Ceny ropy spadają dzięki spowolnieniu w Chinach

Wydarzenia w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej nie są w stanie doprowadzić cen ropy nawet w granice 110 dol. za baryłkę. To właśnie dlatego nadal będziemy jeździć tanio

Publikacja: 07.05.2013 13:35

Ceny ropy spadają dzięki spowolnieniu w Chinach

Foto: Bloomberg

Mniej za tankowanie

Zdaniem Jakuba Boguckiego z portalu paliwowego e-petrol czekają nas przynajmniej dwa tygodnie jazdy z tanim tankowaniem. – Przy tym wcale nie jest wykluczone, że ceny jeszcze nie spadną, bo na detal nie przełożyły się obniżki hurtowe, jakie miały miejsce przed majówką – mówi analityk.

Przewiduje on na najbliższy tydzień średnie ceny za Pb 98 w granicach 5,67–5,78 zł za litr, dla E 95 5,41–5,53 zł i dla diesla 5,39–5,48 zł. Za gaz płacimy 2,41–2,51 zależnie od stacji, w której tankujemy. – Ale w najbliższym czasie średnia cena dla diesla i E 95 na poziomie 5,30 zł jest jak najbardziej możliwa – uważa Jakub Bogucki.

A inni analitycy zastanawiając się poważnie, dochodzą do wniosku, że wcale nie jest to wykluczone: bardzo wysokie ceny ropy naprawdę mamy już za sobą. Wczoraj w południe ropą handlowano po 104,24 dol. za baryłkę, tylko o 11 centów drożej niż na zamknięcie piątkowych transakcji w Londynie. I nikt nie mówił, że będzie drożej.

Tym bardziej że wcześniej w reakcji na atak izraelski na cele syryjskie ropa zdrożała nawet do 105 dol. za baryłkę i szybko potem ceny spadły. To, jak zwykle jest na Bliskim Wschodzie, natychmiast spowodowało obawy, że może dojść do przerw w dostawach od największych producentów z tego regionu. Rok, dwa lata temu takie wydarzenie zwiększyłoby notowania Brenta spokojnie o 3–4 dol. na baryłce i cena szybko by nie spadła. Chociaż tym razem analitycy zauważają, że w cenach ponownie pojawiło się ryzyko polityczne. – Rynek wyraźnie obawia się, że konflikt syryjsko-izraelski może dotknąć inne kraje Bliskiego Wschodu – uważa Victor Shum z singapurskiego oddziału firmy analitycznej IHS.

Wpływ Chin

Głównym powodem tańszej ropy jest wyraźne spowolnienie w Chinach. Wczorajsze dane potwierdziły informacje o wolniejszym wzroście w sektorze usług. I dowiodły, że prognozy o nieposkromionym apetycie Chińczyków na wszystkie surowce od ropy po soję należą do historii, a wielu inwestorów srogo się nabrało bez opamiętania kupując nikiel, miedź, nawet złoto – licząc na to, że sprzedadzą je znacznie drożej niż kupili, bo Chińczycy tak wywindują popyt.

Inwestowali w surowce, wierząc że tym samym zapewniają sobie dostatnią przyszłość, bo wszystko, co jest związane z Chinami, jest wielkie, zwłaszcza perspektywy zwiększającego się popytu na energię i paliwa płynne. Tym samym napędzali popyt na rosyjską ropę i rudę żelaza z Australii (do jej przetworzenia niezbędne były ogromne ilości energii).

Doszło nawet do tego, że bardzo ostrożne amerykańskie fundusze emerytalne, po tym jak sparzyły się na obligacjach sub-prime podczas kryzysu finansowego, także zainteresowały się surowcami energetycznymi. W ten sposób powstawało samonapędzające się koło inwestycyjnego wariactwa. Wystarczy powiedzieć, że w latach 2000–2011 ceny ropy skoczyły o 365 proc. Mówiło się też, że ropa zdrożeje nawet do 200 dol. za baryłkę, tak samo jak i złoto miało kosztować 10 tys. dol. za uncję. Bo Chińczycy weszli w początkową fazę rozwojowego supercyklu.

Tymczasem zamiast supercyklu mamy pękniętą bańkę spekulacyjną. Chińska motoryzacja coraz bardziej skłania się ku autom hybrydowym bądź wręcz elektrycznym i nikt już nie mówi o gigantycznym wzroście cen ropy, która w drugiej połowie roku miała podrożeć według niektórych analityków (Goldman Sachs) nawet do 130 dol. za baryłkę.

W tej sytuacji wielką niewiadomą wydaje się tylko przyszła polityka OPEC. Czy kartel zmniejszy produkcję? Jest to bardzo mało prawdopodobne, bo ceny na poziomie 100–105 dol. za baryłkę są jak najbardziej na komfortowym poziomie. I tylko jastrzębie z OPEC – Iran i Wenezuela – chciałyby wyższych notowań, bo dramatycznie potrzebują pieniędzy. To znaczy, że szybko do zmniejszenia wydobycia nie dojdzie.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki d.walewska@rp.pl

Mniej za tankowanie

Zdaniem Jakuba Boguckiego z portalu paliwowego e-petrol czekają nas przynajmniej dwa tygodnie jazdy z tanim tankowaniem. – Przy tym wcale nie jest wykluczone, że ceny jeszcze nie spadną, bo na detal nie przełożyły się obniżki hurtowe, jakie miały miejsce przed majówką – mówi analityk.

Pozostało 92% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie