Saudyjczycy chcą po cichu podkręcać na świecie popyt na ropę i paliwa kopalne

Najpotężniejsza petromonarchia świata i nieformalny lider OPEC nie ma zamiaru bezczynnie przyglądać się odejściu świata od paliw kopalnych. O ile Zachód trudno zepchnąć z drogi do transformacji energetycznej, to z innymi regionami może pójść łatwiej.

Publikacja: 09.12.2023 09:45

Saudi Aramco obniżył cenę surowca dla odbiorców europejskich a podniósł dla azjatyckich i amerykańsk

Saudi Aramco obniżył cenę surowca dla odbiorców europejskich a podniósł dla azjatyckich i amerykańskich.

Foto: Bloomberg

Prowokację wymierzoną w przedstawicieli saudyjskiego sektora naftowego zmontowali członkowie organizacji Centre for Climate Reporting, udostępniając następnie zebrane materiały brytyjskiemu Channel 4 News. Udając inwestorów i potencjalnych odbiorców surowców kopalnych – w szczególności ropy, rzecz jasna – skrycie nagrywali swoich rozmówców z saudyjskich instytucji odpowiedzialnych za wydobycie i eksport ropy oraz innych, powstałych na jej bazie, paliw.

Czytaj więcej

Ropa na wakacjach. Kosztuje tyle, co w czerwcu

– Mam wrażenie, że wraz z całą tą sprawą zmian klimatycznych pojawia się ryzyko, że popyt na ropę będzie spadać. Jesteście przygotowani na to, żeby, hm, sztucznie stymulować ten popyt na kluczowych rynkach? – dopytywał jeden z „inwestorów” swoich saudyjskich partnerów. – Owszem – usłyszał w odpowiedzi. – To jeden z tych aspektów, które staramy się robić. Jeden z głównych celów, jakie chcemy osiągnąć – zapewniał jego rozmówca.

Jak stymulować popyt na ropę i diesla?

Podobnych deklaracji padło więcej. Wyłania się z nich następująca strategia: Arabia Saudyjska chce w ciągu najbliższych lat zadbać o to, by regiony takie jak Afryka czy Azja – gdzie popyt na energię i paliwa jest już na wysokim poziomie, ale wraz z dynamicznym rozwojem i nadganianiem gospodarczych zapóźnień może wciąż szybko rosnąć – stały się nowym fundamentem handlu kopalinami. Zadbają o to zarówno przedstawiciele sektora naftowego, jak i urzędnicy saudyjskiego ministerstwa energii (choć w sporej mierze można uznać te podmioty za jeden organizm).

Metody tej stymulacji obejmują stworzenie floty mobilnych pływających elektrowni – których kilka pływa już po świecie – wytwarzających energię elektryczną na bazie paliw kopalnych, zwłaszcza ropy czy diesla. Impuls rozwojowy może też dostać sektor lotniczy, przede wszystkim technologie supersoniczne, ponaddźwiękowe. Są one dla eksporterów konwencjonalnych paliw o tyle atrakcyjne, że zużywają przeciętnie trzykrotnie więcej kerozyny niż tradycyjne samoloty. Saudyjczycy mogą też wesprzeć tradycyjną motoryzację i producentów innych pojazdów wykorzystujących paliwa kopalne jako siłę napędową, próbując blokować lub równoważyć inicjatywy takie, jak subsydiowanie zakupu pojazdów elektrycznych.

Czytaj więcej

Kartel OPEC+ tnie wydobycie ropy. Na inwestorach wrażenia to nie robi

Oczywiście, trudno się dziwić. Praktycznie dla wszystkich członków kartelu – oraz licznej rzeszy eksporterów ropy nie zrzeszonej w OPEC – kopaliny są głównym, o ile nie jedynym, źródłem przychodów. Eksporterom trudno w obecnej atmosferze mobilizacji do walki ze zmianami klimatycznymi obnosić się ze strategiami promowania i skłaniania parterów do używania „brudnych”, emisyjnych paliw. Z drugiej jednak strony, nawet oficjalne stanowisko OPEC nie pozostawia wątpliwości, że kartel nie ma zamiaru rezygnować z kury, która przez kilkadziesiąt lat znosiła złote jaja.

– Będąc świadomym wyzwań, przed jakimi stoi świat w zakresie eliminowania ubóstwa energetycznego, zaspokajania popytu na energię oraz dostarczania taniej energii przy jednoczesnym redukowaniu emisji, OPEC opowiada się za nieodrzucaniem żadnego ze źródeł czy technologii energetycznych. Wierzymy, że wszyscy zainteresowani powinni uczynić tak samo i uznać krótko- oraz długoterminowe realia energetyczne – oznajmił jeszcze we wrześniu kierujący obecnie pracami kartelu Kuwejtczyk, Haitham al-Ghais. Był to stosunkowo powściągliwy komentarz do opublikowanych wówczas prognoz, zgodnie z którymi jeszcze przed końcem bieżącej dekady wydobycie kopalin osiągnie historyczny szczyt. Potem ma już tylko spadać.

Wielu rywali na niewielu rynkach

Saudyjczycy nie są, oczywiście, jedyni. Jak niedawno opisywaliśmy, nawet gospodarze szczytu klimatycznego COP28 ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich chcieli wykorzystać tę okazję do poszukiwania i negocjowania klientów na swoją ropę i gaz. Niewątpliwie, stymulowanie rynku odbiorców jest też na rękę Rosji – odgrywającej nieformalnie rolę jednego z liderów OPEC – bo też surowce naturalne to jedyne źródło finansowania Kremla, umożliwiające kontynuację agresji na Ukrainę i podtrzymujące w ruchu tryby państwa.

Ale trzeba też przyznać, że świat odbiorców paliw serwowanych przez państwa arabskie czy Rosję szybko się kurczy. Zachód ma zamiar w szybkim tempie odcinać się od kopalin, w sporej mierze (Stany Zjednoczone) zaspokaja swoje potrzeby we własnym zakresie, rozwija OZE, wraca do energetyki atomowej. Ameryka Łacińska ma pod dostatkiem własnych zasobów naturalnych, najwięksi gracze kontynentu – Brazylia, Wenezuela, wkrótce Argentyna – będą zapewne sami szukać dodatkowych rynków zbytu. Podobnie może być też w przypadku sporej grupy państw afrykańskich, tak tych należących do OPEC, jak i spoza kartelu.

Czytaj więcej

OPEC kłóci się z Międzynarodową Agencją Energii. " Nadeszła chwila prawdy"?

Ale i wskazywane przez Saudyjczyków jako perspektywiczne rynki Azja i Afryka nie czekają bezczynnie na oferty i wsparcie eksporterów ropy. Jak zauważa branżowy portal OilPrice.com w ostatnich tygodniach szeroko zakrojone plany inwestowania w OZE ogłosiła choćby Indonezja (chce przeznaczyć na ten cel 20 mld dolarów) czy Mozambik (80 mld dolarów). Przypomnijmy też, że olbrzymi azjatycki odbiorca – Chiny – również w szybkim tempie buduje własny potencjał OZE, a choć jego emisje rosną, to jeszcze w tej dekadzie mają dobić punktu, od którego zaczną już tylko maleć.

Innymi słowy, nawet gdyby eksporterom ropy i innych kopalin udało się „podkręcić” nieco popyt na tych rynkach, nie będzie to rozwiązanie długotrwałe. Co więcej, można zakładać, że o zainteresowanie tamtejszych odbiorców będą walczyć wszyscy liczący się dostawcy nafty i gazu – od państw arabskich, przez Rosję, po kraje Ameryki Łacińskiej i rodzimych producentów. Dla krajów, które konstruują swoje budżety w oparciu o prognozowaną – wcale nie małą – cenę ropy na globalnym rynku może to oznaczać niebagatelne wstrząsy finansowe, i to już w nadchodzących latach.

Energianews
Achillesowa pięta systemu dostaw ropy w ogniu. Czy szykuje się kolejny konflikt?
Energianews
Niemożliwe staje się faktem. Hiszpanie już w tym roku pobiją energetyczny rekord
Energianews
W energetyce kiełkuje zielona rewolucja. Rynek pracy zmieni się nie do poznania
Energianews
Paweł Ruszkowski: Nowy gracz w polskiej energetyce
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Energianews
Kreml ma kim zastąpić Grupę Wagnera. Mięso armatnie dostarczą firmy energetyczne