Zacznijmy naszą rozmowę od cytatu: „Tempo, w jakim UE zmusza europejski przemysł do redukcji emisji CO2, jest po prostu nie do utrzymania. Unijne standardy środowiskowe mogą doprowadzić do utraty sektora przemysłowego. To szaleństwo. Dotyczy to nie tylko jednej branży, ale kilku.” Pamięta Pan kto jest autorem tych słów?

Doskonale pamiętam, bo to ja jestem ich autorem. Wypowiedziałem je na kilka tygodni przed propozycjami zmian w systemie ETS, które przedstawiła KE ostatecznie w lipcu.

I po lipcowej propozycji KE dot. zmian w ETS, powtórzyłby Pan te słowa?

Mimo propozycji KE dot. zmian w ETS piłka jest nadal w grze. KE pokazała propozycje zmian, które są obecnie przedmiotem dyskusji i doprecyzowania szczegółów. Te szczegóły nie zaostrzają ambicji, a ją luzują. Chodzi przede wszystkim o współczynnik Linear Reduction Factor (LRF). To stały roczny wskaźnik procentowy, który zmniejsza ogólną liczbę uprawnień do emisji CO2 w systemie EU ETS. Wskaźnik ten warunkuje tempo redukcji emisji CO2. Komisja zaproponowała obniżenie tego wskaźnika, który jest dzisiaj na poziomie 4,4 proc. Poza tym, KE zaproponowała więcej bezpłatnych pozwoleń dla niektórych sektorów. Poluzowano także przepisy dla sektorów, które są objęte mechanizmem opłaty granicznej, czyli CBAM. Firmom z sektorów chronionych nie będzie zabierane prawo do otrzymania darmowej puli uprawnień do emisji CO2. Wywalczyliśmy też nowy fundusz wsparcia poprzez mechanizm solidarnościowy, a więc Investment Booster. Udało się nam także przedłużyć funkcjonowanie Funduszu Modernizacyjnego, którego Polska jest największym beneficjentem. Dla nas jednak te propozycje są nadal niewystarczające.

Ale tempo redukcji emisji CO2 pozostaje bez zmian?

Nie, jeśli te propozycje weszłyby w w życie, tempo redukcji emisji CO2 byłoby finalnie niższe. Dziś system ETS kończy się w okolicach 2040 r. To znaczy, że zakłady nim objęte muszą się zdekarbonizować do tego czasu. Propozycja zmian, która jest na stole wydłuża ten horyzont o 10 lat. Natomiast naszym zdaniem tempo redukcji jest wciąż za wysokie. Mamy za dużo problemów geopolitycznych, gospodarczych, wewnętrznych w samej Unii, aby za wszelką cenę się dekarbonizować.

Czytaj więcej

ETS finansuje transformację, ale uderza w przemysł. Bruksela szykuje nowe rozdanie

Nadal nie jest także jasne jak będzie wyglądać wskaźnik przydziału puli darmowych uprawnień do emisji CO2…

Mowa o tzw. wskaźnikach emisyjnych (benchmarkach), na podstawie których instalacje w sektorach energochłonnych mają wyliczoną pulę bezpłatnych pozwoleń. Te wskaźniki w tym roku dramatycznie się zaostrzają, bo tak zostało ustalone podczas poprzedniej rewizji dyrektywy ETS. Oznacza to mniejszą liczbę bezpłatnych pozwoleń, co oznacza, że firmy będą musiały dokupić większą liczbę uprawnień na rynku. To z kolei oznacza wyższy koszt funkcjonowania. Mamy teraz dwa projekty związane z benchmarkami na stole.

Uda się te zapisy zmienić?

Przekonaliśmy KE, aby część tych wskaźników potrzebnych do wyliczenia puli darmowych uprawnień trafiła do odrębnego projektu obok głównej rewizji ETS. Praca nad tym projektem idzie bardzo sprawnie. Projekt został już uzgodniony w Radzie i jeszcze w tym roku zakończymy nad nim prace. Jest bardzo duża szansa, że w efekcie zmiany wskaźniki będą dużo łagodniejsze i firmy dostaną więcej uprawnień niż powinny dostać na podstawie dotychczasowych przepisów. Co więcej, firmy dostaną dodatkowe uprawnienia z datą wsteczną w formie wyrównania.

Jak wygląda metodologia przyznawania uprawnień do emisji CO2?

Mamy tylko ogólny zapis w dyrektywie, że Komisja bazuje na danych z 10 proc. najbardziej wydajnych emisyjnie instalacji w danym sektorze. Problem polega na tym, że nikt dokładnie nie wie, jakie to są instalacje, jakie technologie i paliwa stosują, itd., a my chcemy wymusić na KE, aby wreszcie pokazała na jakich dokładnie danych bazują jej wyliczenia dot. wyznaczania benchmarków i przyznawania darmowej puli uprawnień do emisji. Chcemy przy okazji zmiany tej metodologii uczynić ten proces bardziej transparentnym. Wielu zarzuca KE brak przejrzystości i transparentności w tym procesie, a my dajemy KE szansę, aby pokazała, że tak nie jest i pokazała papiery, liczby na stole. To też test na wiarygodność samej KE. Komisja nad tymi propozycjami pracuje.

Wynika z tego, że pokazany 17 lipca projekt rewizji CO2 jest pełny luk, braków i niewiadomych…

Ewidentnie jest to projekt, który wygląda na niedopracowany i nie jest to chyba tylko nasze wrażenie. Wszystkie państwa UE zgłosiły prawie 280 stron pytań do projektu.

Czytaj więcej

PSE kupiły bezpieczeństwo systemu. 7,5 GW mocy i setki milionów dla energetyki

Kiedy, zakończą się konsultacje tych propozycji KE?

To może potrwać kilka miesięcy, zwłaszcza że wiele elementów – jak wspomniałem – nie jest jeszcze przesądzonych.

Te propozycje, które Komisja Europejska pokazała 17 lipca, oznaczają, że nadal polskie spółki energetyczne będą płacić po kilkanaście miliardów złotych rocznie za emisję CO2?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, bo, jak wspomniałem, wiele elementów nie jest rozstrzygniętych w propozycji KE. My pracujemy nad tym, żeby rewizja ETS przełożyła się na utrzymanie stabilnej, przewidywalnej ceny uprawnień za emisję CO2. Sektor elektroenergetyczny ma z kolei swoje własne propozycje skrojone pod swoje potrzeby. Mowa o zwolnieniu niektórych elektrowni węglowych i gazowych z zakupu uprawnień do emisji CO2 pod warunkiem, że będą pracować nie więcej niż 1500 godz. w ciągu roku. Oznaczałoby to, że te elektrownie, jako rezerwa systemu elektroenergetycznego, zwolnione byłyby z płacenia za emisję CO2, ponieważ pełniłyby rolę stabilizatora bezpieczeństwa energetycznego.

Jest na to szansa?

Będzie to bardzo trudne. Oznaczać mogłoby to zmianę całego unijnego rynku energii. Takie propozycje wymagają zbudowania szerokiej koalicji w UE. W tym wypadku nie udało się nam jeszcze zyskać sojuszników w innych krajach, nawet tam, gdzie nasze postulaty zwykle są rozumiane, a więc w Grupie Wyszehradzkiej. Można policzyć na palcach jednej ręki kraje, które mają podobny do nas problem z wpływem systemu ETS na energetykę. To utrudnia budowanie koalicji.

Czy w ramach zmian w ETS pojawiają się propozycje dotyczące zmiany modelu wchodzenia poszczególnych źródeł energii elektrycznej do systemu, a więc tzw. merit order?

Rzeczywiście, coraz więcej krajów w UE chce zmian w merit order, który blokuje dostęp do rynku stabilnych i niezależnych od pogody źródeł energii, jak np. atom. Niestety KE na razie nie widzi potrzeb zmian na rynku energii.

Czytaj więcej

Dr Piotr Arak: Wyjście z ETS jest niemożliwe, ale Polska musi wykorzystać okno politycznej szansy

Dlaczego? Bruksela nie widzi kurczącego się przemysłu w UE?

Niestety mam wrażenie, że KE nie chce zwracać na to uwagi. Tymczasem jeżeli nie będziemy prowadzić polityki gospodarczej w szerszym wymiarze niż tylko zero-jedynkowy cel nastawiony na redukcję emisji, to może i zredukujemy emisję CO2, ale będziemy bez przemysłu, a ekonomicznie bezbronni.

Szefowa KE już na równi wymienia atom z OZE jako potrzebny kierunek zmian. Widać to już w przepisach samej Komisji?

Ta refleksja promieniuje i wydaje mi się, że to kwestia czasu, zanim za słowami o traktowaniu atomu na równi z OZE, pójdą decyzje. To m.in. w efekcie naszej postawy KE zaczęła uwzględniać atom w ramach neutralności technologicznej. Moim zdaniem jest realna szansa, aby w kolejnej perspektywie budżetowej pojawiło się dofinansowanie energetyki jądrowej ze środków UE w takim samym stopniu, jak dofinansowanie OZE będzie możliwe ze źródeł unijnych.

Bez zmian w merit order, a więc kolejności wejścia do systemu źródeł energii, które obecnie faworyzuje OZE, będzie to niewykonalne…

Dlatego też uważam, że wcześniej czy później dojdzie do zmian w merit order. KE w końcu zda sobie sprawę, że OZE potrzebuje rozwoju stabilnych źródeł energii, a jeśli tak, to one także potrzebują wsparcia. Dzisiejszy model rynku sprawia, że energetyka jądrowa nie mieści się w tym modelu rynku i ma zbyt wysokie koszty. Ale mamy właśnie kolejny kryzys wysokich cen energii. Może teraz uda nam się wrócić do tematu.

Polska traci czy korzysta na systemie ETS?

To jest de facto pytanie o korzyści z członkostwa Polski w UE. ETS to jest element prawodawstwa unijnego, czyli jesteśmy zobligowani do jego wdrożenia, tak jak innych zasad Unii Europejskiej. W zamian nasze firmy korzystają z dostępu do jednolitego rynku. Warto przypomnieć, że ponad 70 proc. eksportu towarów z Polski trafia do innych państw UE. Jeśli ktoś mówi, że jest możliwe funkcjonowanie Polski poza ETS, to ja mogę tylko dodać, że w tej czysto teoretycznej rzeczywistości od razu pojawiłoby się cło nałożone na polskie towary.

Czytaj więcej

Polska buduje koalicję dla atomu. Stawką są dziesiątki miliardów złotych

Niemniej polska gospodarka, polski przemysł traci…

Tak jak wspomniałem, korzyści gospodarcze z członkostwa w UE są niepodważalne. Natomiast są takie elementy prawodawstwa UE, gdzie mamy trudniej. Takim przypadkiem jest ETS, bo jesteśmy de facto płatnikiem netto tego systemu. Poprzednie jego zmiany w ramach pakietu Fit for 55 zostały przez poprzedni rząd zaniedbane. Poprzez zmiany w ETS chcemy wyzerować deficyt, jaki mamy w systemie z korzyścią dla polskich firm i naszego budżetu. Ale oprócz tego uważam, że ta rewizja to także okazja, żeby wreszcie realizować taką politykę klimatyczną, która jest akceptowalna dla europejskiego przemysłu, dla europejskiej energetyki.

A czy akceptowalne dla europejskich mieszkańców będzie wprowadzenie ETS2 w 2028 r.?

W zeszłym roku po trudnych negocjacjach zapewniliśmy odsunięcie w czasie o rok wejście w życie tego systemu. Natomiast ja nie uważam, że to jest dyskusja zamknięta. To, co teraz robimy, to podnosimy ten temat w pracach nad rewizją dyrektywy ETS, której ETS2 jest także częścią.

Z perspektywy Komisji Europejskiej temat jest zamknięty…

Z perspektywy Komisji Europejskiej temat jest chwilowo zamknięty, dlatego nie ma nic o ETS2 w propozycji. Ale Komisja Europejska tylko proponuje legislację, ale ma później ograniczony wpływ na proces negocjacji tej propozycji. Tu kluczową rolę odgrywa Rada Unii Europejskiej, a więc państwa członkowskie UE. My szykujemy grupę państw, które będą skłonne wprowadzić zmiany w ETS2 do tej rewizji.

Kto nas popiera w zmianach nad ETS2?

Jest grupa państw, które podpisały się pod niewiążącym dokumentem, który wskazuje na potrzeby zmian. Tę koalicję państw udało się nam zmontować razem z Włochami. Już zasygnalizowaliśmy prezydencji irlandzkiej, że chcemy też rozmawiać o ETS2 i będziemy pilnować, aby poprawki dot. ETS2 znalazły się na posiedzeniu Rady UE gdy pojawi się temat zmian w ETS.

Czy tegoroczna zima, która może być porównywalna do tej sprzed trzech lat nie przemawia za złagodzeniem zmian w ETS?

Zdecydowanie to wzmacnia naszą argumentację. Przekonujemy naszych partnerów w UE, że zredukowanie z 5 proc. do zera udziału UE w światowych emisjach nie pomoże z dnia na dzień ograniczyć suszy, upałów i nagłych zmian pogody, a pozbawi nas przemysłu, konkurencyjności i miejsc pracy.

Sprawuje Pan jeszcze nadzór nad programem termomodernizacji „Czyste Powietrze”. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej miało wątpliwości czy wnioski o zwrot z UE środków, które trafiły do beneficjentów w formie dotacji zostały prawidłowo rozliczone. Czy tych wątpliwości ze strony tego resortu już nie ma?

Moim zdaniem jeszcze przed wakacjami te wątpliwości Ministerstwa Funduszy udało się wyjaśnić i mam nadzieję, że na przełomie września i października te wnioski do Komisji zostaną wysłane, aby do Ministerstwa Finansów mogły popłynąć unijne środki w formie zwrotu udzielonej pomocy.

A tempo wymiany kopciuchów przyspieszyło?

Ostatnia reforma programu była w lipcu. Jest jeszcze za mało danych, aby pokusić się o taką ocenę. Nie spodziewam się jednak rewolucji. Te zmiany były oczekiwane przez samorządy oraz przedsiębiorców. Teraz w programie Czyste Powietrze pilnujemy jakości wniosków, a nie ciśniemy za wszelką cenę tempa ich składania.

Minister Klimatu i Środowiska

Krzysztof Bolesta

Krzysztof Bolesta od lutego 2024 r. jest sekretarzem stanu i wiceministrem klimatu i środowiska. To mianowany urzędnik Komisji Europejskiej, w której pracował od 2004 do 2012 r., a także w latach 2020–2024. Od 2000 do 2004 r. wspierał negocjacje akcesyjne oraz dostosowania Polski do wymagań UE w obszarach „energia” oraz „badania i rozwój”. W latach 2012–2015 członek gabinetu politycznego dwóch polskich ministrów środowiska oraz członek rady nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie. Negocjator drugiego europejskiego pakietu energetyczno-klimatycznego. Pełnił ponadto funkcję doradcy prezydenta COP19 (Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu).