Federalna Agencja Sieciowa (BNA) odrzuciła wniosek Rosjan o wyłączenie budowanych dwóch nowych nitek gazociągu północnego, spod regulacji nowej Dyrektywy Gazowej. Tak twierdzi Handelsblatt a przedstawiciel BNA potwierdził agencji RIA Nowowsti, że agencja rozesłała stronom projekt swojego stanowisko, a jego zmiana jest możliwa w trybie sądowym.

""

A blue Nord Stream 2 branded protective end cap sits on a section of pipe at the landing site of Nord Stream 2 gas pipeline, operated by Gazprom PJSC, in Lubmin, Germany/Bloomberg

Foto: energia.rp.pl


Powodem ma być fakt, że immunitet może dostać jedynie inwestycja ukończona do 23 maja 2020 r (data wejście w życie Dyrektywy). A dokończenie Nord Stream-2 zablokowały skutecznie amerykańskie sankcje z grudnia 2019 r. Wycofał się wtedy główny wykonawca Allseas – szwajcarski układacz rur na dnach mórz. Rosjanie nie mają w jakikolwiek sposób dokończyć pozostałych 160 km gazociągu i wszystko utknęło w duńskich wodach.


Gazprom w przesłanym wniosku argumentuje, że do 23 maja gazociąg został ukończony w sensie „ekonomiczno-funkcjonalnym”. Tak więc BNA powinna brać pod uwagę nie „konstrukcyjno-techniczny” wymóg, ale fakt, że „do czasu wejścia w życie nowej dyrektywy krajowego rynku gazu” zostały już wykonane miliardowe inwestycje, zgodne z poprzednim porządkiem prawnym ”.

""

Bloomberg

Foto: energia.rp.pl


Niemiecka agencja jednak nie zgadza się z taką argumentacją. Uważa, że należy postępować zgodnie z „konstrukcyjno-technicznym” rozumieniem terminu „ukończenie” projektu. A więc rura leży na dnie morza do niczego nie podłączona. Spór może skończyć się batalią prawników w sądach.
Na razie Niemcy zbierają opinie stron na ten temat. Czasu pozostało już niewiele, bo do 8 maja. Potem BNA zdecyduje czy Gazprom będzie mógł, jako jedyny, wykorzystać cały gazociąg do swoich celów. Nowe zasady wyraźnie tego zakazują i obejmują nie tylko lądowe, ale i podmorskie gazociągi. Inwestor może liczyć dla siebie na połowę mocy przesyłowych i musi udostępnić drugą połowę podmiotom trzecim. Nie może być jednocześnie dostawcą i operatorem gazociągu.


Wszystko to oznaczać będzie, że gazociąg się Rosjanom nigdy nie zwróci, a rosyjskiego gazu będzie nim płynąć nie 55 mld m3 rocznie, ale połowa tego. Druga pozostanie niewykorzystana, bo tak naprawdę dostęp do rosyjskiej rury dla innych chętnych będzie czysto teoretyczny.
W tej sytuacji Moskwa może zdecydować, że nie będzie kończyć Nord Stream-2. Już teraz maksymalnie odsuwa to w czasie. Ceny gazu w Europie zapadły się razem z cenami ropy i nie opłaca się uruchamiać nowego szlaku przesyłowego, bo zamówień brak. 

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów


Strata blisko 10 mld euro nie jest dla Gazpromu szokująca. Fiasko projektu gazociągu South Stream (także za sprawą Unii) kosztowała Rosjan ok. 5 mld euro. Różnica jest taka, że tamten gazociąg fizycznie nie powstał, a blisko tysiąc kilometrów Nord Stream-2 już zalega na dnie Bałtyku.
Jeżeli faktycznie Nord Stream-2 nie zostanie dokończony to największym wygranym będzie tutaj Ukraina. Moskwa będzie musiała w pełni korzystać z tranzytu przez ten kraj i to przez wiele lat. Choć znając dotychczasowe zachowanie Kremla, można też spodziewać się tego, że coś wymyślą „w zamian”.


Tak było, kiedy w miejsce South Stream szybko zbudowali gazociąg Turecki Potok. Paradoksalnie pandemia też działa na korzyść Gazpromu. Na razie Europa nie potrzebuje więcej rosyjskiego surowca.