Opublikowany we wtorek w „Rzeczpospolitej” oraz kilku innych europejskich dziennikach artykuł komisarzy Thierry’ego Bretona i Paolo Gentiloniego wywołał prawdziwe poruszenie w kręgach unijnych polityków. Breton i Gentiloni argumentowali, że unijna odpowiedź na obecny kryzys energetyczny powinna być wspólna i jako punkt odniesienia przywołali program SURE z czasów pandemii.

UE pożyczyła wtedy na rynku 100 mld euro i przekazała je zainteresowanym państwom członkowskim – na subsydiowanie rynku pracy, z czego skorzystała również Polska.

Komisarze napisali swój tekst w reakcji na decyzję Niemiec o przeznaczeniu 200 mld euro na ratowanie ich gospodarki przed skutkami wysokich cen energii, co wywołało obawy i oskarżenia o brak solidarności i nierówne warunki działania na wspólnym unijnym rynku. Tekst dwóch komisarzy rozpoczął dyskusję o tym, jak koordynować unijną odpowiedź na kryzys energetyczny.

Czytaj więcej

Producenci energii zostali opodatkowani, ale Bruksela blokuje limit ceny na gaz

Berlin podbije ceny?

Decyzja Berlina o przeznaczeniu 200 mld euro na wsparcie gospodarki w sytuacji wysokich cen energii wywołała szok w UE. Nie dlatego, że Niemcy wydają pieniądze publiczne na wsparcie gospodarstw domowych i firm, bo dziś w UE, w obliczu galopujących cen elektryczności, robi to każdy. Obawy budzi skala tego pakietu oraz stosowane w nim środki.

Suma 200 mld euro robi wrażenie i oznacza, że Berlin będzie mógł przebić każdego innego europejskiego nabywcę na globalnym rynku gazu, a wsparcie udzielone przedsiębiorstwom postawi je w wyjątkowo korzystnej pozycji konkurencyjnej w stosunku do firm z krajów UE, których rządy nie mają takich możliwości budżetowych.

Niemiecki pakiet ma obowiązywać do wiosny 2024 r. i obejmuje z jednej strony wydatki infrastrukturalne na szybkie zwiększenie podaży energii odnawialnej, a z drugiej obniżki podatków, subsydia dla odbiorców energii elektrycznej, wreszcie limit na cenę gazu.

Niemcy bronią się, że w propozycji nie ma nic niezwykłego. – Nasz pakiet jest proporcjonalny, jak porównamy wielkość i wrażliwość niemieckiej gospodarki – powiedział we wtorek Christian Lindner, minister finansów rządu federalnego, przy okazji spotkania ze swoimi kolegami z pozostałych 26 państw UE.

Czytaj więcej

Niemcy czeka recesja w pakiecie z wysoką inflacją

Nie jest to jednak prawda. Dwa kolejne co do wielkości państwa UE, czyli Francja i Włochy, ogłosiły swoje pakiety pomocowe wynoszące odpowiednio 68 i 67 mld euro. Niemiecka gospodarka jest od nich większa, ale – gdyby zachować proporcje – wsparcie jej nie powinno przekraczać 95 mld euro, jeśli porównamy ją z francuską, lub 125 mld euro, jeśli porównamy ją z włoską.

Lindner przekonuje, że Niemcy działają na rzecz zbiorowej unijnej odpowiedzi na kryzys. – Razem musimy dokonać wysiłku, żeby zwiększyć wspólne zakupy na globalnym rynku i zmienić strukturę rynku elektryczności – powiedział niemiecki liberał.

Ale to tylko częściowo prawda. Berlin poparł prace na rzecz zmiany systemu ustalania ceny prądu na europejskim rynku hurtowym – tak żeby nie była ona bezpośrednio powiązana z ceną gazu. Ale wypowiada się przeciwko systemowi wspólnych zakupów gazu, bo wie, że ma na tyle silną pozycję przetargową, że może przebić każdego innego nabywcę.

Co więcej, Niemcy twardo sprzeciwiają się propozycji – popieranej teraz już przez 17 państw UE, w tym Polskę – żeby wprowadzić unijny limit na cenę importowanego gazu. Cytują argumenty ekonomiczne: jak obawy o bezpieczeństwo dostaw czy zwiększenie popytu na gaz. Tymczasem w krajowym pakiecie taki limit na cenę gazu proponują. Zatem będą kupowali gaz na rynku globalnym, wypychając innych z rynku, po to, żeby dystrybuować go potem odbiorcom po niższej cenie. Limit unijny łatwo zostałby zaakceptowany, bo 17 państw ma większość głosów. Ale inicjatywę legislacyjną w UE ma wyłącznie Komisja Europejska, a ta takiego postulatu nie zgłasza. Jej szefową jest Niemka Ursula von der Leyen.

W poszukiwaniu rezerw

Jednak w samej Komisji Europejskiej pojawiają się głosy niezadowolenia z powodu decyzji Niemiec, czego przejawem jest właśnie wspomniany artykuł komisarzy z Francji i Włoch.

Paolo Gentiloni uczestniczył we wtorek w spotkaniu ministrów finansów UE i podkreślał, że nie krytykuje Niemiec, bo każde państwo robi, co może – oczywiście, w ramach wyznaczonych przez politykę konkurencji. – Chodzi o zrobienie kolejnego kroku: zwiększanie solidarności i uniknięcie fragmentacji. Do tego potrzebujemy nowych instrumentów. To, co zrobiliśmy z SURE w czasie pandemii, było interesujące. Oparte na pożyczkach, może być realistyczne – powiedział Włoch.

Jednak na razie daleko tu do jednomyślności. Sprzeciwia się niemiecki rząd, gdzie za finanse odpowiada liberał Lindner. – Wspólny dług nie pomaga nam na dłuższą metę wzmocnić konkurencyjności ani zrównoważonych finansów państw – powiedział minister w wywiadzie dla ZDF. Sceptyczna jest też minister finansów Holandii. – W różnych, już istniejących, instrumentach jest dostępnych wiele miliardów, które trzeba przekierować i dobrze zainwestować. A niekoniecznie tworzyć nowe instrumenty – powiedziała Sigrid Kaad.

Bruksela próbuje znaleźć te pieniądze, jednak bez sukcesu. – Ustaliliśmy, żeby poszukać rezerw w niewydanych pieniądzach z budżetu na lata 2014–2020. Ale trzeba powiedzieć szczerze, że za dużo tam już nie zostało – przyznał Valdis Dombrovskis, wiceszef KE. I potwierdził, że temat nowego instrumentu na wzór SURE nie budzi na razie jednomyślności. Ale to dopiero początek debaty.

GAZ TANIEJE

W magazynach gazu na terenie UE pozostało tylko 10 proc. wolnego miejsca, a jej członkowie wprowadzają oszczędności i dotacje. Cena surowca na europejskich giełdach spadła do poziomu z lipca. We wtorek ceny gazu na otwarciu notowań londyńskiej giełdy ICE po raz pierwszy od 21 lipca spadły poniżej 1650 dol. za 1000 m sześc., tracąc nieco ponad 6 proc. w ujęciu dziennym. Kontrakty futures na gaz z niderlandzkiego hubu TTF na otwarciu kosztowały 1,618 dol. za tysiąc metrów sześciennych (-6,2 proc.). Dzień wcześniej gaz potaniał o 10 proc. – do 1725,3 dol. za tysiąc m sześc.
W magazynach Unii wolne pozostało 10,68 proc. pojemności. Przybywa też gazu w największych podziemnych zbiornikach Europy – ukraińskich. Zapełnione są w 30,15 proc., co starczy na 40 proc. zapotrzebowania z czasów pokoju. Na rynek gazu i powolne spadki cen wpływają też wieści z USA. „Aby pomóc złagodzić niedobory energii w Europie, Biały Dom wykluczył nałożenie zakazu lub ograniczeń na eksport gazu tej zimy” – powiedziały agencji Reuters źródła w Waszyngtonie. We wrześniu z USA wyeksportowano w sumie 6,3 mln ton LNG, z tego 70 proc. trafiło do Europy. W sierpniu i lipcu udział ten wynosił odpowiednio 56 i 63 proc.