Jedność w obronie Ziemi

Porozumienie w Paryżu przywódców aż 195 krajów uczestnicy konferencji przyjęli owacją na stojąco
Porozumienie w Paryżu przywódców aż 195 krajów uczestnicy konferencji przyjęli owacją na stojąco
materiały prasowe

Znaczenie porozumienia paryskiego z 2015 r. polegało na połączeniu sił niemal wszystkich krajów w obronie klimatu.

Po 13 dniach koordynacji morderczych negocjacji ówczesny minister spraw zagranicznych Francji, socjalista Laurent Fabius, oświadczył, że przyjęte porozumienie jest „sprawiedliwe, trwałe, dynamiczne, zrównoważone i wyrównane”.

Wiele w tym optymizmu, ale z pewnością ogromnym sukcesem jest jedno: pod niezwykle skomplikowanym dokumentem podpisali się przywódcy aż 195 krajów. I nawet, jeśli dwa lata później z porozumienia wycofał się Donald Trump, to nigdy wcześniej tak znaczna część ludzkości nie zaangażowała się w walkę z katastrofą ekologiczną.

Wielki kompromis

Z konieczności paryskie porozumienie jest jednak jednym wielkim kompromisem. Malutkie kraje wyspiarskie na Pacyfiku czy Atlantyku, jak choćby Królestwo Tonga, na początku postawiły sprawę w niezwykle dramatycznym kontekście: jeśli średnia temperatura wzrośnie o więcej, niż 1,5 st. C w stosunku do epoki sprzed rewolucji przemysłowej, po prostu zostaną one zalane przez podnoszący się poziom oceanu. Ale z drugiej strony wielcy producenci kopalnych źródeł energii, jak Arabia Saudyjska czy Indie, nie chcieli słyszeć o „wstrzymaniu wzrostu emisji CO2″.

Ostatecznie wszyscy podpisali się pod zgrabnym, choć i celowo nie do końca jasnym sformułowaniem, że celem jest ograniczenie zmiany klimatu „wyraźnie poniżej 2 st. C, a jednocześnie „będą kontynuowane wysiłki”, aby ten wzrost nie wyniósł więcej niż 1,5 st. C.

Ponieważ bardzo wiele krajów, jak Ameryka czy Polska, nie chciało brać na siebie zbyt daleko idących zobowiązań prawnych, ustalono, że obietnice, jakie ostatecznie złożyło 186 krajów, będą dobrowolne. Ale jednocześnie co pięć lat będzie przeprowadzony przegląd wykonania złożonych deklaracji, a każde państwo będzie musiało przy tej okazji złożyć dalej idące deklaracje. Pierwsza, niezobowiązująca, dyskusja na ten temat ma się zresztą odbyć już na szczycie w Katowicach.

Wielkim kompromisem są też środki, jakimi ma zostać osiągnięta redukcja gazów powodujących efekt cieplarniany. Aby osiągnąć możliwie szybko apogeum emisji dwutlenku węgla, każdy ma działać w sposób, jaki jest dla niego wygodny. Jedni, jak Polska, mogą stawiać w szczególności na powiększenie obszarów zalesionych, inni – na ograniczenie trujących gałęzi przemysłu lub rozwój (kosztownych) technologii magazynowania i niszczenia szkodliwych gazów. Wszystko będzie brane pod uwagę.

Podział na bogatych i biednych

Jeszcze w 1992 r. ONZ ustaliła bardzo wyraźną granicę między państwami rozwiniętymi i rozwijającymi się. To zasadniczo zwalniało te drugie od udziału w walce ze zmianami klimatycznymi. Logika była prosta: skoro kosztem środowiska Europa i Ameryka w XIX i XX wieku osiągnęły wysoki poziom życia, to teraz tej samej szansy nie można pozbawiać Chińczyków czy Hindusów.

Ale Barack Obama od początku paryskich rokowań podkreślał, że to rozumowanie już nie jest aktualne, skoro Chiny stały się największą (przy uwzględnieniu realnej siły nabywczej walut narodowych) gospodarką świata. Wskazywał, że już w 2013 r. łączna skala emisji dwutlenku węgla ChRL była prawie dwukrotnie większa niż Ameryki, choć w przeliczeniu na mieszkańca pozostawała wciąż trzykrotnie niższa.

Znów stanęło na kompromisie, zgodnie z którym państwa rozwijające się mają jedynie „kontynuować starania w walce z ociepleniem klimatu”, podczas gdy kraje rozwinięte powinny „rozwijać najnowsze technologie ekologiczne” i „wyznaczać sobie cele w wartościach absolutnych”. Jednocześnie ustalono, że od 2020 r. „bogaci” będą przekazywać „przynajmniej” 100 mld dol. rocznie „biednym” na sfinansowanie kosztów walki ze zmianą klimatu.

Ale chyba największym sukcesem paryskiego porozumienia była stopniowa zmiana świadomości ekologicznej na całym świecie. Bo dziś, ledwie trzy lata później, Chiny stały się liderem w niektórych technologiach służących poprawie stanu środowiska (np. w samochodach elektrycznych), bo zdały sobie sprawę, że niezależnie od międzynarodowych rokowań zmiana klimatu jest dla nich jak najbardziej bezpośrednim zagrożeniem.

W taki sam sposób, niezależnie od obrony polskiego górnictwa, walka z smogiem stała się w ostatnich latach w Polsce fundamentalnym elementem debaty publicznej. Więcej: zaczęto uświadamiać sobie, że rozwój nowych, przyjaznych środowisku technologii może być znakomitym motorem wzrostu, a nie wyłącznie „kosztem”, który trzeba przerzucić na innych. Może więc Fabius w Paryżu w końcu nie był aż tak naiwny?

Mogą Ci się również spodobać

Szef Nord Stream 2 Matthias Warnig grozi UE roszczeniami odszkodowawczymi

Spółka Gazpromu Nord Stream 2 buduje kolejny gazociąg przez Bałtyk. UE zastanawia się nad ...

W PKN Orlen ryby pomagają w oczyszczaniu wody

Ryby pomagają w oczyszczaniu wody wykorzystywanej w zakładzie głównym PKN Orlen w Płocku. Amury ...

Jerzy Buzek: Europa potrzebuje amerykańskiego gazu

Mamy ze Stanami Zjednoczonymi wspólne interesy i powinniśmy je utrzymywać – przekonuje były premier ...

Łupkowa rewolucja w Estonii

Według danych Eurostatu Estonia jest najbardziej niezależnym pod względem energetycznym państwem w Unii Europejskiej. ...

Dobre wyniki Tauronu w I kwartale

Tauron zanotował 5-proc. wzrost przychodów, do 4,8 mld zł. Zwiększył się też wynik EBITDA ...

Odnoga Nord Stream jednak dla Rosjan

Niemcy dopuścili Gazprom do aukcji na dodatkową moc lądowego przedłużenia gazociągu północnego. Wcześniej to ...