Jak podkreślają, skupienie spraw obu branż w jednym resorcie ułatwia „szybką i kompleksową reakcję na problemy w poszczególnych spółkach” oraz „dialog społeczny”. Resort ma być „silnym partnerem, zdolnym do podejmowania samodzielnych decyzji”.
Ta obrona Ministerstwa Energii nie przypadkiem pojawia się właśnie teraz. Zarówno w administracji rządowej, jak i w spółkach nie brak spekulacji o dalszych losach resortu energii. – Resort energii i środowiska się połączy, a na czele stanie minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz – usłyszeliśmy w instytucjach podlegających resortowi środowiska. – Powstanie Ministerstwo Skarbu Państwa, to właściwie niemal pewne – przekonują nas z kolei rozmówcy z branży energetycznej.
Obowiązujących koncepcji jest kilka – i trudno się temu dziwić. Audyt obecnej struktury ministerstw został zapowiedziany w programie PiS oraz zasygnalizowany w trakcie kampanii wyborczej. O powrocie MSP w nowej formule (jako Ministerstwo Zasobów Narodowych, prawdopodobnie pod kierownictwem Jacka Sasina) pisaliśmy już na łamach „Rzeczpospolitej”. Do rozstrzygnięcia pozostaje jednak wiele kwestii: czy MSP-bis przejmie od ME nadzór właścicielski nad spółkami? Czyje interesy przeważą w potencjalnym superresorcie (środowisko plus energia)? A jeżeli resort energii jednak będzie, ale bez nadzoru nad spółkami, to jak długo przetrwa? Pytania są palące i kryją się za nimi realne problemy. Im szybciej rząd przetnie spekulacje, tym lepiej.