W poniedziałek, 24 sierpnia, w norweskim Stavanger rozpoczyna się odbywająca się co dwa lata konferencja energetyczna ONS. Przed jej otwarciem minister energii Terje Aasland powiedział agencji Reutera, że Norwegia będzie kontynuować eksploatację zasobów ropy i gazu na Morzu Barentsa. Zrobi to niezależnie od poparcia Unii Europejskiej dla moratorium na zakup węglowodorów z Arktyki. Oslo nie widzi już też siebie w roli „zielonej baterii” Europy.
Czytaj więcej
Norweskie wydobycie ropy i gazu może po 2030 r. gwałtownie spadać. Nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu w 2050 r. będzie o jedną trzecią...
Największy dostawca gazu dla Unii
Po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Norwegia stała się największym dostawcą gazu ziemnego do Europy. Zaspokaja około 30 proc. zapotrzebowania na gaz zarówno Unii Europejskiej, jak i Wielkiej Brytanii. W ubiegłym roku produkcja gazu w Norwegii była bliska rekordowego poziomu, a wydobycie ropy osiągnęło najwyższy poziom od 2009 r. Oficjalne prognozy wskazują jednak na gwałtowny spadek produkcji po 2030 r. Powodem jest wyczerpywanie się złóż dotychczas eksploatowanych przez Norwegów.
– W obecnej sytuacji geopolitycznej i bezpieczeństwa, a także biorąc pod uwagę sytuację surowcową, uważam, że dalsza aktywność na Morzu Barentsa służy zarówno norweskim, jak i europejskim interesom – powiedział Terje Aasland.
Stanowisko Norwegii jest sprzeczne z zieloną polityką Wspólnoty. Unia Europejska popiera zakaz nowych odwiertów w Arktyce ze względów środowiskowych. Jak podkreśla Reuters, Bruksela rozważa jednak zmianę swojej polityki w odpowiedzi na obawy dotyczące bezpieczeństwa energetycznego.
Anders Opedal, prezes Equinoru, największej norweskiej firmy naftowej, ostrzegł, że ropa naftowa i skroplony gaz ziemny z Morza Barentsa mogą być transportowane i sprzedawane w dowolne miejsce na świecie, jeśli UE je odrzuci. – Jedyne, co na tym ucierpi, to bezpieczeństwo Europy. My mamy elastyczność wyboru – powiedział Opedal agencji Reuters.
To ostrzeżenie dla Wspólnoty, która po odejściu od rosyjskich surowców musi zbilansować z innych źródeł przede wszystkim rynek gazu. W Oslo mają tego świadomość. Aasland przyznał, że Norwegia chce utrzymać produkcję i eksport ropy naftowej mniej więcej na obecnym poziomie co najmniej do 2035 r. Wydobycie z Morza Barentsa ma być w tym planie kluczowe. – Jeśli Norwegia ma pozostać długoterminowym dostawcą ropy naftowej i gazu do Europy, Arktyka musi być częścią tej dyskusji – powiedział minister energii.
Czytaj więcej
W dobie kryzysu naftowego na nowo rozgorzała dyskusja o potencjale Morza Północnego. Stąd pochodzi spora część węglowodorów konsumowanych na rynku...
Świat chce ropy i gazu z Arktyki
W rozmowach z przedstawicielami UE Norwegia argumentowała, że części Morza Barentsa otwarte na działalność naftową są wolne od lodu, podobnie jak Morze Północne, a zatem mniej podatne na wycieki ropy i inne szkody środowiskowe. Norwegowie dodają, że taka aktywność pomaga utrzymać miejsca pracy i osadnictwo w północnych regionach kraju, graniczących z Rosją.
Aasland uważa, że argumenty Norwegii są słyszane w Brukseli. Dodał, że zagospodarowanie zasobów Morza Barentsa jest suwerennym prawem Norwegii, nawet jeśli UE nadal będzie popierać moratorium. – Zagospodarujemy te obszary, a następnie to od UE będzie zależało, czy powinna wprowadzić moratorium na zakup gazu lub ropy – dodał norweski minister.
Ropa z Arktyki i tak będzie sprzedawana na rynkach światowych. Gaz będzie natomiast mógł trafiać do odbiorców w postaci LNG z należącego do Equinoru zakładu Melkoeya LNG w pobliżu Hammerfest. Norweska strategia ma w sobie wyraźną sprzeczność. Eksploatując Arktykę, Oslo godzi się na ingerencję w wyjątkowe ekosystemy północy, ale jednocześnie bardzo dba o to, by w samej Norwegii dominowała zielona energia. Głównym źródłem prądu w kraju jest energetyka wodna. Na tym Oslo również dobrze zarabia. Oprócz ropy i gazu Norwegia produkuje nadwyżki energii odnawialnej z rozległej sieci zbiorników i dróg wodnych zasilających elektrownie wodne. Ten zielony prąd eksportuje do Europy transgranicznymi liniami energetycznymi.
„Zielona bateria” Europy już nie działa
To właśnie z eksportem energii odnawialnej wiązała się koncepcja Norwegii jako „zielonej baterii” Europy. Teraz, według Aaslanda, jest ona już nieaktualna, ponieważ Norwegia sama nie jest w stanie równoważyć europejskiego rynku energii. Pomysł ten przyczynił się do budowy nowych połączeń energetycznych, w tym z Wielką Brytanią i Niemcami, ale wywołał też sprzeciw w samej Norwegii. Powodem był wzrost cen energii elektrycznej w Europie. Głębsza integracja z europejskim systemem elektroenergetycznym sprawiła, że sama Norwegia stała się bardziej podatna na wahania cen na kontynencie. Dlatego Oslo nie chce już budować nowych interkonektorów, choć nadal deklaruje wolę silnej współpracy energetycznej z Europą.
Norweski minister wezwał kraje europejskie do wzmocnienia stabilnych dostaw energii, osłabienia presji na zamykanie elektrowni węglowych i jądrowych oraz do nowych inwestycji w elektrownie gazowe. Według Aaslanda pozwoliłoby to obniżyć ceny energii i zwiększyć wzajemność w przepływach prądu między krajami.
Także Fatih Birol, dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Agencji Energetycznej, wezwał UE do ponownego rozważenia sprzeciwu wobec nowych projektów związanych z arktyczną ropą i gazem. Argumentował, że przyszłe dostawy będą niezbędne do wsparcia bezpieczeństwa energetycznego. Krytycy takiego posunięcia odpowiadają, że uruchomienie nowych projektów w Arktyce zajęłoby wiele lat i niewiele pomogłoby w rozwiązaniu krótkoterminowych problemów energetycznych Europy.