Jaką rolę w pomocy Ukrainie pełni Wspólnota Energetyczna?
Nim odpowiem na to pytanie, warto przypomnieć, że Wspólnota Energetyczna to obszar współpracy pomiędzy Unią Europejską a sąsiednimi państwami trzecimi dla rozszerzenia unijnego wewnętrznego rynku energii na Europę Południowo-Wschodnią i inne obszary. Co do samej Ukrainy to faktycznie koncentrujemy się na budowaniu jej odporności. Ta strategia składa się z dwóch elementów. Pierwszym jest odbudowa tego, co zostało zniszczone przez Rosję w samej Ukrainie, a drugim jest umożliwianie Ukrainie importu energii, a więc gazu i elektryczności z Unii Europejskiej i de facto w tych dwóch obszarach nasz sekretariat funkcjonuje.
Jak funkcjonuje pierwszy instrument pomocy?
Mowa o odbudowie tego, co zostało zniszczone przez Rosjan. Dysponujemy instrumentem, który nazywa się Ukraine Energy Support Fund, czyli to jest fundusz, za pomocą którego kupujemy sprzęt niszczony przez Rosjan w Ukrainie. To stosunkowo nowy instrument, który udało się nam zbudować.
Skąd pochodzą na niego środki? Z Unii Europejskiej?
Patrząc na całą kontrybucję w pomocy Ukrainie przez naszą organizację środki pochodzą od blisko 40 różnych donorów, w tym też z UE, w tym też państwa członkowskie, a także USA, Kanada, Australia, Szwajcaria i Norwegia. Największym donorem są Niemcy (392 mln euro) i Szwecja (259 mln euro) i UE (259 mln euro). My, jako Wspólnota Energetyczna kupujemy za te środki sprzęt i dostarczamy go fizycznie na Ukrainę. To sprzęt, który służy do odbudowy elektrowni, elektrociepłowni, sieci przesyłowych, dystrybucyjnych, ale i mocy OZE. Nowym elementem, który będzie wprowadzany przed najbliższą zimą jest również wsparcie dla odbudowy systemów ciepłowniczych na Ukrainie, bo tutaj dochodzi do zmiany priorytetów. Ukraińcy dochodzą do wniosku, że bez elektryczności można przetrwać.
I Rosjanie nie atakują elektrowni jądrowych…
Samych elektrowni jądrowych nie, a podstacje, sieci do wyprowadzenia energii już tak.
Jakie są więc potrzeby Ukrainy, aby przetrwać najbliższą zimę?
Trwają właśnie rozmowy i Ukraińcy mówią nam o swoich potrzebach. Fundusz działa w ten sposób, że ukraińskie firmy przedstawiają swoje potrzeby do tamtejszego ministerstwa energii, a ministerstwo agreguje te potrzeby w postaci priorytetowych list tzw. support request, czyli wniosków o pomoc. Następnie te wnioski są do nas przesyłane, my do tych środków alokujemy pieniądze. Na tej podstawie uruchamiamy zamówienie publiczne i podpisujemy kontrakt. Ten kontrakt jest realizowany w postaci dostawy sprzętu do ukraińskiej firmy energetycznej, która o takie wsparcie wnioskowała.
O jakiej kwocie mowa, aby Ukraińcy mogli przetrwać najbliższą zimę?
Ukraińcy mówią o potrzebie zmobilizowania w ramach funduszu 770 mln euro, żeby przetrwać najbliższą zimę i odbudować to, co zostało zniszczone i aby odzyskać minimum potrzebne do tego, aby przygotować się do zimy. Są tu dwa ważne elementy. Ważny jest element czasu. Ukraińcy apelują, aby te pieniądze zostały udostępnione przez donorów do końca czerwca.
I jako wspólnota, jako Energy Community macie te środki, czy właśnie teraz zabiegacie o to?
Zabiegamy, a ożywione dyskusje trwają. My wykonujemy naszą pracę pod auspicjami grupy G7 plus Energy Rammstein. To grupa państw skupionych wokół G7 plus. O potrzebach i kwocie mówił zresztą w maju wicepremier Ukrainy Denys Szmychal w Berlinie.
Kwota może przerażać, uda się ją zebrać?
Ona nie powinna przerażać. W listopadzie ub.r. odbyła się konferencja na temat potrzeb Ukrainy. To był ten sam czas, kiedy wybuchł skandal korupcyjny na Ukrainie. Od tego czasu my uzyskaliśmy od donorów 680 mln euro. Te środki już wydaliśmy i stąd kolejne spotkania robocze donorów.
Skandal korupcyjny na Ukrainie nie przeszkadza?
Umieliśmy przekonać donorów, że oferujemy im bezpieczny system udzielania pomocy Ukrainie. Mimo tego zawahania związanego z korupcją zdecydowali się angażować swoje środki w fundusz i kontynuować wspieranie Ukrainę poprzez nasz fundusz. Prowadzimy pełną procedurę i odpowiadamy za pełną organizację przetargów. Nasze obecne przetargi oscylują na kwotę ok. 700 mln euro. To inna pula środków, niż ta, na którą poszukujemy finansowania. Te środki otrzymaliśmy jeszcze w 2021 r.
Czytaj więcej
Polskie firmy dołączają do akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa” organizowanej przez fundację Stand with Ukraine. O swoim zaangażowaniu w tę pomoc jak...
A jak wygląda skala zaangażowania Polski w tych środkach?
Patrząc na naszą kontrybucję łącznie w programach, to ponad 3 mln euro.
Na tle potrzeb Ukrainy to bardzo mało…
Nie mnie oceniać skalę zaangażowania donorów. Niemniej musimy pamiętać, że Polska wykonuje tu inną pracę jako kraj bezpośrednio sąsiadujący z Ukrainą. Mowa przede wszystkim o wsparciu logistycznym. Są też inne kanały dystrybucji pomocy, w których Polska bierze aktywny udział. Poza tym wreszcie Polska ma też współpracę bilateralną z Ukrainą. Polska udziela bardzo wiele innego rodzaju wsparcia, jak eksport elektryczności, i w zakresie tej pomocy Polska jest tu jednym z liderów.
Mówi Pan o przetargach, czyli odbudowa Ukrainy defacto już się rozpoczęła?
Tak, ona trwa. Uruchomione są przetargi i w tym sensie jesteśmy już w procesie. W Gdańsku podczas konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy odbyły się specjalne warsztaty dla dostawców. My cały czas szukamy dostawców z UE, Ukrainy…
…a z Polski?
też, polskie firmy także uczestniczą w tych przetargach. To normalna procedura przetargowa, w której biorą udział firmy także pozaeuropejskie. Potrzebujemy skrócić terminy dostaw i stąd nasze warsztaty. Potrzebujemy też oczywiście większej konkurencji, żeby obniżać maksymalnie ceny, żeby maksymalnie dużo kupować w najkrótszym czasie. To jest pierwszy element naszego wsparcia. Drugi dotyczy pomocy Ukrainie w tym, czego sama nie może wyprodukować. Mowa m.in. o eksporcie energii. Rosjanie najpierw zimą 2023 i 2024 r. atakowali elektrociepłownie i elektrownie, głównie te węglowe. Kiedy Rosjanie zdali sobie sprawę, że nie są w stanie wyłączyć ukraińskiej energetyki zimą 2024 i 2025 r., skupili się na ataku na infrastrukturę gazową. Rosjanie zdali sobie sprawę, że nie mogą zniszczyć ukraińskiej energetyki, która trwa m.in. dzięki atomowi. Co innego w cieple i w gazownictwie. Ostatnia zima 2025 i 2026 r. to ataki na wszystkie elementy razem. Warto tu dodać, że Rosjanie o ile nie atakują bezpośrednio elektrowni jądrowych na Ukrainie, to atakują infrastrukturę towarzyszącą, jak sieci i podstacje, co także generuje zagrożenia. Z kolei elektrownia pozbawiona energii może mieć problemy z chłodzeniem. De facto są to fizyczne ataki na cały system, który nazywa się elektrownia atomowa. Tu pomaga m.in. Polska poprzez eksport energii czy gazu, jeśli chodzi o import energii mówimy o imporcie handlowym i awaryjnym.
Czytaj więcej
Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) przekazała, że okupowana przez siły rosyjskie Zaporoska Elektrownia Jądrowa na południowym wschodzie...
Jak wygląda to w praktyce?
Import awaryjny opiera się na umowie międzyoperatorskiej – międzyoperatorska pomoc między operatorami systemu elektroenergetycznego. Poza tą pomocą są relacje handlowe pomiędzy tymi, którzy kupują energię elektryczną i tym, którzy ją sprzedają z wykorzystaniem systemu przesyłowego. Ta druga forma jest ograniczona administracyjnie. Import tej elektryczności dla Mołdawii i Ukrainy nie może wynosić więcej niż 1 GW. To jest ten limit. Ukraińcy wykorzystywali ostatnio w zimie ten swój limit do końca. Aby import miał miejsce, konieczne są sygnały cenowe. Eksport tej energii musi się opłacać. Dlatego też potrzebna jest reforma ukraińskiego rynku energii elektrycznej. Funkcjonują na tym rynku mechanizmy ograniczające poziom ceny. W efekcie tych ograniczeń cenowych na Ukrainie, eksport energii nie był możliwy. Cena prądu na Ukrainie w efekcie ograniczeń tamtejszego prawa była niższa niż w Europie. Kluczowym elementem tej całej dyskusji jest reforma ukraińskiego rynku energii elektrycznej po to, ażeby stworzyć warunki rynkowe, ekonomiczne, handlowe. Powoli jesteśmy świadkami zmian na Ukrainie.
Jak wygląda ta współpraca Ukrainy z operatorami systemów energetycznych krajów kościelnych z Polski?
Ta współpraca odbywa się w ramach Capacity Calculation Region. To forma współpracy regionalnej pomiędzy operatorami z Polski, Czech, Węgier, Rumunii a Mołdawii i Ukrainy.
Słowacy i Węgrzy nie robią problemów w tej współpracy?
Współpraca jest płynna, a dostępność do sieci jest umożliwiana. Są oferty na energię, są produkty, które są oferowane do rynku i to jest regulowane prawem unijnym. To jest nadzorowane przez regulatorów z tych sześciu państw. Ukraina kupuje elektryczność na rynku unijnym, a dalej prąd płynie przez te kraje do Ukrainy.
Polska ma ambicje budowy hubu gazowego dla Europy Środkowej. Tymczasem na południu Europy to Grecja staje się powoli takim hubem…
Cena gazu dla klienta końcowego składa się z ceny samego surowca i transportu. Na tym polega całe wyzwanie. Aby amerykańskie LNG z Grecji mogło popłynąć dalej na Ukrainę, ceny przesyłu muszą spaść. Jesteśmy właśnie świadkami decyzji operatorów systemu przesyłowego gazu o znaczącej obniżce. Tu znów jest problem, bo Ukraińcy tak jak z prądem tak i z gazem stosują obniżone stawki dla odbiorców. Gaz jest sprzedawany 30 proc. poniżej kosztów. To jest po prostu polityka. Te limity mają szasnę utrzymywać się wtedy, kiedy Ukraina ma swoje własne wydobycie gazu. Rosjanie jednak niszczą tę gazową infrastrukturę i Ukraina musi liczyć na import gazu. Wracając jednak do Pana pytania, patrząc z punktu widzenia klientów, im większa konkurencja, tym lepiej. Chodzi o konkurencję zarówno między dostawcami, jak i również między tymi, którzy ten gaz przesyłają. Dlatego też dobrym rozwiązaniem jest funkcjonowanie dwóch szlaków: południowy i północny poprzez terminal LNG w Świnoujściu i dostawy gazu na Ukrainę za pośrednictwem Orlenu. Jednak, jak wspominałem, doszło ostatnio również do obniżek taryf przesyłowych poprzez południowy korytarz. Tu zresztą poza Ukrainą swoje zainteresowanie importem gazu poprzez Grecję zainteresowana jest Serbia, która poczyniła w tym temacie wiele postępów.
Wracając do naszego wschodniego sąsiada, aby eksport gazu się opłacał, po prostu na Ukrainę cena gazu, ale i prądu musi być rynkowa i musi wzrosnąć…
Dlatego też to jest również wyzwanie polityczne w samej Ukrainie, aby stworzyć stabilne, zdrowe warunki ekonomiczne do importu tego gazu na potrzeby wewnętrzne.
Słowacy i Węgrzy pytani o zakończenie dostaw gazu i ropy z Rosji, mówią że to prawie niemożliwe. Faktycznie nie ma dla nich alternatywy?
Trudno mi to oceniać. Nie jest to moją rolą. Podam jednak przykład Mołdawii, która uniezależniła się od surowców z Rosji. W 2021 roku sytuacja tam była o wiele gorsza niż w jakimkolwiek państwie członkowskim Unii Europejskiej.. Kiedy zaczynałem pracę w tej instytucji, Mołdawia miała taką sytuację, jak Polska w 2009 r., czyli była poddawana szantażowi gazowemu ze strony Rosji, która wymuszała podpisanie nowej umowy na dostawy gazu. Zawierała ona elementy regulacyjne, które trwale wykluczyłyby Mołdawię z możliwości integracji z rynkiem UE. Wówczas poprzez zmiany regulacyjne, ale również zmiany polityki rządu doszło do sytuacji, w której dzisiaj Mołdawia jest krajem bezpiecznym z punktu widzenia dostaw gazu. Ona ma zdywersyfikowane dostawy, również z rynku unijnego, ale również od partnerów trzecich, w tym USA i Azerbejdżanu Gaz magazynują, zarówno w Rumunii, jak i na Ukrainie. To się da zrobić, skoro Mołdawia to zrobiła i to w ciągu dwóch lat.
Czy zaangażowanie USA w pomoc energetyczną Europie Środkowo – Wschodniej wzrosło czy zmalało?
My widzimy zaangażowanie amerykańskie, w Ukrainie, w Mołdawii, ostatnio w Bośni i Hercegowinie i w wielu innych miejscach. Jest oferta amerykańska na stole zaangażowania w projekty infrastrukturalne, ale również w zakup gazu amerykańskiego.
To aktywne podejście do sprzedaży produktu i jednocześnie sposób na kształtowanie rynku, czego przykładem jest współpraca z Grecją. Pamiętajmy jednak, że Amerykanie nie działali i nie będą działali charytatywnie. Sprzedają produkt i kreują rynek na ten produkt, co jest zupełnie normalnym zachowaniem.