 5 października przekroczyły 1300 dolarów za tysiąc metrów sześciennych.

Gaz drożeje też w Stanach Zjednoczonych, gdzie boom łupkowych w ciągu ostatniej dekady obniżył ceny do minimalnych poziomów. Teraz gaz drożeje w rekordowym od 13 lat tempie, ale nie jest w stanie nadążyć za cenami gazu po drugiej stronie Atlantyku. Dla porównania gaz amerykański w Henry Hub kosztuje 5,97 dolarów za milion brytyjskich jednostek cieplnych (MMBtu), a w holenderskim hubie TTF – prawie 34 dolary za milion MMBtu.

Według Reuters to handlowcy towarami posiadają znaczną część kontraktów krótkoterminowych na gaz na londyńskiej giełdzie ICE. Według tych kontraktów sięga 30 miliardów dolarów.

Niektórzy handlowcy towarami zbierają fundusze z banków na pokrycie wymogów dotyczących zabezpieczeń. Inni myślą o zamknięciu pozycji, co jednak może doprowadzić do dalszego wzrostu notowań: firmy będą musiały wykupywać kontrakty z rynku, co wytworzy sztuczny, „papierowy” popyt.

Sytuacja jest szczególnie ciężka dla małych handlowców i średnich firm, mówią źródła Reuters. Nie stać je na kolejne pożyczki dla zapewnienia warunków margin call.

Wzrost cen gazu w Europie rozpoczął się w pierwszej połowie roku, kiedy po pandemii odbił się popyt, a dostawy LNG gwałtownie spadły. Tankowce masowo pływały do ​​Azji, gdzie koszty paliwa są wyższe.

Latem lobbujący za gazociągiem Nord Stream 2 rosyjski Gazprom postanowił podkręcić sytuację. W lipcu rosyjska firma ograniczyła dostawy do Europy o 10 procent. W sierpniu nagle i drastycznie zrezygnowała z tłoczenia surowca gazociągiem Jamał-Europa i zaprzestała sprzedaży gazu przez swoją platformę elektroniczną, gdzie klienci mogli przyjmować dodatkowe ilości, przekraczające te zarezerwowane w kontraktach długoterminowych .

Od września Gazprom odmówił rezerwacji dodatkowych przepustowości ukraińskiego systemu przesyłowego gazu, zmniejszając tłoczenie o 12 procent, a od października ponownie zakręcił kurek na gazociągu Jamał–Europa, trzykrotnie zmniejszając dostawy.